Przez całe życie szorowaliśmy zęby, a teraz Chińczycy przekonują, że to za mało. Naukowcy opracowali szczoteczkę, która podczas mycia wytwarza ładunki elektryczne i niszczy bakterie. Nie potrzebuje przy tym baterii ani ładowarki.
Przez setki lat ludzkość doskonaliła technikę mycia zębów. Najpierw były patyczki, później szczoteczki z włosiem, następnie modele elektryczne, soniczne i takie, które kosztują więcej niż przyzwoity smartfon. Tymczasem naukowcy z Chin najwyraźniej doszli do wniosku, że przez cały ten czas robiliśmy coś źle. Bo zamiast tylko szorować zęby, należałoby jeszcze potraktować bakterie prądem.
Badacze z Uniwersytetu Pekińskiego opracowali eksperymentalną szczoteczkę, która podczas zwykłego szczotkowania sama wytwarza ładunki elektryczne. Wyniki badań opublikowano 4 listopada w czasopiśmie Science Advances. I choć pomysł brzmi jak kolejny wynalazek z kategorii po co komu coś takiego, pierwsze rezultaty są zaskakujące.
Myjesz zęby i produkujesz prąd. Chińczycy mają nowy pomysł
Sekret tkwi we włosiu wykonanym z polifluorku winylidenu (PVDF), specjalnego polimeru wykazującego właściwości piezoelektryczne. Oznacza to, że materiał może generować ładunki elektryczne pod wpływem odkształcenia.
Podczas szczotkowania włosie ugina się i prostuje, wytwarzając niewielkie ładunki. Te z kolei wywołują reakcje chemiczne w ślinie, prowadzące do powstawania reaktywnych form tlenu, które mogą uszkadzać błony komórkowe bakterii.
W praktyce szczoteczka działa więc na dwa sposoby. Mechanicznie usuwa osad, tak, jak zwykła szczoteczka, a dodatkowo ogranicza rozwój drobnoustrojów. Nie potrzebuje silnika, akumulatora ani nawet gniazdka elektrycznego. Całą energię zapewnia użytkownik, machając ręką.

Chińczycy najwyraźniej uznali, że skoro od setek lat każemy ludziom machać szczoteczką, to wypadałoby przynajmniej odzyskać z tego trochę energii. Trochę jak KERS, ale w jamie ustnej.
W badaniach laboratoryjnych nowe włosie zniszczyło ponad połowę bakterii Streptococcus mutans, związanych z rozwojem próchnicy. Dla porównania zwykłe nylonowe włosie wykazało w tym teście skuteczność na poziomie około 9 proc.
W przypadku bakterii Porphyromonas gingivalis, związanych z chorobami przyzębia, odnotowano redukcję sięgającą 78 proc., podczas gdy tradycyjne szczoteczki osiągały znacznie słabsze wyniki.
Zwykła szczoteczka może odejść do lamusa? Jeszcze nie tak szybko
Naukowcy nie poprzestali na eksperymentach laboratoryjnych. Przeprowadzili również trzymiesięczne badanie kliniczne z udziałem 115 dorosłych osób. Uczestnicy korzystający z nowego rodzaju szczoteczki mieli mniej płytki nazębnej, mniejsze stany zapalne dziąseł oraz rzadsze krwawienia niż osoby używające tradycyjnych szczoteczek nylonowych.
To obiecujące rezultaty, ale nie oznaczają jeszcze, że można wyrzucić dotychczasową szczoteczkę do kosza. Badacze nie wykazali, że wynalazek rzeczywiście zmniejsza liczbę przypadków próchnicy w dłuższym okresie. Nie wiadomo również, jak będzie wyglądała trwałość włosia podczas wielomiesięcznego użytkowania ani ile kosztowałaby masowa produkcja.
Wstępne testy nie wykazały uszkodzeń szkliwa ani toksycznego działania na badane komórki, ale długoterminowe bezpieczeństwo wymaga dalszej oceny. Nie przeprowadzono też wystarczających badań pozwalających stwierdzić, że nowa szczoteczka przewyższa najlepsze modele elektryczne i soniczne.
Na razie nie podano daty komercyjnej premiery ani ceny urządzenia. Nie ma też podstaw, by rezygnować z pasty z fluorem czy tradycyjnych zasad higieny jamy ustnej.
Mimo to chiński wynalazek pokazuje, że nawet tak banalny przedmiot jak szczoteczka do zębów może doczekać się technologicznej rewolucji.

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Chiny twierdzą, że przez lata źle myliśmy zęby. Teraz trzeba je kopać prądem