Orange obiecał 24 godziny, telefon wrócił po 59 dniach. Sąd nie miał litości


Orange obiecał 24 godziny, telefon wrócił po 59 dniach. Sąd nie miał litości

Firma informatyczna SERIA z Gwadelupy pozwała Orange po tym, jak przez niemal dwa miesiące była pozbawiona dostępu zarówno do internetu, jak i telefonu. Wygrała.

W umowach biznesowych zapis regulujący kwestie awarii najczęściej nazywa się SLA, czyli Service Level Agreement. Jest to tzw. gwarantowany poziom świadczenia usług, który precyzuje, jak szybko dostawca musi zareagować na usterkę i ją usunąć. Orange zadeklarował 24 godziny, ale "trochę" się przeciągnęło. Konkretniej poszkodowana firma była pozbawiona usług telekomunikacyjnych w okresie od 19 czerwca do 14 sierpnia 2025 roku, a więc przez 59 dni.

Jak wynika z medialnych relacji, operator wprawdzie zareagował na zgłoszenie, ale bardzo teoretycznie. Miał zaoferować wypożyczenie routera LTE podczas gdy w siedzibie firmy brakowało stosownego zasięgu.

Sprawa ostatecznie trafiła do sądu gospodarczego w Nanterre, gdzie jednak – mimo wezwania – żaden przedstawiciel Orange się nie stawił. Niemniej nie przeszkodziło to w wydaniu orzeczenia na bazie dokumentów i argumentów firmy SERIA. W końcowym rozrachunku sąd uznał, że 59-dniowa przerwa w dostawie usług stanowi poważne naruszenie kontraktowe i nakazał Orange wypłatę odszkodowania.

SERIA do końca zadowolona nie będzie, bo jej prawnicy domagali się łącznie 66 256,63 euro za utracone przychody i inne szkody. Sąd tymczasem orzekł 40 000 euro odszkodowania i 4000 euro zwrotu kosztów sądowych (razem ok. 191 200 zł). Tak czy inaczej, lekceważący stosunek operatora do SLA okazał się w tym przypadku bardzo bolesny. 

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Orange obiecał 24 godziny, telefon wrócił po 59 dniach. Sąd nie miał litości
 0