Rosnące ceny pamięci i nośników danych sprawiają, że coraz więcej osób poluje na okazje. Dyski SSD potrafią kosztować kilkaset złotych więcej niż kilka miesięcy temu. To idealne środowisko dla oszustów, którzy coraz śmielej oferują rzekomo markowe nośniki w atrakcyjnych cenach. Problem w tym, że współczesne podróbki są znacznie lepiej przygotowane niż dawniej.
Jeszcze kilka lat temu fałszywy SSD można było rozpoznać niemal od razu. System operacyjny lub popularne narzędzia diagnostyczne pokazywały, że coś się nie zgadza. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Nowe podróbki potrafią „udawać” oryginalne modele na tyle dobrze, że przechodzą podstawowe testy bez najmniejszych zastrzeżeń.
Wszystko wyglądało idealnie. Do momentu pierwszego kopiowania plików
Przykładem jest historia jednego z użytkowników Reddita, który kupił dysk Samsung 990 Pro o pojemności 2 TB. Cena była wyjątkowo atrakcyjna, a sprzedawca miał pozytywne opinie i sprzedawał oryginalne produkty, więc transakcja nie wzbudziła większych podejrzeń.
To idealne środowisko dla oszustów, którzy coraz śmielej oferują rzekomo markowe nośniki w atrakcyjnych cenach. Problem w tym, że współczesne podróbki są znacznie lepiej przygotowane niż dawniej.

Po zamontowaniu nośnika system Windows rozpoznał dysk poprawnie, menedżer dysków nie zgłaszał błędów, a popularne programy diagnostyczne potwierdzały model i pojemność. Dopiero podczas codziennego użytkowania pojawił się pierwszy sygnał ostrzegawczy. Prędkość kopiowania plików nie przekraczała 20 MB/s, czyli poziomu charakterystycznego raczej dla starego pendrive’a niż nowoczesnego SSD klasy premium.
Dla porównania, prawdziwy Samsung 990 Pro powinien osiągać prędkości liczone w tysiącach megabajtów na sekundę. Różnica była więc drastyczna.
Oryginał tylko z nazwy. Pomogło dopiero narzędzie producenta
Próby rozwiązania problemu nic nie dały. Ponowna instalacja dysku, aktualizacja sterowników i BIOS-u nie zmieniły sytuacji. Dopiero specjalistyczne oprogramowanie producenta wykryło, że nośnik nie jest oryginalny.
To pokazuje, że nawet zaawansowane podróbki nie zawsze są w stanie oszukać narzędzia przygotowane przez samych producentów. Jednocześnie nie daje to stuprocentowej gwarancji. W przeszłości zdarzały się przypadki, gdy fałszywe dyski przechodziły również takie testy i dopiero fizyczne rozebranie nośnika ujawniało oszustwo.
Wysokie ceny sprzyjają oszustwom
Problem fałszywych SSD nasila się wraz z rosnącymi cenami pamięci. Najbardziej popularne modele w ciągu kilku miesięcy potrafiły podrożeć nawet dwukrotnie. To efekt niedoborów pamięci NAND i DRAM, które coraz częściej trafiają do centrów danych i infrastruktury związanej ze sztuczną inteligencją, zamiast na rynek konsumencki.
W takiej sytuacji oszuści chętnie sięgają po bardzo tanie, wolne kości pamięci i „opakowują” je w obudowy oraz oprogramowanie imitujące markowe produkty.
Dodatkowo producenci pamięci otwarcie mówią o tym, że najtańsze dyski o pojemności 1 TB praktycznie znikają z rynku, a poprawa sytuacji może potrwać jeszcze kilka lat.
Ostrożność ważniejsza niż okazja
W obecnych realiach szczególnie ryzykowne są zakupy od pośredników i sprzedawców oferujących ceny wyraźnie niższe od rynkowych.
Eksperci radzą, by po zakupie nowego dysku zawsze sprawdzić go kilkoma narzędziami, w tym programami producenta oraz testami wydajności. Jeżeli wyniki znacząco odbiegają od deklarowanych, to niemal pewny sygnał, że coś jest nie tak.
Jak widać, w czasach drogich podzespołów lepiej zapłacić więcej u sprawdzonego sprzedawcy, niż stracić pieniądze i kupić podróbę.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Fałszywe dyski SSD zalewają rynek. Podróbki są dziś trudniejsze do wykrycia