Jeszcze kilka miesięcy temu ruch Stop Killing Games był traktowany przez część branży jak internetowa petycja sfrustrowanych graczy. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Kampania, która rozpoczęła się po wyłączeniu serwerów gry The Crew przez Ubisoft, zdobyła ponad milion podpisów w Europie, trafiła do Parlamentu Europejskiego i wywołała polityczne dyskusje po obu stronach Atlantyku. Teraz jednak aktywiści zyskali przeciwnika z najwyższej półki. Do walki przeciwko nowym przepisom wkroczyło ESA, czyli największe stowarzyszenie reprezentujące przemysł gier wideo w Stanach Zjednoczonych.
Stawką nie jest już tylko przyszłość kilku sieciowych tytułów. Chodzi o fundamentalne pytanie: czy kupując grę cyfrową naprawdę ją posiadamy, czy jedynie wypożyczamy dostęp do produktu, który może przestać istnieć w dowolnym momencie?
Kalifornia chce zmusić wydawców do utrzymywania grywalności
Nowe napięcia wywołała ustawa AB 1921 procedowana w Kalifornii. Projekt zakłada, że wydawcy gier online musieliby poinformować klientów co najmniej 60 dni przed wyłączeniem serwerów oraz zapewnić alternatywę pozwalającą dalej korzystać z zakupionego tytułu. W grę wchodziłyby tryby offline, prywatne serwery albo zwrot pieniędzy.
Przepisy dotyczyłyby wyłącznie gier sprzedawanych jednorazowo. Produkcje free-to-play oraz usługi subskrypcyjne zostały wyłączone z projektu ustawy. Regulacje miałyby obejmować gry wydane po 1 stycznia 2027 roku.
To pierwszy tak poważny ruch legislacyjny w USA, który uderza w model działania współczesnych wydawców. Dla gigantów branży oznaczałoby to konieczność planowania „życia po śmierci” swoich produkcji jeszcze przed premierą gry.
ESA ostrzega przed katastrofą dla branży
Entertainment Software Association nie zamierza biernie przyglądać się zmianom. Organizacja reprezentująca największych wydawców, w tym Microsoft, Sony, Nintendo, EA czy Ubisoft, oficjalnie sprzeciwiła się ustawie.
ESA przekonuje, że współczesne gry sieciowe są zbyt skomplikowane technologicznie, by gwarantować ich funkcjonowanie po wyłączeniu infrastruktury producenta. Według organizacji nowe przepisy mogłyby ograniczyć liczbę powstających gier online, zwiększyć koszty produkcji i zahamować eksperymenty technologiczne.
W tle pojawia się też kwestia licencji. ESA przypomina, że zgodnie z wcześniejszym orzeczeniem sądu w Kalifornii gracze nie kupują gier cyfrowych na własność, lecz otrzymują licencję na korzystanie z produktu.
„Nie chcemy wiecznych serwerów”. Stop Killing Games odpowiada
Twórcy Stop Killing Games błyskawicznie odpowiedzieli na stanowisko ESA. Aktywiści podkreślają, że nikt nie oczekuje utrzymywania oficjalnych serwerów przez dziesięciolecia. Ich zdaniem wydawcy powinni jedynie pozostawić możliwość dalszej zabawy po zakończeniu wsparcia.
To właśnie dlatego ruch zdobył tak duże poparcie graczy. Kampania nie domaga się darmowego utrzymywania kosztownej infrastruktury. Chodzi raczej o sytuacje, w których zakupiona gra zostaje całkowicie „uśmiercona” przez decyzję firmy, a przecież gdyby udostępnić graczom odpowiedni pliki, sami mogliby utrzymywać serwery.
Najgłośniejszym przykładem pozostaje The Crew. Po zamknięciu serwerów Ubisoftu miliony graczy straciły dostęp do produkcji, nawet jeśli posiadały fizyczne wydania gry. Internet eksplodował wtedy komentarzami o „kasowaniu zakupów” i „wynajmowaniu gier zamiast ich kupowania”.
Microsoft pokazał, że można inaczej
Aktywiści wskazują, że branża zna już rozwiązania pozwalające zachować dostęp do starszych tytułów. Dobrym przykładem ma być Forza Horizon 4. Microsoft wycofał grę ze sprzedaży z powodu wygasających licencji na samochody i muzykę, ale osoby, które wcześniej kupiły tytuł, nadal mogą go pobierać i uruchamiać.
To właśnie ten model Stop Killing Games uważa za uczciwy wobec klientów. Jeśli firma nie może dalej sprzedawać gry, nie powinna jednocześnie odbierać dostępu dotychczasowym właścicielom.
Europa zaczyna słuchać graczy
Ogromne znaczenie ma fakt, że kampania przestała być wyłącznie internetową inicjatywą. Stop Killing Games pojawiło się już przed Parlamentem Europejskim, gdzie przedstawiono argumenty za stworzeniem unijnych regulacji dotyczących wygaszania gier online.
Ponad milion zweryfikowanych podpisów zebranych w Europie sprawił, że politycy zaczęli traktować temat poważnie. Dla branży to sygnał alarmowy. Jeśli podobne przepisy pojawią się w Unii Europejskiej i Kalifornii jednocześnie, wydawcy mogą zostać zmuszeni do globalnych zmian w sposobie projektowania gier.
Gracze coraz bardziej nie ufają cyfrowym zakupom
Dyskusja wokół Stop Killing Games trafia na podatny grunt. Coraz więcej użytkowników platform cyfrowych ma poczucie, że płaci pełną cenę za produkty, nad którymi nie ma żadnej kontroli. Znikające filmy, wyłączane serwery i ograniczenia licencyjne od dawna budzą frustrację.
Branża gier znalazła się teraz w wyjątkowo trudnym położeniu. Z jednej strony wydawcy chcą rozwijać usługi online i monetyzację opartą na długoterminowym wsparciu. Z drugiej gracze coraz głośniej pytają, dlaczego zakupiony produkt może zostać wyłączony jednym ruchem korporacyjnego działu prawnego.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Stop Killing Games zyskało arcywroga. Amerykańska branża wystąpiła przeciw graczom