Ukraińska armia przeprowadziła najdalszy jak dotąd atak dronowy tej wojny, uderzając (6 lipca) w rafinerię Gazprom Neft w Omsku na Syberii. Cel był oddalony o około 2500 km, a dron leciał do niego ponad 12 godzin. Za operacją stoi FP-1, konstrukcja kijowskiej firmy Fire Point, zbudowana z płyty sklejkowej, pianki i włókna szklanego, napędzana silnikiem dwucylindrowym i wystrzeliwana z platformy przy pomocy rakietowego doładowania startowego. Jednostkowy koszt to około 55 tysięcy dolarów.
Mimo prostej konstrukcji, uderzenie wyłączyło z pracy jednostkę CDU-10, odpowiadającą za około 38 procent zdolności przerobowych zakładu, a druga jednostka, CDU-11 (37 procent mocy), przestała działać po uszkodzeniu sieci energetycznej. Rafineria w Omsku, jedna z największych w Rosji, dzień po ataku zawiesiła sprzedaż benzyny i oleju napędowego na giełdzie towarowej w Petersburgu. Do przechwycenia dronów Moskwa wysłała myśliwce Su-57, ale mimo to część maszyn dotarła do celu - zdaniem analityków rosyjska obrona powietrzna skupia się głównie wokół Moskwy i Petersburga, zostawiając resztę kraju praktycznie bez osłony.
Zasięg pierwotnej wersji FP-1 wynosił 1600 km, ale zaprezentowany w maju na targach Eurosatory wariant z dodatkowym zbiornikiem paliwa w skrzydle zwiększył go do 2700 km, obejmując zasięgiem większość rosyjskich rafinerii. Fire Point produkuje obecnie około 100 egzemplarzy dziennie, a dron odpowiada już za około 60 procent ukraińskich uderzeń w głąb terytorium Rosji. Ukraińska armia poinformowała o 172 dalekosiężnych uderzeniach w czerwcu, wobec 85 w lutym, a Omsk był już szóstą dużą rosyjską rafinerią, która w tym okresie częściowo lub całkowicie wstrzymała pracę.
Rosyjska obrona powietrzna zawodzi wobec taniej konstrukcji z Ukrainy
To pokazuje, że o skuteczności ataku nie zawsze decyduje zaawansowanie technologiczne, lecz umiejętność ominięcia luk w systemie obrony przeciwlotniczej zaprojektowanym z myślą o szybkich samolotach i pociskach balistycznych, a nie wolno lecących, nisko latających konstrukcjach o małym przekroju radarowym. W porównaniu z pojedynczym pociskiem przechwytującym systemów S-400 czy Pantsir, który kosztuje wielokrotnie więcej niż sam dron, Rosja fizycznie nie jest w stanie pokryć obroną kraju rozciągniętego na 11 stref czasowych. W praktyce oznacza to rosnące ryzyko dla infrastruktury paliwowej w głębi Rosji i możliwe dalsze przerwy w dostawach na rynku krajowym.
Dla śledzących wojnę dronową i rozwój tanich, dalekozasięgowych konstrukcji bezzałogowych to sygnał, że kierunek prostych, masowo produkowanych maszyn zyskuje przewagę nad kosztowną precyzją. Warto obserwować, czy Rosja zdoła przesunąć system obrony powietrznej głębiej w głąb kraju oraz czy zapowiadany przez Fire Point dron o zasięgu 3000 km i pocisk manewrujący FP-5 Flamingo wejdą do szerszego użycia.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Ukraiński dron przeleciał 2500 km i sparaliżował rosyjską rafinerię