Zaniedbane growe skarby Sony, Nintendo i Microsoftu które czekają na powrót

Zaniedbane growe skarby Sony, Nintendo i Microsoftu które czekają na powrót

Ninja Gaiden

Pomimo, że wydano ją w 2004 roku, czyli pod koniec szóstej generacji konsol, Ninja Gaiden dała się poznać jako zarówno jedna z najlepszych gier z oryginalnego Xboksa, jak również jedną z najtrudniejszych gier wszech czasów.  Ten hack'n'slash, czyli gra akcji z naciskiem na walkę wręcz z bliskiego dystansu, to dzieło Team Ninja, ekipy znanej wcześniej z serii arenowych bijatyk Dead or Alive. Szefem TN był wtedy charyzmatyczny Tomonobu Itagaki, wielki fan Xboksa, co w Japonii było raczej dość niespotykaną preferencją. Niemniej jednak to właśnie on stworzył arcydzieło miksujące fabularny absurd, niedorzecznie wyreżyserowane sekwencje akcji z bezkompromisowym stopnie trudności samej walki, której mechanika była niezwykle głęboka. O ile o sile innej słynnej chodzonej "rąbanki" z tamtego okresu, czyli God of War, świadczyła przede wszystkim prezentacja, to Itagaki skupił się na czystym, niedestylowanym gameplayu.

Zanim nadeszła seria Souls, to właśnie produkcja Team Ninja wyznaczyła nowe wyżyny trudności w grach, a wszystko dzięki wymagającej walce, dającej do dyspozycji wiele rodzajów broni (miecze, katany, kosy, nunchaku, kostury) - a każda z nich z osobnym zestawem combosów, jak i gadżetów (shurikeny, magia, łuk). Kombosy były unikatowe i osobne dla każdego oręża. Ponadto, nie liczyła się tutaj sama ofensywa, ale także i skuteczna sztuka obrony w postaci bloków i uskoków, jak również skakania i biegania po ścianach. Wrogowie byli albo niezwykle potężni albo liczni, więc  gracz był zmuszony aby kreatywnie korzystać z otoczenia aby ich przechytrzyć. Niesamowitą kinetyczność i akrobatyczność gry dopełniała niezwykła brutalność. Liczba zadanych ciosach w combosach sięgała setek, a ilość odciętych kończyn wcale im w niczym nie ustępowała. Jednym z najbardziej pamiętnych elementów gry były starcia z bossami, które początkowo wydawały się niemożliwe, ale tak naprawdę zmuszały do wspięcia się na najwyższy poziom umiejętności, nawet gdy sądziliśmy, że takowy już nie istnieje.

Myślę, że wznowienie serii Ninja Gaiden i uczynienie z niej pełnoprawnego tytułu na wyłączność w growym katalogu Microsoftu byłoby dobrym pomysłem dlatego, że poszerzyłoby to różnorodność pozycji ekskluzywnych na konsoli a na dodatek zyskałoby uznanie hardkorowych graczy. Tytuły z serii NG nie były gigantycznymi system sellerami, ale pierwsze dwie części (wtedy ekskluzywne dla pierwszego Xboksa i 360) sprzedały się w ponad milionowym nakładzie. Ostatnie Ninja Gaiden wyszło ponad 4 lata temu a każda kolejna część po dwójce (wydanej w 2008, która była ostatnią grą z Itagakim na czele) cieszyła się słabym przyjęciem. O ile sytuacja z serią wydaje się być mniej niż fortunna, to właśnie w tych okolicznościach jej comeback byłby najbardziej spektakularny. Prawa do marki obecnie posiada Tecmo, a developer części poprzednich, Team Ninja (szczególnie bez Itagakiego), prezentuje solidny ale raczej drugoligowy poziom. Najrozsądnie byłoby wykupić markę na własność, wspierać ją jak największą ilością środków oraz powierzyć ją Itagakiemu wraz z wspierającą go grupą utalentowanych developerów bądź przekazać ją w nowe ręce - komuś pokroju Platinum Games bądź From Software, które mają duże doświadczenie w tego typu grach.

Jakub Krawczyński
Jakub Krawczyński Redaktor

Z wykształcenia anglista i pedagog - lubuje się w rąbniętej muzyce i alienujących filmach. Podobno zna się na grach i dlatego bezwstydnie przyznaje się do tego w notce o sobie, bo i tak ich nikt nie czyta.

Zgłoś autorowi błąd na stronie

Komentarze