Robotaksówki Tesli rozbijają się 4 razy częściej niż kierowcy. Nie ma spania w samochodzie


Robotaksówki Tesli rozbijają się 4 razy częściej niż kierowcy. Nie ma spania w samochodzie

Elon Musk od ponad dekady przekonuje, że prawdziwie autonomiczny samochód poznamy po jednym prostym teście. Kierowca ma wsiąść do auta, zasnąć podczas podróży i obudzić się dopiero na miejscu. Ta wizja powraca w wypowiedziach szefa Tesli regularnie od 2014 roku, a kolejne terminy jej realizacji są przesuwane niemal tak samo często, jak aktualizacje systemu Full Self-Driving.

Tymczasem najnowsze dane dotyczące robotaksówek Tesli działających w Austin pokazują rzeczywiste możliwości autonomicznej jazdy. Według dostępnych statystyk pojazdy poruszające się bez kierowcy uczestniczą w wypadkach znacznie częściej niż przeciętni kierowcy.

Sen za kierownicą wciąż pozostaje marzeniem

Podczas prezentacji wyników finansowych za pierwszy kwartał 2025 roku Elon Musk ponownie przekonywał inwestorów, że pełna autonomia jest już blisko. Zapowiadał, że jeszcze przed końcem roku użytkownicy będą mogli korzystać z samochodów zdolnych do samodzielnej jazdy bez nadzoru człowieka w wielu amerykańskich miastach.

Tak się jednak nie stało.

Podczas kolejnej konferencji, zorganizowanej wiosną 2026 roku, Musk ponownie przesunął termin wdrożenia technologii. Według aktualnych deklaracji funkcja autonomicznej jazdy bez nadzoru może pojawić się najwcześniej pod koniec 2026 roku. Co więcej, sam szef Tesli przyznał, że ogromna część obecnej floty nie będzie w stanie obsłużyć takiego rozwiązania. Chodzi o około cztery miliony samochodów wyposażonych w platformę Hardware 3, która według Muska nie posiada wystarczających możliwości obliczeniowych do realizacji pełnej autonomii.

Reklamy mówią jedno, liczby drugie

Tesla od lat promuje system Full Self-Driving jako rozwiązanie wyjątkowo bezpieczne. Na oficjalnej stronie firmy można znaleźć dane wskazujące, że samochody korzystające z FSD pokonują średnio ponad 8,5 miliona kilometrów pomiędzy poważnymi kolizjami. Brzmi imponująco. Problem polega na tym, że statystyki dotyczą wersji FSD Supervised, czyli systemu wymagającego nieustannej kontroli człowieka. Kierowca musi przez cały czas obserwować drogę i być gotowy do natychmiastowego przejęcia kierownicy.

To nie jest pełna autonomia. To zaawansowany system wspomagania jazdy.

Eksperci od lat zwracają uwagę, że porównywanie takich danych z ogólnokrajowymi statystykami amerykańskich kierowców może prowadzić do błędnych wniosków. Tesla stosuje bowiem własną metodologię liczenia zdarzeń drogowych, różniącą się od standardów wykorzystywanych przez amerykańskie instytucje zajmujące się bezpieczeństwem ruchu.

Najbardziej wiarygodnym sprawdzianem możliwości Tesli pozostaje dziś usługa robotaksówek działająca w Austin w Teksasie. To właśnie tam samochody firmy zaczęły wykonywać przejazdy bez kierowcy bezpieczeństwa. Początkowo program obejmował ograniczoną liczbę pojazdów i niewielki obszar miasta, jednak stopniowo został rozszerzony.

Austin miało stać się dowodem na to, że Tesla jest gotowa do kolejnego etapu rozwoju autonomicznej mobilności. Dane pokazują jednak znacznie mniej spektakularny obraz.

Według zgłoszeń przekazanych do amerykańskiej administracji NHTSA robotaksówki Tesli uczestniczyły w 14 wypadkach po przejechaniu około 1,3 miliona kilometrów. Oznacza to średnio jeden wypadek na każde 91 tysięcy kilometrów. Dla porównania przeciętny kierowca w Stanach Zjednoczonych uczestniczy w kolizji znacznie rzadziej. W efekcie autonomiczne pojazdy Tesli notują wskaźnik wypadków około czterokrotnie wyższy od średniej prezentowanej przez samą firmę.

Strona Tesli poświęcona bezpieczeństwu podaje, że FSD pokonuje dystans 8,5 miliona kilometrów między wypadkami. W rzeczywistości flota pojazdów autonomicznych Tesli w Austin notuje średnio jeden wypadek na 91 000 kilometrów.

Tesla przegrywa z Waymo

Równie interesująco wygląda porównanie skali działania. Pod koniec maja 2026 roku Tesla posiadała zaledwie 42 pojazdy dopuszczone do autonomicznej jazdy w Teksasie. Konkurencyjne Waymo dysponowało już flotą liczącą 577 samochodów. Jeszcze bardziej zaskakuje fakt, że rozwój programu Tesli nie przyspiesza. Firma ograniczyła tempo ekspansji i koncentruje się obecnie na przygotowaniu kolejnej generacji oprogramowania FSD v15.

Według Elona Muska nowa wersja ma być gotowa dopiero pod koniec 2026 roku lub na początku 2027 roku.

Miliony klientów mogą poczuć się rozczarowane

Od lat Tesla sprzedawała pakiet Full Self-Driving jako funkcję, która miała doprowadzić samochody do pełnej autonomii. Wielu klientów zapłaciło za nią nawet 15 tysięcy dolarów. Dziś okazuje się, że połowa pojazdów korzystających z FSD może nigdy nie osiągnąć poziomu autonomii obiecywanego przez producenta bez kosztownej modernizacji sprzętu.

Kontrowersje dodatkowo wzbudziły doniesienia amerykańskich użytkowników, którzy zauważyli zmiany w historycznych dokumentach zakupowych. Według relacji klientów Tesla miała dodać określenie „Supervised” do wcześniejszych opisów produktu, mimo że pierwotnie funkcjonował on pod nazwą Full Self-Driving Capability.

Sprawa już trafiła do sądów. W Stanach Zjednoczonych przeciwko Tesli toczy się pozew zbiorowy dotyczący sposobu reklamowania systemu autonomicznej jazdy w latach 2016–2024.

Autonomia nadal pozostaje celem, a nie rzeczywistością

Musk wciąż przekonuje, że nadejdzie dzień, w którym właściciel Tesli zaśnie po wejściu do samochodu i obudzi się dopiero po dotarciu do celu. Na razie jednak dane z Austin sugerują, że taki scenariusz pozostaje odległy.

Robotaksówki działają na ograniczonym obszarze, liczba pojazdów pozostaje niewielka, a wskaźniki bezpieczeństwa nie przypominają jeszcze poziomu, którego oczekiwaliby regulatorzy i pasażerowie. Dla milionów właścicieli Tesli oznacza to jedno: obietnica pełnej autonomii nadal znajduje się bardziej w prezentacjach inwestorskich niż na publicznych drogach.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Robotaksówki Tesli rozbijają się 4 razy częściej niż kierowcy. Nie ma spania w samochodzie
 0