Na wodach u wybrzeży Iranu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich dzieje się coś, co na pierwszy rzut oka wygląda dość kuriozalnie. Na mapach śledzących ruch statków setki jednostek handlowych zaczęły nagle pojawiać się w idealnych okręgach, a część z nich „wpływała” nawet na ląd. To nie był błąd systemu, lecz efekt zakrojonej na szeroką skalę wojny elektronicznej, która sparaliżowała sygnał GPS w jednym z najważniejszych korytarzy morskich świata.
Zakłócenia uderzają w system AIS, z którego korzystają statki do wymiany danych o swojej pozycji. W praktyce oznacza to, że tankowce przewożące setki tysięcy ton ropy mogą nie wiedzieć, gdzie dokładnie znajdują się inne jednostki w pobliżu. W tak wąskim i zatłoczonym akwenie jak Cieśnina Ormuz to przepis na katastrofę. Wystarczy bowiem drobny błąd nawigacyjny, by doszło do kolizji i wycieku surowców. A trzeba mieć świadomość, że przez ten szlak przechodzi około jednej piątej światowego transportu ropy naftowej.
Na mapach śledzących ruch statków setki jednostek handlowych zaczęły nagle pojawiać się w idealnych okręgach, a część z nich „wpływała” nawet na ląd.

Jak działa zagłuszanie GPS?
Mechanizm jest prosty, ale niezwykle skuteczny. Nadajnik emituje silny lub fałszywy sygnał radiowy, który zagłusza prawdziwe dane z satelitów. Problem polega na tym, że cywilne sygnały GNSS są bardzo słabe, więc nawet relatywnie niewielkie urządzenia potrafią „oślepić” system lokalizacji w promieniu wielu kilometrów. Eksperci podkreślają, że podobne działania widziano wcześniej m.in. podczas wojny w Ukrainie czy przy zakłóceniach lotnictwa nad Europą. Jednak skala obecnych incydentów w rejonie Zatoki Perskiej ma być bezprecedensowa.
Kto za tym stoi?
Żadna ze stron nie przyznaje się do operacji, ale analitycy wskazują, że w grze może być kilku uczestników. Iran od lat jest podejrzewany o używanie narzędzi do zakłócania sygnału wobec obcych dronów i statków. Z drugiej strony, zachodnie siły wojskowe również mogą stosować systemy przeciwdziałające broni naprowadzanej satelitarnie. Efekt? Nad Zatoką tworzy się gęste pole elektromagnetyczne, w którym ofensywne i defensywne systemy wzajemnie się nakładają.
Firmy szukają ratunku
Branża obronna i technologiczna już reaguje. Powstają anteny antyzakłóceniowe, które utrzymują stabilne pozycjonowanie mimo ataku, a także systemy nawigacji niezależne od GPS. W grę wchodzą m.in. żyroskopy, akcelerometry, analiza obrazu z kamer, porównywanie otoczenia z mapami satelitarnymi, a nawet… wyznaczanie pozycji na podstawie gwiazd. To pokazuje, że klasyczny, otwarty GPS przestaje być wystarczający w takiej sytuacji.
Koniec ery „otwartego GPS”?
Największa słabość cywilnej nawigacji jest znana od lat: brak szyfrowania i łatwość podszywania się pod sygnał. Wojskowe systemy korzystają już z dużo lepiej zabezpieczonych standardów, ale sektor cywilny wciąż opiera się na rozwiązaniach podatnych na zakłócenia. Wydarzenia w Cieśninie Ormuz mogą okazać się więc punktem zwrotnym dla powstania bezpiecznego cywilnego systemu nawigacji.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Statki „tańczą w kółko” w Zatoce Perskiej. GPS przestaje działać