Kupujesz pudełko, wkładasz płytę do konsoli i oczekujesz, że gra po prostu się uruchomi. Z najnowszych testów wynika jednak, że w przypadku części gier ten scenariusz przestał być pewny. Na PS5 pobrania wymaga już ponad jedna trzecia sprawdzonych wydań, a na Xbox Series X sytuacja wygląda jeszcze gorzej.
Przez lata fizyczna kopia gry była dla wielu graczy czymś więcej niż kolejnym sposobem zakupu. Płyta oznaczała możliwość uruchomienia produkcji bez czekania na pobieranie dziesiątek czy setek gigabajtów danych. Była też formą zabezpieczenia na przyszłość. Nawet jeśli cyfrowy sklep zniknie, płyta pozostanie na półce.
Ten model coraz częściej przestaje działać.
Raport przygotowany przez Does It Play pokazuje, że część współczesnych gier konsolowych trafia na płyty w stanie, który nie pozwala na pełną rozgrywkę bez dodatkowego pobrania. Czasem chodzi o brakującą zawartość, innym razem o błędy uniemożliwiające ukończenie gry.
Według przeprowadzonych testów problem dotyczy 27 procent wszystkich sprawdzonych wydań fizycznych. Płyta w pudełku nie zawsze zawiera kompletną grę
W teorii sprawa jest prosta. Kupujesz grę na płycie, instalujesz ją z nośnika i możesz rozpocząć zabawę. Internet powinien być potrzebny najwyżej do pobrania aktualizacji.
Testerzy z Does It Play odkryli, że większość gier na płytach działa w trybie „plug and play”, ale w znaczną mniejszość nie da się grać bezpośrednio z płyty.
Praktyka coraz częściej wygląda inaczej.
Testerzy Does It Play sprawdzają fizyczne wydania gier pod kątem tego, ile faktycznie można zrobić bez dostępu do sieci. Interesuje ich nie tylko samo uruchomienie produkcji, lecz również możliwość przejścia jej bez pobierania dodatkowych plików.
Wyniki pokazują, że 27 procent przebadanych wydań wymaga pobrania danych, aby usunąć problemy uniemożliwiające poprawną rozgrywkę albo uzyskać dostęp do podstawowej zawartości, której nie ma na płycie.
To istotna różnica. Gra może się uruchomić, a mimo tego nie być pełnoprawnym wydaniem zapisanym na fizycznym nośniku.
Na PS5 problem dotyczy ponad jednej trzeciej płyt
Największa próbka pochodzi z PlayStation 5. Does It Play przetestowało 792 fizyczne wydania gier na tę konsolę. Aż 34 procent z nich nie było w pełni grywalnych bez pobrania aktualizacji.
Pozostała część tej grupy również nie prezentowała się idealnie. Część gier można było ukończyć z płyty, lecz zawierały poważne błędy albo brakowało w nich pewnych elementów. Inne wymagały pobrania dodatkowych danych, aby w ogóle zapewnić prawidłowe działanie.
Dla kolekcjonerów fizycznych wydań to szczególnie istotna informacja. Kupno pudełka nie daje już automatycznej gwarancji, że za kilka czy kilkanaście lat wystarczy włożyć płytę do konsoli i rozpocząć grę.
Xbox Series X wypada jeszcze gorzej
Jeszcze bardziej niepokojące są wyniki dotyczące Xbox Series X. Wśród 78 przetestowanych wydań tylko połowa była kompletna i pozwalała na ukończenie gry bez pobierania dodatkowych danych. Kolejne 12 procent można było przejść, ale występowały w nich poważne błędy lub brakowało części zawartości. Pozostałe 38 procent wymagało pobrania.
Trzeba jednak zachować ostrożność przy porównywaniu Xboxa z PlayStation. Próba dla Xbox Series X jest zdecydowanie mniejsza niż w przypadku PS5. 78 zgłoszeń trudno zestawiać bezpośrednio z 792 testami dla konsoli Sony.
Mimo to sam wynik pokazuje problem, którego nie da się już sprowadzić do pojedynczych przypadków.
