Linux właśnie osiągnął wynik, na który jego społeczność czekała od lat. Według najnowszych danych StatCounter udział systemu w rynku desktopowych systemów operacyjnych w Ameryce Północnej przekroczył w lipcu 10 proc. i wyniósł dokładnie 10,61 proc.
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak moment, na który fani Linuksa czekali od dawna. Problem w tym, że najnowsze statystyki mają kilka bardzo istotnych znaków zapytania. Skala miesięcznego skoku jest tak duża, że trudno uznać ją za zwykły, organiczny wzrost liczby osób instalujących Linuksa na swoich komputerach. Mimo tego jedna rzecz jest bezdyskusyjna. Linux po raz pierwszy znalazł się w dwucyfrowym przedziale statystyk StatCounter dla Ameryki Północnej.
Linux nagle przebił barierę 10 proc.
Dane StatCounter pokazują bardzo nietypowy przebieg wydarzeń. W maju 2026 roku Linux odpowiadał za 3,56 proc. ruchu uwzględnianego w zestawieniu. Miesiąc później wynik był już znacznie wyższy, a w lipcu system osiągnął 10,61 proc.
Tak gwałtownego wzrostu nie da się łatwo wytłumaczyć kolejną dystrybucją, aktualizacją kernela czy premierą popularnego sprzętu. Linux od lat rozwija się na desktopach, ale jego udział zazwyczaj zwiększał się znacznie wolniej.
Tym razem statystyka wygląda zupełnie inaczej. W ciągu zaledwie kilku miesięcy wynik wzrósł o kilka punktów procentowych, a system znalazł się na poziomie, który jeszcze niedawno wydawał się bardzo odległy.
Dla społeczności skupionej wokół Linuksa to powód do świętowania. Dla analityków jest to przede wszystkim sygnał, że dane trzeba dokładnie sprawdzić. W tym samym czasie StatCounter odnotował wyraźny spadek udziału Windowsa. W maju system Microsoftu miał 64,66 proc. udziału, natomiast w lipcu wynik spadł do 57,63 proc.
Dane za lipiec są interesujące przede wszystkim dlatego, że pokazują Linuksa powyżej symbolicznej bariery 10 proc. Jeśli sierpniowy i wrześniowy wynik pozostanie na podobnym poziomie, będzie można znacznie poważniej rozmawiać o trwałej zmianie.
Różnica jest ogromna jak na tak krótki okres.
To właśnie Windows stracił największą część udziału widocznego w statystykach, gdy Linux zaczął gwałtownie rosnąć. macOS również zmieniał swój wynik, jednak jego udział w całym okresie od maja do lipca nie zanotował porównywalnego załamania.
Na papierze wygląda to więc tak, jakby część ruchu przypisywanego wcześniej komputerom z Windowsem została nagle przypisana do urządzeń korzystających z Linuksa.
I właśnie tutaj pojawia się największy problem z interpretacją tych danych.
Czy Linux naprawdę zdobył miliony nowych użytkowników?
StatCounter nie jest narzędziem, które liczy wszystkie komputery z zainstalowanym systemem operacyjnym. Firma analizuje dane dotyczące odwiedzin stron internetowych i na tej podstawie szacuje udział poszczególnych systemów.
Taki sposób pomiaru jest bardzo przydatny, ale nie daje bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, ile osób rzeczywiście korzysta z danego systemu.
Nagły skok Linuksa może więc oznaczać rzeczywisty wzrost popularności, ale równie dobrze może być efektem zmiany charakterystyki ruchu internetowego.
Jednym z możliwych wyjaśnień są boty oraz zautomatyzowane narzędzia działające na komputerach z Linuksem. Ten system od dawna jest niezwykle popularny w środowiskach serwerowych, chmurowych i deweloperskich. Jeśli aktywność takich maszyn zaczęła być częściej uwzględniana w analizowanym ruchu, wynik desktopowego Linuksa mógł zostać sztucznie zawyżony.
Nie ma jednak obecnie wystarczających danych, aby stwierdzić, że właśnie to wydarzyło się w lipcu.
„Rok Linuksa” jeszcze nie nadszedł
Miłośnicy Linuksa od lat żartują z określenia „rok Linuksa”. Przez długi czas był to symbol oczekiwania na moment, w którym otwarty system zacznie na masową skalę odbierać użytkowników Windowsowi.
Najnowszy raport StatCounter daje fanom Tuxa kolejny powód do żartów, ale trudno na jego podstawie ogłosić desktopową rewolucję.
Gdyby wynik utrzymał się przez kolejne miesiące, sytuacja wyglądałaby znacznie ciekawiej. Kilka kolejnych raportów z dwucyfrowym udziałem byłoby znacznie mocniejszym argumentem za trwałym wzrostem popularności systemu. Na razie mamy jeden wyjątkowo mocny odczyt.
Linux ma jednak kilka powodów do optymizmu
Niezależnie od tego, czy cały wzrost StatCounter pochodzi od prawdziwych użytkowników, Linux w ostatnich latach zyskał kilka przewag, których wcześniej mu brakowało.
System stał się bardziej przystępny dla osób, które nie chcą samodzielnie konfigurować każdego elementu środowiska. Dystrybucje takie jak Ubuntu, Linux Mint, Fedora czy Pop!_OS oferują coraz bardziej dopracowane interfejsy, a rozwój sterowników oraz narzędzi do uruchamiania gier sprawił, że przesiadka z Windowsa nie jest już tak dużym eksperymentem jak dawniej.
Dużą rolę odegrał również Steam Deck. Popularność urządzenia Valve spowodowała, że Linux przestał być dla części graczy systemem kojarzonym wyłącznie z terminalem i programowaniem.
Proton pozwolił uruchamiać ogromną liczbę gier przygotowanych pierwotnie dla Windowsa, a rozwój kompatybilności sprawił, że coraz więcej użytkowników może korzystać z Linuksa bez rezygnowania z biblioteki gier.
Windows ma coraz więcej powodów do krytyki
Wzrost zainteresowania Linuksem może mieć również związek z decyzjami podejmowanymi przez Microsoft.
Windows 11 stawia przed użytkownikami coraz większe wymagania sprzętowe, a firma mocno rozwija integrację swoich usług oraz funkcji opartych na sztucznej inteligencji. Część użytkowników nie jest zachwycona kierunkiem rozwoju systemu i szuka alternatywy.
Do tego dochodzi problem starszych komputerów. Nie każdy sprzęt spełnia wymagania Windowsa 11, podczas gdy wiele współczesnych dystrybucji Linuksa może działać na znacznie starszych konfiguracjach.
Nie należy jednak zakładać, że każdy użytkownik niezadowolony z Windowsa automatycznie przechodzi na Linuksa. W praktyce część osób wybiera macOS, pozostaje przy starszym systemie albo po prostu wymienia komputer.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!


Pokaż / Dodaj komentarze do:
Linux przekroczył 10 proc. udziału w Ameryce Północnej. Tak dobrego wyniku jeszcze nie było