Forza Horizon 3 - Recenzja gry

Forza Horizon 3 - Recenzja gry

Kolejna część odsłony Forza Horizon ukaże się na PC-tach. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem doniesienia na ten temat, poczułem się niczym sławetny dzieciaszek z YT rozpakowujący gwiazdkowego Xboksa 360. Poważnie. Nie zrozumcie mnie źle, żaden ze mnie blaszany ortodoks - posiadam zresztą Xboksa One zakupionego właśnie pod kątem serii Forza. Po prostu cieszy mnie fakt, że jedna z najciekawszych gier wyścigowych właśnie trafia do kolejnej grupy odbiorców - i to w wydawałoby się kompletnej formie. Co istotne, nowa Forza Horizon 3 na obydwu docelowych platformach, tj. PC i Xbox One, jest w istocie jedną, zunifikowaną produkcją ze wspólnym trybem online oraz możliwością synchronizacji zapisów. Brzmi ciekawie. A jak sprawdza się w praktyce?

Forza Horizon 3 to pierwsza gra z tej serii wydana na PC-ty. Wcześniejszy Apex to ledwie przedsmak pełnej gry.

Na początek kilka słów dla nieświadomych. Forza Horizon to zręcznościowy spin-off symulacyjnej, torowej Forzy Motorsport, który pierwotnie zadebiutował pod koniec 2012 roku, wyłącznie na konsoli Xbox 360. Za grę odpowiada studio Playground Games, nie zaś autorzy "głównostrumieniowego" wydania, Turn 10 - choć z racji przynależności obydwu podmiotów do Microsoftu produkcje współdzielą pewną część kodu. Pomysł na arcade'ówkę okazał się genialny w swojej prostocie. Autorzy wzięli na warsztat sprawdzony model jazdy z Forzy Motorsport i uprościli niektóre mechanizmy (m.in. zniszczenia, zużycie materiałów, wpływ podłoża na prowadzenie), po czym przenieśli wszystko do otwartego świata, dorzucając luźno zarysowaną otoczkę fabularną. I tak oto w Forzie Horizon bierzemy udział w samochodowym evencie zwanym Festiwalem, a sama rozgrywka zdecydowanie wykracza poza ramy typowych wyścigów - te zaś są wyłącznie kroplą w morzu przewidzianych aktywności.

Jeśli oczekujecie po Horizonie doświadczeń możliwie realistycznych, odpuśćcie sobie ten tytuł na starcie, bo nie taki jest zamysł dewelopera - to gra zahaczająca o parodię wyścigów, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Jak inaczej można nazwać Lamborghini Centenario pędzące przez pole kukurydzy? Jeśli zaś chcecie się po prostu dobrze pobawić, bez większego wczuwania w mechanikę jazdy, rzeczony tytuł okazuje się Świętym Graalem racerów...

Piotr Urbaniak
Piotr Urbaniak Redaktor naczelny

Student informatyki, niekoronowany król ITHardware.pl ;)

Zgłoś autorowi błąd na stronie

Komentarze