Niemiecki rząd chce, by operatorzy przez trzy miesiące przechowywali IP i inne dane o połączeniach internautów. Policja i BKA przekonują jednak, że przy konkretnych śledztwach chciałyby móc zabezpieczać także treść komunikacji.
Vorratsdatenspeicherung, czyli obowiązkowe przechowywanie danych telekomunikacyjnych, wraca w Niemczech niczym wyjątkowo uparty bumerang. Poprzednie rozwiązania rozbijały się o sądy, więc rząd przygotował kolejne podejście. 7 października projektem zajął się podczas publicznego wysłuchania Bundestag.
Plan zakłada, że dostawcy internetu będą przez trzy miesiące przechowywać adresy IP, numery portów i inne dane dotyczące połączeń. Nie chodzi przy tym o zapisywanie treści wiadomości każdego użytkownika.
Projekt przewiduje również mechanizm Quick Freeze. Przy konkretnym postępowaniu prokuratura lub policja mogłaby nakazać dostawcy zabezpieczenie istniejących danych dotyczących określonych osób na trzy miesiące, z możliwością przedłużenia tego okresu o kolejne trzy.
Trzy miesiące? Krytycy pytają: właściwie dlaczego?
I tutaj zaczynają się schody. Prawnik Nico Härting z Niemieckiego Stowarzyszenia Adwokatów zwraca uwagę, że w projekcie brakuje przekonującego uzasadnienia, dlaczego dane mają być przechowywane akurat przez trzy miesiące, a nie przykładowo jeden czy dwa.
Podobne zastrzeżenia ma Gesellschaft für Freiheitsrechte. Organizacja nie neguje, że przypisanie adresu IP może pomóc w śledztwie, ale jej zdaniem samo to nie uzasadnia trzymiesięcznego, powszechnego gromadzenia takich danych. Z kolei były prokurator federalny Gerwin Moldenhauer ocenia trzy miesiące jako okres umiarkowany i wskazuje na konieczność pogodzenia ochrony praw podstawowych ze skutecznym ściganiem przestępstw.
Okazuje się jednak, że dla części niemieckich śledczych proponowane rozwiązania są jeszcze zbyt skromne.
Policja chciałaby zabezpieczać również treść
Guido Limmer z bawarskiego LKA stwierdził podczas wysłuchania, że same dane o połączeniach bywają niewystarczające. Jego zdaniem mechanizm Quick Freeze powinien w określonych przypadkach pozwalać również na zabezpieczenie treści komunikacji. Podobne stanowisko przedstawiła wiceprezes BKA Martina Link, powołując się m.in. na europejskie regulacje dotyczące e-dowodów.
To byłaby już znacznie poważniejsza zmiana. Moldenhauer przestrzegł, że rozszerzenie Quick Freeze na treść komunikacji wymagałoby ponownego wyważenia całej konstrukcji prawnej pod kątem praw podstawowych. Kontrowersje budzi również planowane osłabienie szczególnej ochrony danych związanych m.in. z dziennikarzami, lekarzami czy prawnikami. Przedstawiciele mediów ostrzegają, że analiza danych może pozwalać choćby na ustalenie kontaktu dziennikarza z osobą podejrzaną.
Na razie mówimy jednak o projekcie, którego ostateczny kształt pozostaje otwarty. I trudno oprzeć się wrażeniu, że Niemcy ponownie próbują ugotować potrawę, którą sądy już kilka razy kazały zdjąć z menu. Tym razem zmieniono przepis, ale część śledczych już pyta, czy nie można dorzucić jeszcze kilku składników.

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Niemcy chcą śledzić obywateli. Policja już pyta, czy może wiedzieć więcej