Przeglądarka bez sztucznej inteligencji. Vivaldi idzie pod prąd


Przeglądarka bez sztucznej inteligencji. Vivaldi idzie pod prąd

Najnowsze wydanie przeglądarki Vivaldi wyraźnie odcina się od dominującego dziś trendu, w którym niemal każdy producent oprogramowania próbuje wpychać sztuczną inteligencję do swoich produktów. Wersja 7.8 nie tylko nie eksponuje funkcji opartych na AI, ale wręcz stawia na rozwiązania projektowane w klasyczny sposób, bez udziału modeli uczenia maszynowego. Dla twórców Vivaldi to świadoma decyzja, wynikająca z obserwacji zachowań i oczekiwań użytkowników.

Jon von Tetzchner, dyrektor generalny Vivaldi nie owija w bawełnę. Jego zdaniem użytkownicy są coraz bardziej zmęczeni wszechobecną sztuczną inteligencją. Według niego AI nie budzi entuzjazmu, lecz irytację, szczególnie wtedy, gdy pojawia się w narzędziach codziennego użytku bez wyraźnego uzasadnienia.

Von Tetzchner podkreśla, że w wielu przypadkach sztuczna inteligencja trafia do produktów nie dlatego, że realnie poprawia komfort pracy, lecz dlatego, że daje firmom nowe możliwości monetyzacji i zbierania danych. Dla Vivaldi prywatność pozostaje jednym z fundamentów, dlatego firma nie zamierza podążać drogą największych graczy.

„Zasadniczo odkryliśmy, że ludzie nienawidzą sztucznej inteligencji” – mówi dyrektor generalny Jon von Tetzchner 

Wielozadaniowość zamiast algorytmów

Najważniejszą nowością w wersji 7.8 jest rozbudowany system kafelkowania kart. Pozwala on na jednoczesną pracę na wielu stronach w obrębie jednego okna, w sposób znacznie bardziej elastyczny niż dotychczasowe rozwiązania konkurencji. Twórcy przeglądarki nie kryją dumy, określając tę funkcję jako największy krok naprzód w wielozadaniowości przeglądarek od momentu wprowadzenia kart.

Równolegle usprawniono klienta poczty, poprawiono wydajność i dopracowano drobne elementy interfejsu, które od lat stanowią znak rozpoznawczy Vivaldi. Wszystko to osiągnięto bez sięgania po modele językowe czy systemy predykcyjne.

AI tylko tam, gdzie ma sens

Vivaldi nie odrzuca sztucznej inteligencji całkowicie. Znajduje ona zastosowanie w tłumaczeniach czy wyszukiwaniu informacji, jednak firma nie zamierza oddawać jej kontroli nad przeglądarką ani nad działaniami użytkownika. Von Tetzchner jasno deklaruje, że pomysł przeglądarki podejmującej decyzje w imieniu człowieka stoi w sprzeczności z filozofią projektu.

Szef Vivaldi zwraca też uwagę na zalew treści generowanych automatycznie. Jego zdaniem internet coraz częściej przypomina miejsce wypełnione powtarzalnymi, bezosobowymi materiałami, które niewiele wnoszą. Firma nie planuje jednak budowy mechanizmów do filtrowania takich treści, uznając to za wyścig, który szybko wymagałby użycia kolejnych systemów AI.

Ucieczka od gigantów technologicznych

Vivaldi funkcjonuje na marginesie rynku zdominowanego przez amerykańskie korporacje, lecz właśnie to może stać się jego atutem. Von Tetzchner przyznaje, że firma nie osiągnęła skali Opery czy Chrome’a, a jej realny udział w rynku trudno oszacować, ponieważ przeglądarka nie identyfikuje się jednoznacznie w nagłówkach User Agent.

Jednocześnie rośnie zainteresowanie alternatywami wobec produktów największych firm z USA. Dyskusje o suwerenności cyfrowej, lokalnym oprogramowaniu i niezależności technologicznej coraz częściej trafiają na poziom instytucji i ustawodawców. Według von Tetzchnera ten trend jest widoczny i może się nasilać w najbliższych latach, szczególnie w Europie.

Bańka, którą już widzieliśmy

Szef Vivaldi porównuje obecną fascynację sztuczną inteligencją do wcześniejszych fal entuzjazmu wokół blockchaina i kryptowalut. W jego ocenie wiele firm działa dziś z obawy przed pozostaniem w tyle, a nie na podstawie realnych potrzeb użytkowników. Vivaldi stawia inne pytania: czego ludzie naprawdę chcą i jakie funkcje faktycznie poprawiają ich codzienną pracę z przeglądarką.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Przeglądarka bez sztucznej inteligencji. Vivaldi idzie pod prąd
 0