Amerykański urząd ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego podnosi rangę śledztwa dotyczącego systemu Full Self-Driving w samochodach Tesla. Dochodzenie obejmuje już ponad 3,2 miliona pojazdów i wchodzi w etap analizy inżynieryjnej, który w praktyce często poprzedza decyzje o wycofaniu produktów z rynku.
To jeden z najpoważniejszych momentów w historii rozwoju autonomicznej jazdy. Skala sprawy oraz liczba badanych incydentów pokazują, że regulator traktuje problem jako systemowy, a nie jednostkowy.
System nie widzi, że przestaje widzieć
Największe zastrzeżenia dotyczą sposobu działania kamer, na których Tesla oparła cały system. Według ustaleń regulatora, oprogramowanie odpowiedzialne za wykrywanie pogorszenia widoczności nie działa w kluczowych momentach.
Chodzi o sytuacje codzienne dla kierowców. Oślepiające słońce, mgła czy unoszący się pył prowadzą do ograniczenia widoczności. W analizowanych przypadkach system nie ostrzegał kierowców albo robił to zbyt późno. Dochodziło do sytuacji, w których pojazd tracił „kontakt” z innymi uczestnikami ruchu znajdującymi się bezpośrednio przed nim. To uderza w fundament strategii Tesli, która od lat rozwija autonomię opartą wyłącznie na kamerach, rezygnując z radarów i innych czujników.
Elon Musk od lat zapowiada pełną autonomię jako bliski cel. Tymczasem działania regulatora pokazują rosnącą przepaść między deklaracjami a rzeczywistością drogową.
Śledztwo nabiera rozpędu
Nowa faza dochodzenia jest rozwinięciem wcześniejszej analizy rozpoczętej w 2024 roku. Początkowo badano cztery wypadki, w tym jeden śmiertelny. Obecnie liczba incydentów wzrosła, a regulator analizuje kolejne przypadki, które mogą być powiązane z działaniem systemu. To już trzecie równoległe śledztwo dotyczące FSD. Inne obejmują wykroczenia drogowe oraz sposób raportowania zdarzeń przez producenta. Skumulowany nacisk ze strony regulatora tworzy bezprecedensową sytuację dla Tesli.
Opóźniona reakcja producenta
Dokumenty wskazują na istotny problem związany z tempem reakcji firmy. Po jednym ze śmiertelnych wypadków Tesla przekazała raport regulatorowi dopiero po kilku miesiącach. Prace nad aktualizacją systemu rozpoczęły się dopiero po zgłoszeniu zdarzenia. Co więcej, nawet według analiz producenta poprawki nie rozwiązywały większości zidentyfikowanych przypadków. To sugeruje, że problem ma głębszy charakter niż pojedyncze błędy w oprogramowaniu.
Regulator zwrócił uwagę na trudności w analizie zdarzeń. Tesla przyznała, że ograniczenia w danych utrudniają jednoznaczną identyfikację kolizji związanych z działaniem systemu. To budzi obawy o skalę problemu. NHTSA wskazuje możliwość zaniżania liczby incydentów w określonych okresach. W kontekście rozwijania autonomicznej jazdy transparentność danych staje się jednym z kluczowych elementów oceny bezpieczeństwa.
Problem głębszy niż oprogramowanie
Jednym z najbardziej niepokojących aspektów jest fizyczne ograniczenie kamer. W określonych warunkach może dochodzić do zaparowania wewnątrz modułów. W takiej sytuacji system działa dalej mimo pogorszonej widoczności.
To przypadek, którego nie da się w pełni wyeliminować aktualizacją software’u. Wskazuje na ograniczenia podejścia opartego wyłącznie na kamerach, bez wsparcia dodatkowych sensorów. Śledztwo może doprowadzić do nakazu poprawy oprogramowania, albo nawet do całkowitego wycofania z rynku.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
System Tesli „nie widzi” zagrożeń. FSD może wylecieć z rynku