mObywatel dostał kolejną funkcję związaną z e-receptami. Tymczasem podobne możliwości od dawna oferuje mojeIKP. Rządowa aplikacja coraz bardziej przypomina kombajn, który próbuje zastąpić wszystkie pozostałe narzędzia administracji.
mObywatel rozwija się w spektakularnym tempie. Cyfrowy dowód, prawo jazdy, punkty karne, zastrzeganie PESEL, a teraz coraz więcej funkcji związanych ze zdrowiem. Najnowsza aktualizacja pozwala użytkownikom iPhone'ów zapisywać e-recepty w formacie PDF bezpośrednio w pamięci telefonu. Dokument można później otworzyć bez internetu i ponownego logowania.
Przydatne? Owszem. Rewolucyjne? Niekoniecznie. Szczególnie że państwo od lat rozwija osobną aplikację mojeIKP, stworzoną właśnie do obsługi spraw zdrowotnych.
Dwie aplikacje, jeden obywatel. Mają rozmach
W mojeIKP znajdziemy e-recepty, e-skierowania, historię leczenia, dokumentację medyczną, a nawet możliwość umawiania wizyt. mObywatel oferuje część podobnych funkcji, a dodatkowo pozwala przejść bezpośrednio do wybranych usług mojeIKP.

Zamiast jednej spójnej platformy mamy więc dwa osobne produkty, które częściowo robią to samo, a częściowo odsyłają użytkownika jeden do drugiego. Trudno o lepszy przykład cyfrowej administracji, która tak bardzo chce upraszczać życie obywatelom, że zaczyna ginąć we własnej strukturze.
Co ciekawe, mojeIKP nie jest żadnym zakurzonym projektem. Według Centrum e-Zdrowia w maju 2026 roku aplikacja przekroczyła 5 milionów aktywnych użytkowników. Równolegle mObywatel wyrasta na centralną bramę do usług publicznych, mając już ponad 50 dokumentów i ponad 50 usług na liście.
Czy mObywatel musi robić wszystko?
Nie chodzi o to, że dostęp do recept w mObywatelu jest złym pomysłem. Wprost przeciwnie, bo im mniej aplikacji trzeba uruchamiać, tym lepiej. Problem pojawia się wtedy, gdy państwo jednocześnie rozwija wyspecjalizowane narzędzia i przenosi część ich funkcji do kolejnego programu.
Oczywiście integracja usług ma sens, a mojeIKP nadal oferuje znacznie więcej możliwości medycznych niż mObywatel. Pytanie jednak, gdzie przebiega granica między wygodnym punktem dostępu a niepotrzebnym klonowaniem rozwiązań.
Bo jeśli tempo rozbudowy się utrzyma, to mObywatel wkrótce będzie służył do wszystkiego. Jeszcze tylko prognoza pogody, zamawianie obiadu i streaming filmów, a będzie można wreszcie odinstalować jakiekolwiek inne apki z telefonu. Szkoda tylko, że państwo nadal będzie utrzymywać osobne aplikacje do połowy tych czynności, a podatnik za to zapłaci.

Pokaż / Dodaj komentarze do:
mObywatel chce robić wszystko. Jeszcze tylko zamawianie pizzy i będzie komplet