Historia, która wstrząsnęła opinią publiczną w Wielkiej Brytanii, pokazuje ciemną stronę cyfrowych relacji. Fałszywy profil w aplikacji randkowej niemal doprowadził do tragedii,
Nieznajomi mężczyźni zaczęli pojawiać się pod jej domem, przekonani, że zostali zaproszeni na spotkanie o charakterze seksualnym. Profil wyglądał wiarygodnie. Zawierał prawdziwe zdjęcia, imię oraz dane ofiary. Problem polegał na tym, że kobieta nie miała z nim nic wspólnego.
Zemsta przeniesiona do świata online
Za wszystkim stał były partner kobiety, Asad Hussain. Po zakończeniu relacji stworzył fałszywe konto w serwisie Tinder, wykorzystując jej tożsamość. W wiadomościach do dopasowanych użytkowników wysyłał jej adres i numer telefonu oraz sugerował gotowość do brutalnych scen seksualnych. Fałszywy profil zachęcał do napaści na kobietę, a stawiany opór miał być formą seksualnej zabawy. Mężczyźni powiedzieli, że otrzymywali w wiadomościach instrukcje od kobiety i „ona” wyraźnie powiedziała, że chce być „potraktowana brutalnie” i że jeśli powie „nie”, to znaczy, że „chce tego bardziej”.
Efekt był natychmiastowy. Pod drzwiami kobiety zaczęli pojawiać się mężczyźni, przekonani, że uczestniczą w umówionej sytuacji. Niektórzy przychodzili pojedynczo, inni w grupach. Zdarzały się wizyty w środku dnia i późno w nocy.
Pomimo tego, że Hussain zorganizował plan, w którym obcy mężczyźni mieli zgwałcić jego byłą dziewczynę, oskarżono go jedynie o prześladowanie
Strach w domu i realne zagrożenie
Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Jeden z mężczyzn wybił szybę w drzwiach, wierząc, że został do tego zachęcony. Inny wszedł do środka podczas nieobecności właścicielki, gdy w domu była jej nastoletnia córka. Na szczęście opuścił budynek po kilku minutach.
Relacje składane przez odwiedzających były niemal identyczne. Każdy z nich twierdził, że otrzymał podobne instrukcje oraz zapewnienia, że sprzeciw kobiety należy traktować jako element gry.
Wyrok zapadł, ale pytania pozostają
Sprawa trafiła do sądu, który uznał Hussaina za winnego prześladowania oraz napaści. Odpowiadał również za odmowę udostępnienia danych z urządzeń śledczym. Wyrok kończy jeden etap tej historii, lecz nie zamyka dyskusji o bezpieczeństwie w sieci. Eksperci zwracają uwagę, że technicznie proste działania mogą prowadzić do poważnych konsekwencji w świecie realnym. Wystarczy kilka zdjęć i podstawowe informacje, aby stworzyć przekonującą tożsamość.
Problem większy niż jedna sprawa
To nie jest odosobniony przypadek. W Stanach Zjednoczonych kilka kobiet zdecydowało się pozwać Match Group, właściciela aplikacji randkowych, w tym Hinge i Tindera. W pozwach pojawiają się zarzuty dotyczące niewystarczającej reakcji na zgłoszenia oraz dopuszczania użytkowników oskarżanych o przemoc seksualną.
Według relacji poszkodowanych, osoby zgłaszane jako niebezpieczne miały nadal aktywne profile. W niektórych przypadkach były nawet promowane w aplikacji.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!


Pokaż / Dodaj komentarze do:
Fałszywy profil na Tinderze zniszczył jej życie. Cyfrowa zemsta jest przerażająca