Gracze bardzo często lubią wyrażać swojej niezadowolenia z wszelkiej maści DLC, które wyciągnąć mają od nich dodatkowe pieniądze, ale według analityka Niko Partners Daniela Ahmada bardzo chętnie po nie sięgają, bo mikrotransakcje i płatne dodatki odpowiadają obecnie za około 75 proc. globalnych wydatków na oprogramowanie gamingowe. Trudno więc dziwić się producentom, że z tego korzystają.
Cały rynek ma generować około 195 mld dolarów rocznie. Zaledwie jedna czwarta tej kwoty pochodzić ma ze sprzedaży nowych gier oraz abonamentów. Pozostałe 75 proc. stanowią wydatki dokonywane już po uruchomieniu produkcji - od kosmetycznych przedmiotów i przepustek sezonowych po skrzynki z losową zawartością oraz duże rozszerzenia.
Cały rynek ma generować około 195 mld dolarów rocznie. Zaledwie jedna czwarta tej kwoty pochodzić ma ze sprzedaży nowych gier oraz abonamentów.
Questions in the vein of "Why does the games industry look like this?" can typically be answered as such:
— Daniel Ahmad (@ZhugeEX) August 26, 2026
Of the $195 billion spent annually on game software across mobile, PC & console, approx 75% is in-game purchases / DLC and the remaining 25% is paid games / subscriptions.
Model usługowy napędza branżę
Nie jest to całkowicie nowy trend. Już w 2024 roku mikrotransakcje odpowiadały za około 58 proc. przychodów z gier na PC. Obecne dane sugerują jednak, że model „gry jako usługi” nadal zyskuje na znaczeniu. Dla wydawców to niezwykle atrakcyjny biznes. Sprzedaż pojedynczej kopii kończy się w momencie zakupu, podczas gdy dobrze zaprojektowana gra-usługa może generować przychody przez wiele lat. Gracz może regularnie kupować nowe elementy kosmetyczne, kolejne przepustki sezonowe czy rozszerzenia.

Deweloperzy niekoniecznie są zachwyceni
Co ciekawe, popularność tego modelu nie oznacza, że sami twórcy gier entuzjastycznie podchodzą do rosnącej liczby mikrotransakcji. Kolejne badania pokazują sprzeciw dużej części deweloperów wobec agresywnej monetyzacji wysokobudżetowych produkcji. Mimo to wydawcy mają niewiele powodów, by rezygnować ze źródła przychodów, które wielokrotnie przewyższa wpływy ze sprzedaży samych gier.
Tego trendu trudno będzie odwrócić
Kontrowersje wywołują nawet wypowiedzi przedstawicieli branży próbujących przekonywać, że mikrotransakcje poprawiają doświadczenia graczy, ale dopóki gracze są skłonni wydawać pieniądze na dodatkową zawartość, wydawcy nie będą mieli powodu, żeby rezygnować z tego modelu. Oznacza to, że udział mikrotransakcji i DLC może w kolejnych latach jeszcze wzrosnąć.
Zmianę mogłyby wymusić dopiero zdecydowane działania regulatorów albo masowy sprzeciw samych graczy, czyli głosowanie portfelem. Na razie nic nie wskazuje jednak na to, aby którykolwiek z tych scenariuszy miał w najbliższym czasie zatrzymać ekspansję monetyzacji w grach.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!



Pokaż / Dodaj komentarze do:
Gracze narzekają, ale kupują. Mikrotransakcje odpowiadają już za 3/4 wydatków na gry