Rząd Tuska odkrył, jak naprawić internet. Wystarczy pozwolić urzędnikom go wyłączać

Aktualności Pozostałe Obserwuj nas w Google

Rząd Tuska odkrył, jak naprawić internet. Wystarczy pozwolić urzędnikom go wyłączać

Polski internet ma być bezpieczniejszy, więc politycy koalicji rządzącej postanowili dać urzędnikom możliwość blokowania treści, a nawet całych stron. Sejm przyjął kontrowersyjną nowelizację ustawy, która budzi poważne pytania o wolność słowa, granice państwowej kontroli i etykę władzy.

8 października Sejm przyjął nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Za głosowało 242 posłów, przeciw było 61, a 136 wstrzymało się od głosu. Projekt przewiduje przyznanie prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej oraz przewodniczącemu KRRiT uprawnień do blokowania nielegalnych treści w internecie. Przynajmniej w zamyśle nielegalnych.

Wnioski o blokadę będą mogły składać m.in. policja, prokuratura, administracja skarbowa, uprawnieni z tytułu praw autorskich oraz użytkownicy usług internetowych. O tym, czy treść należy zablokować, zdecyduje właściwy organ administracyjny, a nie sąd. Dopiero później będzie można zakwestionować decyzję przed sądem.

Nie da się usunąć treści? Zablokujemy całą domenę

Co więcej, jeżeli wykonanie nakazu blokady treści okaże się niemożliwe, domena będzie mogła trafić do specjalnego rejestru prowadzonego przez UKE. Operatorzy telekomunikacyjni zostaną zobowiązani do blokowania dostępu do niej na poziomie DNS w ciągu maksymalnie 48 godzin.

W praktyce oznacza to możliwość odcięcia dostępu do całej witryny z powodu problematycznych – w ocenie jakiegoś urzędnika – materiałów. Mechanizm DNS można wprawdzie stosunkowo łatwo obejść, ale najwyraźniej skuteczność techniczna jest mniej istotna niż możliwość ogłoszenia kolejnego zwycięstwa nad internetowymi hultajami.

Warto dodać, podobne rozwiązania zostały już zawetowane przez prezydenta w styczniu 2026 roku. Głównym zastrzeżeniem było wówczas przyznanie organom administracyjnym kompetencji do ingerowania w wolność słowa bez uprzedniej decyzji sądu. Teraz pomysł powraca w zmodyfikowanej formie, choć zasadnicza kontrowersja pozostaje. 

Nie, to nie Unia Europejska. Nie tym razem

Nie jest to również niezbędny element wdrożenia unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA), ponieważ odrębna nowelizacja dotycząca tych przepisów została już podpisana we wrześniu.

Nowe przepisy mają pomagać w walce z nielegalnymi treściami, ale stwarzają również ryzyko nadmiernej ingerencji w dostęp do informacji. Przewidziano wprawdzie procedurę dowodową i możliwość odwołania do sądu, jednak nie zmienia to faktu, że pierwsza decyzja będzie należała w całości do urzędników.

Pozostaje mieć nadzieję, że kolejnym pomysłem na poprawę bezpieczeństwa nie będzie wyłączenie internetu w całym kraju. W końcu wtedy problem nielegalnych treści zniknąłby wyjątkowo skutecznie. Bo parafrazując pewnego, niestety nieżyjącego już kandydata na prezydenta Białegostoku, niech nie będzie niczego.

Poza tym internet i tak zdąży obejrzeć, zanim urzędnik się ruszy

Przy czym największym absurdem nowych przepisów wydaje się być nie sama cenzura, lecz wątpliwa skuteczność w walce z naprawdę szkodliwymi treściami. Nagrania przemocy, groźby czy materiały nawołujące do agresji potrafią w ciągu kilku godzin dotrzeć do milionów odbiorców, zostać skopiowane i opublikowane na dziesiątkach innych stron.

Tymczasem urzędnik będzie analizował wniosek, prowadził postępowanie i wydawał decyzję o blokadzie. Zanim administracyjna machina ruszy, internet zdąży już przeżyć trzy kolejne afery. To trochę tak, jakby próbować ugasić pożar, wysyłając strażaków dopiero po zakończeniu transmisji z płonącego budynku.

Zamiast skutecznie ograniczać dystrybucję niebezpiecznych materiałów, państwo może więc stworzyć przede wszystkim kolejny mechanizm kontroli treści, którego praktyczna skuteczność pozostaje mocno dyskusyjna.

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Rząd Tuska odkrył, jak naprawić internet. Wystarczy pozwolić urzędnikom go wyłączać
 0