Ponad 30 tysięcy pracowników działu chipów firmy Samsung wyszło na ulice w pobliżu strategicznego kompleksu produkcyjnego w Pyeongtaek, domagając się udziału w rekordowych zyskach napędzanych przez boom na sztuczną inteligencję. Skala protestu zaskoczyła nawet obserwatorów branży, bo tak otwartego konfliktu między personelem a zarządem w technologicznej potędze dawno nie było.
Według lokalnych mediów związek zawodowy uważa, że to właśnie pracownicy odpowiadają za utrzymanie pozycji Samsunga w globalnym wyścigu o dominację w segmencie pamięci dla AI. Teraz chcą, by firma podzieliła się z nimi finansowym sukcesem.
Żądania, które mogą kosztować miliardy
Sednem sporu są premie. Związkowcy domagają się przekazania 15 procent zysku operacyjnego działu półprzewodników bezpośrednio pracownikom, a przy obecnych wynikach finansowych oznaczałoby to wypłaty liczone w dziesiątkach miliardów dolarów. W przeliczeniu na jednego zatrudnionego średnia premia mogłaby przekroczyć 400 tysięcy dolarów. Dla wielu analityków to jedna z najbardziej agresywnych żądań płacowych, jakie pojawiły się w globalnym sektorze technologicznym w ostatnich latach.
Pracownicy domagają się także siedmioprocentowej podwyżki wynagrodzeń oraz likwidacji limitu premii, który ich zdaniem od dawna ogranicza realny udział załogi w wynikach koncernu.
SK Hynix dolewa oliwy do ognia
Jednym z najmocniejszych argumentów protestujących jest sytuacja w konkurencyjnym południowokoreańskim koncernie SK Hynix. Rywal Samsunga miał przyznać swoim pracownikom znacznie wyższe premie związane z wynikami finansowymi, a dodatkowo zrezygnować z wcześniejszych ograniczeń dotyczących maksymalnych wypłat.
To właśnie porównanie z największym konkurentem sprawiło, że frustracja wśród pracowników Samsunga gwałtownie wzrosła. Związek twierdzi, że osoby zatrudnione przy produkcji pamięci otrzymują dziś mniej niż jedną trzecią tego, na co mogą liczyć specjaliści wykonujący podobną pracę u konkurencji.
Samsung próbuje ugasić konflikt
Kierownictwo Samsung Electronics nie pozostaje bierne i przedstawiło własną propozycję porozumienia. Firma zaoferowała przekazanie 10 procent zysku operacyjnego w formie premii, podwyżki wynagrodzeń na poziomie 6,2 procent oraz dodatkowe benefity, w tym preferencyjne kredyty mieszkaniowe. Ta oferta nie przekonała jednak związkowców, którzy uznali ją za niewystarczającą wobec skali przychodów generowanych przez segment pamięci wykorzystywanych w serwerach AI. Związkowcy argumentują, że w czasie gdy Samsung podbija rynek nowoczesnych układów HBM, załoga nie chce już słyszeć o konieczności cierpliwości.
Groźba strajku już w maju
Najbardziej niepokojący dla rynku jest termin 21 maja. To właśnie wtedy może rozpocząć się zapowiadany strajk generalny, który ma potrwać nawet 18 dni. Jeśli do niego dojdzie, produkcja w jednym z najważniejszych centrów półprzewodnikowych świata może zostać poważnie zakłócona.
Eksperci ostrzegają, że konsekwencje mogą wykraczać daleko poza Koreę Południową. Samsung pozostaje jednym z kluczowych dostawców pamięci dla producentów serwerów, komputerów i akceleratorów sztucznej inteligencji. Każde spowolnienie produkcji mogłoby odbić się na dostępności komponentów na całym świecie.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Kryzys w Samsungu. Pracownicy chcą fortuny i grożą paraliżem fabryk