Albo drogo, albo z Chin. Europa musi dopłacać do EV, inaczej lokalny rynek upadnie


Albo drogo, albo z Chin. Europa musi dopłacać do EV, inaczej lokalny rynek upadnie

Nowa analiza przygotowana przez Transport & Environment stawia sprawę jasno: jeśli Unia Europejska zdecyduje się dopłacić około 500 euro do każdego pojazdu elektrycznego wyposażonego w akumulator wyprodukowany lokalnie, może realnie zabezpieczyć własny przemysł i ograniczyć zależność od chińskich łańcuchów dostaw. Dokument opublikowano tuż przed spodziewanym ogłoszeniem przez Komisję Europejską projektu Industrial Accelerator Act, który ma wyznaczyć nową architekturę wsparcia dla strategicznych sektorów przemysłu.

Obecnie koszt produkcji akumulatorów do pojazdów elektrycznych w Europie jest o około 90 procent wyższy niż w Chinach. Według analityków T&E ta przepaść może zmniejszyć się do około 30 procent do 2030 roku, jeśli Bruksela zdecyduje się na wdrożenie mechanizmów określanych przez autorów raportu mianem „premii za suwerenność”. W praktyce oznaczałoby to różnicę około 12 euro na kilowatogodzinie.

Dla przeciętnego samochodu elektrycznego przekłada się to na około 500 euro więcej za akumulator wyprodukowany w Europie zamiast importowanego z Azji. W ocenie organizacji taki poziom wsparcia jest akceptowalną ceną za większą odporność przemysłową i stabilność dostaw w czasach napięć geopolitycznych.

Raport T&E sugeruje, że bez zdecydowanych działań Europa nie da rady konkurować cenowo z Azją.

Problem nie w chemii, lecz w skali

Autorzy raportu podkreślają, że europejski sektor baterii nie cierpi na deficyt wiedzy technologicznej. Wskazują raczej na niedostateczną skalę produkcji oraz niższą efektywność operacyjną. Europejskie fabryki muszą ograniczyć poziom odpadów produkcyjnych, przyspieszyć procesy, zwiększyć automatyzację i szybciej akumulować doświadczenie przemysłowe. Chińscy producenci budowali przewagę przez lata, inwestując w wolumeny i optymalizację.

Według T&E sama lista planowanych gigafabryk nie wystarczy. Skala nie pojawi się bez wyraźnych bodźców finansowych powiązanych z realną produkcją. Publiczne wsparcie dla pojazdów elektrycznych i projektów bateryjnych miałoby być uzależnione od spełnienia wymogów „Made in EU”. Tylko w ten sposób subsydia i ulgi podatkowe przełożą się na rozwój lokalnych ogniw, a nie na import gotowych pakietów.

Spór o „Made in EU”

Propozycje warunkowania wsparcia zapisami o lokalnej produkcji budzą kontrowersje w branży motoryzacyjnej. Część producentów ostrzega przed wzrostem kosztów i komplikacją relacji z globalnymi dostawcami. Argumentują, że w realiach zaostrzającej się konkurencji dodatkowe obostrzenia mogą osłabić pozycję europejskich marek.

Debata toczy się w momencie, gdy Komisja Europejska przygotowuje ogłoszenie Industrial Accelerator Act. Projekt ma skierować znaczące środki publiczne do sektorów uznanych za strategiczne, takich jak baterie, odnawialne źródła energii czy wodór. Prezentacja ustawy została opóźniona po sprzeciwie wobec zapisów dotyczących lokalnych komponentów. Krytycy wskazują na ryzyko wzrostu cen i nadmiernego obciążenia regulacyjnego.

 

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Albo drogo, albo z Chin. Europa musi dopłacać do EV, inaczej lokalny rynek upadnie
 0