Doom (2016) - Recenzja gry

Doom (2016) - Recenzja gry

Gdyby chcieć w ogromnym skrócie przedstawić fabułę dowolnej gry z serii Doom, wyglądałaby ona mniej więcej tak: Jacyś goście w fartuchach eksperymentują z portalami czasoprzestrzennymi na Marsie, zamiast teleportacji przypadkowo tworzą pomost z piekłem i przyciągają za sobą całą menażerię demonów, a my jako bezimienny marine, Doomguy musimy wymordować ich - z jakiegoś powodu samotnie  - co do jednego.

Teraz id Software także nie odbiega od utartej tradycji, ale tym razem otwieranie portalu w Doom anno domini 2016 ma także metaforyczne znaczenie - symbolizuje ono powrót i odkrycie na nowo wysokooktanowej, arcade'owej akcji na najwyższych obrotach pośród zalewu odpicowanych widowisk kamuflujących kiepski gameplay prezentacją  i oskryptowaną akcją na szynach. Nie znaczy to jednak, że najnowsza produkcja od id odcina się kompletnie od współczesności. Po paru tysiącach zmasakrowanych demonów i setkach wyrwanych serc, chętnie Wam powiem, czy ten mariaż starej i nowej szkoły wyszedł na dobre...

Jakub Krawczyński
Jakub Krawczyński Redaktor

Z wykształcenia anglista i pedagog - lubuje się w rąbniętej muzyce i alienujących filmach. Podobno zna się na grach i dlatego bezwstydnie przyznaje się do tego w notce o sobie, bo i tak ich nikt nie czyta.

Zgłoś autorowi błąd na stronie

Komentarze