Jeszcze kilka miesięcy temu fiński startup Donut Lab był jedną z największych gwiazd branży akumulatorów. Firma obiecywała technologię, której od lat poszukują najwięksi producenci samochodów i elektroniki. Na targach CES 2026 jej przedstawiciele przekonywali, że stworzyli akumulator ze stałym elektrolitem oferujący parametry wyraźnie wyprzedzające obecne rozwiązania. Dziś wokół tych deklaracji narasta burza, a niezależni eksperci twierdzą, że rewolucyjna bateria może być zwykłym akumulatorem litowo-jonowym ukrytym pod atrakcyjnym marketingiem.
Sprawa jest tym bardziej poważna, że na podstawie tych obietnic startup zebrał miliony dolarów od inwestorów i osiągnął status jednorożca technologicznego.
Od gwiazdy CES do podejrzeń o wprowadzanie inwestorów w błąd
Donut Lab błyskawicznie zdobył rozgłos dzięki prezentacji baterii określanej jako przełomowa. Firma przekonywała, że jej technologia oferuje gęstość energetyczną na poziomie 400 Wh/kg, możliwość wykonania nawet 100 tysięcy cykli ładowania oraz uzupełnienie energii w zaledwie pięć minut. Takie parametry natychmiast przyciągnęły uwagę branży. Od lat nad podobnymi rozwiązaniami pracują giganci pokroju Toyoty, Samsunga czy największych producentów ogniw akumulatorowych na świecie. Tymczasem niewielki startup z Finlandii sugerował, że osiągnął cel, do którego światowi liderzy nadal próbują się zbliżyć.
Inwestorzy uwierzyli w tę wizję. Donut Lab pozyskał około 25 mln dolarów finansowania od ponad 1300 inwestorów, a wycena spółki wzrosła do imponujących 1,25 mld dolarów. Nie wszyscy jednak dali się porwać entuzjazmowi.
Coraz więcej znaków zapytania
Pierwsze wątpliwości pojawiły się jeszcze przed rozpoczęciem szczegółowych badań laboratoryjnych. Osoby związane z partnerami biznesowymi startupu zaczęły podważać informacje prezentowane przez firmę podczas wystąpień publicznych. Jeden z byłych menedżerów współpracującej organizacji miał twierdzić, że część parametrów przedstawionych podczas CES nie odpowiada rzeczywistym możliwościom technologii. Dodatkowe pytania wywołały również deklaracje dotyczące wdrożeń komercyjnych.
Donut Lab sugerował, że jego baterie zmierzają do seryjnie produkowanych pojazdów. Późniejsze ustalenia wskazywały jednak, że część projektów znajdowała się dopiero na etapie testów rozwojowych, a komercjalizacja była znacznie bardziej odległa niż wynikało z komunikatów firmy.
Największy cios miał jednak dopiero nadejść.
Eksperci rozebrali baterię na czynniki pierwsze
Do analizy technologii zaangażowano grupę ponad 20 niezależnych specjalistów zajmujących się akumulatorami. W badaniach uczestniczyli również naukowcy związani z renomowanymi instytutami badawczymi i uczelniami. Wnioski okazały się dla Donut Lab wyjątkowo niekorzystne.
Według ekspertów testowane ogniwo nie wykazywało cech charakterystycznych dla baterii ze stałym elektrolitem. Analiza parametrów pracy miała wskazywać na klasyczną chemię litowo-jonową wykorzystującą ogniwa NCM, czyli rozwiązanie obecnie stosowane przez wielu producentów akumulatorów.
Szczególną uwagę zwrócono na przebieg krzywej napięcia podczas pracy ogniwa. Jej charakterystyka miała niemal idealnie odpowiadać znanym akumulatorom litowo-jonowym. Podobne wnioski przyniosła analiza zmian objętości baterii podczas ładowania i rozładowywania. Zdaniem badaczy trudno byłoby uznać takie wyniki za przypadek.
Liczby również nie zgadzają się z deklaracjami
Kolejne rozbieżności pojawiły się przy pomiarach gęstości energetycznej. Donut Lab informował o osiągnięciu poziomu 400 Wh/kg, który byłby jednym z najbardziej imponujących rezultatów w branży. Niezależne testy przyniosły jednak znacznie niższy wynik. Eksperci oszacowali rzeczywistą gęstość energetyczną na około 298 Wh/kg. To wartość daleka od parametrów prezentowanych przez startup i bliższa akumulatorom litowo-jonowym dostępnym już dziś na rynku.
Różnica przekraczająca 100 Wh/kg całkowicie zmienia ocenę technologii. Z rozwiązania aspirującego do miana przełomu pozostaje produkt niewyróżniający się na tle najlepszych obecnie dostępnych ogniw.
„Theranos branży baterii”?
W mediach coraz częściej pojawiają się porównania do Theranos, jednego z największych skandali technologicznych ostatnich dekad. Startup Elizabeth Holmes przez lata przekonywał inwestorów i partnerów biznesowych, że opracował rewolucyjną metodę badań krwi. Ostatecznie okazało się, że technologia nie działała zgodnie z obietnicami.
Choć sprawa Donut Lab znajduje się na znacznie wcześniejszym etapie, podobieństwa są dla wielu obserwatorów niepokojące. W obu przypadkach pojawiły się śmiałe deklaracje technologiczne, ogromne zainteresowanie inwestorów i późniejsze wątpliwości dotyczące rzeczywistych możliwości produktu.
Według doniesień zagranicznych mediów fińskie organy finansowe oraz służby odpowiedzialne za nadzór nad rynkiem prowadzą obecnie działania wyjaśniające.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Cudowny akumulator to ściema. Startup wszystkich oszukał i wyłudził miliony