Nintendo Switch 2 na razie wypada lepiej
W badaniu znalazł się również Nintendo Switch 2. Tutaj sytuacja wygląda znacznie lepiej, choć próba jest jeszcze mniejsza. Does It Play sprawdziło 48 fizycznych wydań. Około 75 procent z nich było kompletnych i możliwych do ukończenia bez pobierania dodatkowych danych.
Nie jest to jednak dowód na trwałą przewagę Nintendo. Liczba przetestowanych gier jest niewielka, a metodologia i dostępność poszczególnych wydań mogą wpływać na wynik. Różnica jest jednak widoczna.
Po co komu płyta, jeśli potrzebny jest serwer?
Największy problem pojawia się dopiero wtedy, gdy spojrzymy kilka lat do przodu. Fizyczny nośnik miał być zabezpieczeniem przed zmianami na rynku cyfrowym. Sklep może zostać zamknięty, konto może przestać działać, a serwer może zostać wyłączony. Płyta miała pozostać.
Jeżeli jednak gra wymaga pobrania kluczowych danych, sytuacja staje się znacznie bardziej skomplikowana. Wyobraźmy sobie konsolę za kilkanaście lat. Serwery producenta mogą już nie działać. Aktualizacja potrzebna do usunięcia błędu może nie być dostępna. Gra nadal będzie fizycznie obecna na półce, ale jej pełna wersja może być poza zasięgiem.
Dla zwykłego użytkownika może to nie mieć większego znaczenia dzisiaj. Dla kolekcjonerów i osób zainteresowanych zachowaniem historii gier jest to poważny problem.
Awaria Xbox pokazała, że nawet płyta nie zawsze wystarczy
Ostatnia awaria infrastruktury Xbox dodatkowo podgrzała dyskusję na temat fizycznych gier. W pewnym momencie część użytkowników odkryła, że gry znajdujące się na płytach nie działały prawidłowo mimo posiadania fizycznej kopii. Microsoft zapewniał później, że mechanizm sprawdzania uprawnień na podstawie płyty nie powinien blokować uruchamiania gier.
Firma zapowiedziała poprawkę, ale problem pokazał coś ważnego: granica między fizycznym a cyfrowym wydaniem gry staje się coraz mniej wyraźna. Płyta może być fizycznym przedmiotem, ale działanie zapisanej na niej gry coraz częściej zależy również od infrastruktury znajdującej się poza konsolą.
Fizyczne gry nadal mają swoje mocne strony
Nie oznacza to oczywiście, że płyty stały się bezwartościowe. Fizyczną grę można odsprzedać, pożyczyć znajomemu albo kupić z drugiej ręki. Ceny pudełkowych wydań potrafią być również znacznie niższe niż wersji cyfrowych. W niektórych przypadkach różnica sięga nawet 90 procent.
Dla wielu graczy najważniejsza pozostaje możliwość posiadania konkretnego przedmiotu. Pudełko, płyta i instrukcja czy materiały dodatkowe mają wartość kolekcjonerską, której cyfrowy zakup nie zapewnia. Problem zaczyna się wtedy, gdy fizyczny nośnik przestaje być samowystarczalny.
Era gier „na płycie” powoli się kończy?
Branża od lat przesuwa się w kierunku dystrybucji cyfrowej, a kolejne decyzje producentów tylko wzmacniają ten trend. Coraz większa część danych trafia do pobrania, aktualizacje są traktowane niemal jak obowiązkowy element premiery, a część produkcji wymaga stałej komunikacji z serwerami.
Do tego dochodzą informacje o planach ograniczenia produkcji płyt z nowymi grami na PlayStation w kolejnych latach.
Dla graczy przywiązanych do fizycznych kopii jest to sygnał ostrzegawczy. Sama płyta może jeszcze długo pozostać częścią rynku, ale jej znaczenie stopniowo się zmienia.
Najbardziej paradoksalne jest to, że kupując pudełko, coraz częściej kupujemy nie kompletną grę, lecz dostęp do wersji zapisanej na nośniku. Reszta może znajdować się gdzie indziej.
I właśnie dlatego wynik testów Does It Play jest tak istotny. Pokazuje, że pytanie „czy mam grę na płycie?” coraz częściej trzeba zastąpić innym: „czy mam na tej płycie całą grę?”.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Masz grę na płycie? To jeszcze nie znaczy, że zagrasz bez internetu