Reklamy pomagają śledzić amerykańskich żołnierzy. Szokujące ustalenia Pentagonu


Reklamy pomagają śledzić amerykańskich żołnierzy. Szokujące ustalenia Pentagonu

Amerykańskie wojsko oficjalnie przyznało, że przeciwnicy wykorzystują komercyjne dane lokalizacyjne do śledzenia żołnierzy przebywających w strefach działań wojennych. Mowa o tych samych mechanizmach, które każdego dnia napędzają branżę reklamy internetowej, profilowanie użytkowników i aplikacje mobilne.

Według ujawnionych dokumentów Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) otrzymało liczne raporty wskazujące, że dane pochodzące od brokerów informacji są wykorzystywane do namierzania oraz monitorowania amerykańskiego personelu wojskowego. To pierwszy przypadek, gdy armia USA publicznie potwierdziła wykorzystywanie komercyjnych danych lokalizacyjnych przeciwko własnym żołnierzom podczas rzeczywistych operacji.

Reklamowa machina stała się narzędziem wywiadowczym

Nie chodzi o zaawansowane satelity szpiegowskie czy tajne operacje wywiadowcze. Problem tkwi w czymś znacznie bardziej przyziemnym. Smartfony codziennie przekazują ogromne ilości danych o lokalizacji. Robią to aplikacje pogodowe, serwisy społecznościowe, gry mobilne, programy zakupowe czy platformy reklamowe. Informacje trafiają następnie do brokerów danych, którzy sprzedają gotowe pakiety zainteresowanym klientom.

Od lat eksperci alarmowali, że takie dane mogą zostać wykorzystane nie tylko przez reklamodawców. Wystarczy odpowiednia analiza, aby odtworzyć trasy przemieszczania się konkretnych osób, ustalić miejsca pracy, zamieszkania czy odwiedzane obiekty. Dla wojska oznacza to poważne zagrożenie operacyjne.

Dane zbierane przez zwykłe aplikacje mobilne mogą mieć znacznie większe znaczenie, niż większość użytkowników kiedykolwiek przypuszczała.

Tajna baza znaleziona dzięki telefonom

Jednym z najbardziej niepokojących przykładów był eksperyment przeprowadzony już w 2016 roku przez specjalistę współpracującego z amerykańską administracją. Wykorzystując dane zakupione na otwartym rynku, udało się prześledzić telefony przemieszczające się z amerykańskich baz wojskowych przez Turcję aż do północnej Syrii. Analiza pozwoliła wskazać lokalizację tajnej wysuniętej bazy operacyjnej. Nie wymagało to włamania do żadnego systemu. Wystarczyły informacje dostępne komercyjnie.

Eksperci ostrzegali wtedy, że identyczne możliwości mogą posiadać zagraniczne służby wywiadowcze, grupy terrorystyczne lub państwa prowadzące działania przeciwko Stanom Zjednoczonym.

Wojsko samo kupowało takie dane

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że amerykańskie agencje bezpieczeństwa również korzystały z tego rynku. W 2021 roku Agencja Wywiadu Obronnego poinformowała Kongres, że kupuje komercyjnie dostępne dane lokalizacyjne telefonów, w tym dotyczące obywateli USA. Argumentowano, że skoro informacje są legalnie sprzedawane przez prywatne firmy, instytucje państwowe również mogą z nich korzystać.

Tym samym ten sam ekosystem danych obsługiwał zarówno działania wywiadowcze USA, jak i potencjalnie podmioty działające przeciwko amerykańskim interesom.

Naukowcy kupili dane żołnierzy za grosze

Skalę problemu pokazało badanie przeprowadzone przez naukowców związanych z Duke University oraz Akademią Wojskową USA w West Point. Badacze postanowili sprawdzić, jak łatwo zdobyć informacje o amerykańskich żołnierzach, działając tak jak potencjalny przeciwnik.

W sieci znaleźli setki ofert sprzedaży danych dotyczących rodzin wojskowych, personelu aktywnej służby oraz osób związanych z sektorem obronnym. W wielu przypadkach pojedynczy rekord kosztował zaledwie kilkanaście centów.

Naukowcy uzyskali dostęp do nazwisk, adresów, informacji zdrowotnych i danych finansowych. Brokerzy oferowali również dane geofencingowe związane z bazami wojskowymi, a procedury weryfikacyjne często były symboliczne lub nie istniały wcale.

Google i reklamowi giganci również pojawiają się w sprawie

Badacze odkryli również specjalne segmenty odbiorców dostępne w systemach reklamowych, które pozwalały identyfikować osoby pracujące przy projektach związanych z bezpieczeństwem narodowym.

Wśród kategorii znajdowali się urzędnicy państwowi, osoby odpowiedzialne za podejmowanie decyzji strategicznych oraz pracownicy przedsiębiorstw zajmujących się technologiami wojskowymi, kryptografią czy przemysłem rakietowym. Takie profile były tworzone przez rynek reklamowy głównie z myślą o marketingu i analizie biznesowej. Dla służb wywiadowczych mogą stanowić gotową bazę celów.

Dane ujawniły aktywność wokół amerykańskich baz

Jeszcze bardziej alarmujące okazały się wyniki śledztwa dziennikarskiego przeprowadzonego w Europie. Reporterzy otrzymali próbkę obejmującą 3,6 miliarda punktów lokalizacyjnych pochodzących z około 11 milionów telefonów. Analiza wykazała obecność ponad 12 tysięcy urządzeń przemieszczających się przez amerykańskie instalacje wojskowe na terenie Niemiec.

W danych znalazły się informacje dotyczące baz wojskowych, obiektów szkoleniowych oraz miejsc związanych z amerykańską obecnością wojskową w Europie. W niektórych przypadkach możliwe było odtworzenie tras przemieszczania się użytkowników między obiektami.

Kongres pyta Pentagon, dlaczego nic nie zrobił

Po ujawnieniu nowych informacji grupa amerykańskich parlamentarzystów skierowała do Pentagonu oficjalne pytania dotyczące działań ochronnych. Politycy zwracają uwagę, że eksperci alarmowali o zagrożeniu od ponad dekady. Mimo to część podstawowych zabezpieczeń została wdrożona dopiero niedawno.

Szczególne zdziwienie wywołał fakt, że możliwość wyłączenia udostępniania lokalizacji na służbowych smartfonach została wprowadzona przez CENTCOM dopiero w ostatnich tygodniach. Krytycy wskazują, że pierwsze ostrzeżenia dotyczące zagrożeń związanych z komercyjnym śledzeniem pojawiły się około dziesięciu lat temu.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Reklamy pomagają śledzić amerykańskich żołnierzy. Szokujące ustalenia Pentagonu
 0