Twórcy Fortnite od dawna prowadzą nierówną walkę z cheaterami. Tym razem Epic Games decyduje się na kolejny krok, który może odbić się także na zwykłych graczach. Od 19 lutego turnieje Fortnite na PC będą wymagały aktywacji dodatkowych zabezpieczeń na poziomie sprzętowym.
Zmiany dotyczą wyłącznie rozgrywek turniejowych, ale pokazują kierunek, w jakim zmierza ochrona przed oszustwami w grach sieciowych. Coraz więcej mechanizmów przenosi się z poziomu systemu operacyjnego głębiej, aż do BIOS-u i pamięci sprzętowej.
Nowe wymagania na turniejach
Aby wziąć udział w turniejach Fortnite na komputerach, gracze będą musieli mieć włączone Secure Boot, moduł TPM oraz funkcję IOMMU. Dla większości nowoczesnych komputerów nie powinno stanowić to problemu, ale w wielu przypadkach konieczna będzie zmiana ustawień w BIOS-ie, a czasem nawet jego aktualizacja.
Aby wziąć udział w turniejach Fortnite na komputerach, gracze będą musieli mieć włączone Secure Boot, moduł TPM oraz funkcję IOMMU.
To właśnie ten element budzi największe emocje. Dla części graczy grzebanie w BIOS-ie jest czymś, czego wolą unikać, zwłaszcza że nieprawidłowa zmiana może w skrajnych przypadkach unieruchomić komputer. Epic Games zakłada jednak, że skala oszustw na wysokim poziomie rywalizacji wymaga bardziej radykalnych środków.
Czym jest IOMMU
IOMMU to mechanizm ochrony pamięci, który ma zapobiegać atakom typu DMA, czyli bezpośredniemu dostępowi do pamięci operacyjnej z pominięciem procesora i systemu operacyjnego. Właśnie z takich metod korzystają najbardziej zaawansowani cheaterzy, używając specjalnych kart PCIe lub zewnętrznych urządzeń sprzętowych.
Dzięki włączeniu IOMMU system może kontrolować, które urządzenia mają dostęp do pamięci, co znacząco utrudnia takie ataki. Z punktu widzenia twórców gier to jedno z niewielu skutecznych narzędzi przeciwko oszustom. Z punktu widzenia graczy oznacza to jednak kolejne ograniczenia i większą ingerencję w konfigurację komputera.
Nie pierwszy taki przypadek
Fortnite nie jest pierwszą grą, która sięga po tak głębokie zabezpieczenia. Pod koniec ubiegłego roku Riot Games spotkał się z falą krytyki po tym, jak gracze Valoranta zostali zmuszeni do aktualizacji firmware’u UEFI w celu załatania luki związanej z IOMMU. Wielu użytkowników uznało wtedy, że ryzyko jest zbyt duże w stosunku do korzyści.
Wcześniej Fortnite wprowadził obowiązek korzystania z TPM i Secure Boot w wybranych rozgrywkach turniejowych. Te mechanizmy sprawdzają, czy system uruchamia się w bezpiecznym środowisku i czy przed startem Windowsa nie ładuje się złośliwe oprogramowanie. Mają one jednak swoje minusy, bo blokują możliwość gry na Linuksie czy na urządzeniach takich jak Steam Deck.
Bezpieczeństwo kontra wygoda graczy
Rosnąca liczba zabezpieczeń stawia graczy przed trudnym wyborem. Z jednej strony nikt nie chce rywalizować z oszustami, zwłaszcza na turniejach. Z drugiej strony coraz więcej osób obawia się, że gry zaczynają wymagać poziomu ingerencji w system, który jeszcze kilka lat temu był nie do pomyślenia.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że także Microsoft testuje nowe mechanizmy, takie jak zdalna weryfikacja środowiska startowego systemu. Teoretycznie mogą one w przyszłości zastąpić inwazyjne antycheaty działające na poziomie jądra systemu, ale na razie budzą podobne obawy o prywatność i kontrolę nad własnym sprzętem.
Kierunek, którego trudno będzie uniknąć
Zmiany w Fortnite pokazują jasno, że walka z cheaterami wchodzi na nowy poziom. Jeśli ten model się sprawdzi, podobne wymagania mogą pojawić się także w innych grach sieciowych.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Fortnite zaostrza zabezpieczenia na PC. Gra wymusi zmiany w BIOS