Wydała 20 tys. zł na tandetną stronę www. Posłanka KO "od ziemniaków w DPS" znów na celowniku


Wydała 20 tys. zł na tandetną stronę www. Posłanka KO

Kinga Gajewska znów jest gwiazdą intetnetu po tym, jak w sieci zaczęły krążyć informacje o kosztach jej strony www. Według wpisów publikowanych w mediach społecznościowych utrzymanie i przygotowanie witryny kingagajewska.pl miało kosztować 20 048,97 zł. Problem w tym, że internauci nie widzą tam projektu, który uzasadniałby taką kwotę.

Dyskusję rozpętał viralowy wpis użytkownika serwisu X, który ironicznie gratulował posłance „spektakularnej i interaktywnej strony”, sugerując, że za ponad 20 tys. zł trudno znaleźć na niej coś więcej niż podstawową wizytówkę opartą o gotowe rozwiązania. Wpis błyskawicznie zaczął zdobywać kolejne udostępnienia, a użytkownicy internetu zaczęli analizować techniczne szczegóły witryny.

W komentarzach pojawiają się wyliczenia sugerujące, że strona została postawiona na popularnym WordPressie z wykorzystaniem szablonu Astra. Koszt samego hostingu przy małym ruchu i certyfikatu SSL zmieści się w 500 zł, a nie w dziesiątkach tysięcy, nawet jeśli doliczyć do tego koszt szablonu i wsparcia osoby, która to wszystko wrzuciła na serwer. Padają też pytania o zakres wykonanych prac i to, czy podatnicy rzeczywiście powinni finansować tego typu wydatki.

Internet wylicza koszty i pyta o szczegóły

Największe kontrowersje budzii właśnie dysproporcja między deklarowaną kwotą a tym, co użytkownik faktycznie widzi po wejściu na stronę. Internauci zwracają uwagę na prosty układ, brak rozbudowanych funkcji i wykorzystanie gotowych komponentów charakterystycznych dla popularnych motywów WordPressa.

W mediach społecznościowych pojawiają się porównania do stron przygotowywanych przez freelancerów lub małe agencje za ułamek tej ceny. Część komentujących twierdzi wręcz, że podobny projekt można uruchomić w jeden dzień.

Nie brakuje jednak głosów przypominających, że koszty wykazywane w oświadczeniach lub rozliczeniach poselskich nie zawsze muszą dotyczyć wyłącznie samej witryny internetowej. Mogą obejmować także obsługę mediów społecznościowych, kampanie reklamowe, przygotowanie grafik, tworzenie treści czy szersze działania komunikacyjne prowadzone w internecie. Taki argument pojawiał się już wcześniej w podobnych dyskusjach dotyczących wydatków polityków. W przypadku Kingi Gajewskiej cieżko doszukać się jednak jakiejść sensownej kampanii marketingowej na Facebooku, która uzasdniałaby takie wydatki. Patrząc na szerszą działalność posłanki (kilometrówki, o czym za chwilę) budzą się uzasadnione podejrzenia.

To kolejna internetowa burza wokół posłanki KO

Dla wielu użytkowników sieci obecna afera jest kolejnym epizodem wizerunkowych problemów posłanki. Kinga Gajewska była wcześniej szeroko komentowana po wizycie w domu pomocy społecznej, gdzie zabłynęła wręczając seniorom worek ziemniaków. Nagrania i zdjęcia z akcji wywołały niemały skandal, a sama polityk później przyznała, że popełniła błąd.

W ostatnich miesiącach pojawiały się także medialne doniesienia dotyczące rozliczeń kilometrówek przez Gajewską i jej męża, Arkadiusza Myrchę. Według wyliczeń opisywanych przez media liczba przejechanych kilometrów miała budzić poważne wątpliwości.

Największą kwotę wykazała Kinga Gajewska. Posłanka KO rozliczyła 43 tys. 596 zł i 50 gr za przejazdy samochodem. Do tego doszły jeszcze wydatki na taksówki w wysokości blisko 3 tys. zł. Jej mąż, a także poseł KO Arkadiusz Myrcha, rozliczył 14 tys. 352 zł kilometrówki oraz ponad 1,2 tys. zł za przejazdy taksówkami. W praktyce oznacza to, że małżeństwo rozliczyło razem 57 tys. 948 zł i 50 gr. To więcej niż długość równika.

Teraz do listy internetowych afer dołącza temat zwykłej wizytówkowej strony WWW, która kosztowała tyle co rozbudowana platforma.

„To wygląda jak projekt za kilka stówek”

Najmocniej wybrzmiewa dziś jedno pytanie: jak dokładnie wydano ponad 20 tys. zł? W sieci pojawiają się kolejne analizy techniczne witryny, a użytkownicy publikują screeny wskazujące na wykorzystanie gotowych motywów oraz standardowych rozwiązań dostępnych praktycznie dla każdego użytkownika WordPressa. Krytycy twierdzą, że podobne strony można znaleźć tysiącami i nie wymagają one tygodniowych prac programistycznych, a z pomocą ChatGPT czy innego bota, podobny projekt można stworzyć i opublikować samemu za mniej niż 10% wydanej kwoty.

Czy tak powinno się wydawać, a właściwie marnować pieniądze z naszych podatków? Jak dotąd Kinga Gajewska nie odezwała się w tej sprawie. 

Czekamy na dalsze prześwietlanie cen stron polityków, bo przypadek Gajewskiej to zapewne czubek góry lodowej.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Wydała 20 tys. zł na tandetną stronę www. Posłanka KO "od ziemniaków w DPS" znów na celowniku
 0