Tesla od lat rozwija system Full Self-Driving, który nadal nie jest rozwiązaniem pozwalającym w pełni oddać sterowanie pojazdem na drodze maszynie. FSD (Supervised) pozostaje systemem wspomagania jazdy poziomu 2, więc nawet gdy samochód samodzielnie skręca, hamuje i dostosowuje prędkość, pełna odpowiedzialność wciąż spoczywa na osobie siedzącej za kierownicą.
Granica pomiędzy wspomaganiem a autonomiczną jazdą staje się jednak coraz mniej widoczna z perspektywy części użytkowników. Dobrym przykładem jest Rohullah Hashimi, kierowca Ubera korzystający z podstawowej Tesli Model Y z 2026 roku. Twierdzi on, że wykorzystuje zaawansowane wspomaganie jazdy przez około 95% czasu.
Podczas jednej z podróży po San Francisco samochód sam przejechał ulicami miasta, poradził sobie ze strefą robót drogowych, wjechał na Twin Peaks, a następnie zaparkował przy Christmas Tree Point. Model Y wykorzystuje dziewięć kamer, a kierowca może obserwować sposób postrzegania otoczenia przez system na ekranie umieszczonym na desce rozdzielczej.
Tesla przyjęła przy tym inną strategię niż Waymo. System Waymo działa na poziomie 4 i może prowadzić pojazdy bez kierowcy w wyznaczonych, wcześniej przygotowanych obszarach, korzystając również z bardziej rozbudowanego zestawu czujników. Tesla stawia natomiast na tańszy sprzęt, ogromną flotę samochodów oraz dane generowane podczas ich użytkowania, które mają pomagać w dalszym rozwijaniu oprogramowania.
Przepisy nie nadążają za rozwojem technologii
FSD zaczyna wpływać na zachowanie użytkowników szybciej, niż zmienia się formalny status technologii. W Kalifornii korzystanie z zaawansowanych systemów wspomagania jest legalne, ale kierowca nadal musi przestrzegać wszystkich przepisów, dlatego przykładowo pisanie wiadomości podczas jazdy pozostaje zabronione także wtedy, gdy samochód prowadzi FSD.
Tesla od lat rozwija system Full Self-Driving, który nadal nie jest rozwiązaniem pozwalającym w pełni oddać sterowanie pojazdem na drodze maszynie. FSD (Supervised) pozostaje systemem wspomagania jazdy poziomu 2, więc nawet gdy samochód samodzielnie skręca, hamuje i dostosowuje prędkość, pełna odpowiedzialność wciąż spoczywa na osobie siedzącej za kierownicą.

Tesla zmieniła ponadto sposób kontrolowania uwagi kierowcy. Starsze wersje wymagały okresowego dotykania kierownicy i wyświetlały kolejne ostrzeżenia, zaś obecnie wykorzystywana jest kamera wewnętrzna obserwująca użytkownika. Kierowcy mogą też wybrać jeden z pięciu profili zachowania samochodu, od spokojnego „sloth”, przez „chill”, standard i „Hurry”, aż po najbardziej agresywny „Mad Max”.
Hashimi twierdzi, że korzystanie z systemu poprawiło jego ocenę jazdy w aplikacji Ubera z 70 do 98%. Podczas jednej z podróży Model Y zatrzymał się również przed dwoma pieszymi, których kierowca, jak sam przyznał, wcześniej nie zauważył.
Nie znaczy to jednak, że system zawsze podejmuje optymalne decyzje. Scott Moura z UC Berkeley, który korzysta z FSD podczas około połowy swoich przejazdów, zauważył między innymi, że Tesla potrafi zbyt długo zwlekać ze zmianą pasa przed zjazdem z autostrady. W praktyce kierowca nadal musi więc obserwować drogę i przewidywać potencjalne błędy samochodu.
Istotna uwaga kierowcy
FSD pokazuje, że system poziomu 2 może przejąć znaczną część codziennego prowadzenia samochodu, ale nie zwalnia użytkownika z odpowiedzialności. Największym wyzwaniem staje się więc nie tylko rozwój technologii, lecz także utrzymanie uwagi kierowcy, który coraz rzadziej musi sam wykonywać podstawowe manewry.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Tesla prowadzi za kierowców nawet 95% czasu. FSD wciąż jednak wymaga pełnej uwagi