Po latach oczekiwania na obiecaną funkcję autonomicznej jazdy, pewien właściciel Tesli z Teksasu zdecydował się powalczyć o swoje prawa. Poszedł do sądu i wygrał ponad 10 tysięcy dolarów od producenta.
Kluczowym elementem sporu był pakiet Full Self-Driving, który przez lata był sprzedawany jako przyszłość jazdy bez kierowcy. Właściciel Modelu 3 zapłacił za tę funkcję około 10 tysięcy dolarów, wierząc w zapowiedzi dotyczące pełnej autonomii.
Od momentu zakupu minęło kilka lat, a system nadal działa na poziomie wymagającym ciągłej uwagi kierowcy. Zamiast pełnej autonomii użytkownik otrzymał rozwiązanie klasyfikowane znacznie niżej, bliżej zaawansowanego asystenta niż niezależnego kierowcy. W międzyczasie publiczne wypowiedzi Elona Muska wielokrotnie sugerowały szybkie osiągnięcie przełomu. Kolejne lata jednak mijały, a przełom wciąż nie nadchodził.
Sprawa w końcu trafia do sądu
Po bezskutecznych próbach uzyskania zwrotu pieniędzy właściciel zdecydował się na postępowanie przed sądem ds. drobnych roszczeń w Teksasie. Koszt złożenia pozwu był niewielki, a procedura uproszczona. Tesla nawet nie pojawiła się na rozprawie. Sąd wydał wyrok zaoczny, przyznając powodowi ponad 10 tysięcy dolarów wraz z kosztami. Decyzja opierała się na prostym założeniu: klient zapłacił za usługę, której nie otrzymał. To moment, który wielu kierowców może być przełomowy, choć formalnie nie tworzy precedensu dla innych spraw.
Tesla nie odpuszcza i próbuje zyskać czas
Po ogłoszeniu wyroku firma nie złożyła natychmiastowej odpowiedzi. Dopiero po upływie terminu pojawił się wniosek o przedłużenie, uzasadniony brakiem informacji o rozprawie. Wniosek dotyczył jedynie kilku dni i nie zawierał pełnej argumentacji.
W międzyczasie właściciel rozpoczął procedurę egzekucji należności. W praktyce może to oznaczać zajęcie majątku firmy przez lokalne służby, jeśli płatność nie zostanie uregulowana.
Problem, który dotyczy tysięcy kierowców
Wygrana jednego kierowcy to kropla w morzu. Na drogach jeżdżą miliony pojazdów sprzedanych z obietnicą przyszłej autonomii. W wielu przypadkach sprzęt zainstalowany w tych autach lata temu nie pozwala już nawet osiągnąć poziomu, który był sugerowany w materiałach marketingowych. Sama Tesla przyznała niedawno, że starsze generacje hardware’u mogą wymagać wymiany, aby zbliżyć się do pełnej autonomii.
Tesla, Inc. nie ma „zasadnej obrony” w tym powództwie, ponieważ jej prezes jeszcze 22 kwietnia 2026 roku stwierdził, że Tesla nie jest w stanie dostarczyć działającej wersji „Full Self-Driving” dla pojazdu zakupionego przez powoda, zgodnie z wymogami umowy.
Fala pozwów może dopiero nadejść
Sprawa z Teksasu to jeden z niewielu rozstrzygniętych jak dotąd procesów. W tle toczą się jednak kolejne postępowania, w tym pozwy zbiorowe w różnych częściach świata. Dla wielu właścicieli jest to jedna sygnał, że walka o zwrot pieniędzy jest możliwa.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Wygrał z Teslą w sądzie. Kierowca dostał odszkodowanie za brak FSD