UE zaprasza influencerów do Brukseli, ale tylko tych z "właściwymi" poglądami


UE zaprasza influencerów do Brukseli, ale tylko tych z

Unia Europejska otwiera drzwi dla twórców internetowych. Od lipca influencerzy i autorzy materiałów publikowanych na YouTubie, TikToku czy Instagramie będą mogli otrzymywać akredytacje na szczyty Rady UE oraz wybrane spotkania ministerialne. Bruksela tłumaczy, że chce dotrzeć do młodszych odbiorców i pokazywać kulisy działania unijnych instytucji za pośrednictwem nowych kanałów komunikacji.

Sam pomysł trudno uznać za kontrowersyjny. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy opublikowano wytyczne dla państw członkowsych dotyczące wyboru kandydatów. W dokumencie znalazł się zapis, który błyskawicznie wywołał dyskusję o granicach wolności słowa oraz o tym, kto może relacjonować działalność instytucji Unii Europejskiej.

Jeden zapis przyciągnął całą uwagę

Zgodnie z wytycznymi państwa członkowskie mają rekomendować twórców posiadających odpowiednią publiczność, doświadczenie w tematyce europejskiej oraz niezależność od dużych komercyjnych sponsorów. Dokument zawiera jednak także dodatkowe kryterium. Osoby ubiegające się o udział w wydarzeniach nie powinny publikować treści uznawanych za sprzeczne z wartościami Unii Europejskiej.

To właśnie ten fragment stał się źródłem kontrowersji. Dokument nie wyjaśnia bowiem, jakie wypowiedzi miałyby zostać uznane za naruszające te wartości ani według jakich kryteriów będą oceniane profile kandydatów. Brak precyzyjnej definicji sprawia, że interpretacja pozostaje otwarta.

Kto zdecyduje, które poglądy są dopuszczalne?

Krytycy nowych zasad zwracają uwagę, że dokument nie zawiera katalogu zakazanych wypowiedzi ani procedury odwoławczej. Nie wiadomo również, czy ocenie będą podlegały pojedyncze wpisy sprzed wielu lat, bieżąca działalność twórcy czy całokształt jego aktywności.

W praktyce oznacza to, że decyzja może zależeć od indywidualnej interpretacji osób odpowiedzialnych za weryfikację kandydatów.

To właśnie ta niejednoznaczność wywołała największe emocje. Pojawiły się pytania, czy krytyka wybranych polityk Unii Europejskiej, dyskusje dotyczące migracji, wspólnej waluty lub działalności Komisji Europejskiej mogłyby zostać potraktowane jako przeszkoda w uzyskaniu akredytacji. Na razie dokument nie daje na to jednoznacznej odpowiedzi.

Czy wobec dziennikarzy zastosowano by takie same zasady?

W debacie szybko pojawiło się porównanie do tradycyjnych mediów. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że podobny zapis dotyczący reporterów relacjonujących unijne szczyty prawdopodobnie spotkałby się z natychmiastową reakcją organizacji broniących wolności mediów.

Od lat dziennikarze funkcjonują w oparciu o zasadę niezależności od instytucji, które opisują. Możliwość zadawania niewygodnych pytań i krytykowania decyzji władz stanowi jeden z fundamentów pracy redakcyjnej.

Tymczasem influencerzy coraz częściej pełnią podobną rolę informacyjną. Wielu autorów kanałów poświęconych polityce i gospodarce dociera do znacznie większej publiczności niż tradycyjne media, szczególnie wśród młodszych odbiorców.

To właśnie dlatego pojawiają się pytania, czy wobec twórców internetowych powinny obowiązywać inne standardy niż wobec zawodowych dziennikarzy.

Pojawiły się obawy o efekt autocenzury

Część ekspertów zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt nowych wytycznych. Nawet jeśli żaden twórca nie zostanie formalnie odrzucony, sama obecność nieprecyzyjnego kryterium może wpływać na sposób publikowania materiałów.

Autorzy zainteresowani uzyskaniem akredytacji mogą zacząć unikać ostrzejszej krytyki instytucji unijnych lub rezygnować z kontrowersyjnych tematów w obawie, że negatywnie wpłynie to na ocenę ich kandydatury.

Bruksela chce dotrzeć do młodszych odbiorców

Program ma zachęcić twórców internetowych do relacjonowania wydarzeń odbywających się w Brukseli oraz pokazywania procesu podejmowania decyzji w instytucjach unijnych.

Zmieniają się bowiem sposoby konsumowania informacji. Coraz więcej młodych Europejczyków czerpie wiedzę o polityce z krótkich materiałów publikowanych w mediach społecznościowych, a nie z tradycyjnych serwisów informacyjnych. Ztego powodu Rada UE zdecydowała się dopuścić influencerów do wydarzeń, które dotychczas były domeną akredytowanych dziennikarzy.

Politycy już komentują nowe zasady

Nowe wytyczne spotkały się z krytyką części europejskich polityków. Belgijski eurodeputowany Gerolf Annemans ironicznie stwierdził, że skoro pojawia się wymóg zgodności z wartościami UE, należałoby pójść o krok dalej i zakazać kwestionowania czegokolwiek.

Były holenderski eurodeputowany Lucas Hartong ocenił natomiast, że dokument pokazuje problem z rozumieniem zasad demokracji i pluralizmu opinii.

Krytyczne stanowisko przedstawili również przedstawiciele Szwedzkich Demokratów, którzy uznali nowe kryteria za próbę ograniczania dostępu do instytucji osobom prezentującym niewygodne poglądy.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

UE zaprasza influencerów do Brukseli, ale tylko tych z "właściwymi" poglądami
 0