Wielka Brytania uruchomiła system kontroli internetu. Dokładnie w momencie gdy Belfast płonie


Wielka Brytania uruchomiła system kontroli internetu. Dokładnie w momencie gdy Belfast płonie

Brytyjski regulator rynku cyfrowego opublikował nowe zasady reagowania na sytuacje kryzysowe w internecie. Zbiegło się to w czasie z gwałtownymi zamieszkami w Belfaście po brutalnym ataku czarnoskórego nożownika. Rząd tłumaczy to potrzebą szybszego reagowania na zagrożenia i dezinformację, jednak obywatele widzą w tym początek systemu umożliwiającego państwu wpływanie na treści publikowane online bez konieczności angażowania sądów.

8 czerwca w Belfaście doszło do brutalnego ataku nożem. Według relacji świadków oraz informacji przekazanych przez służby, pochodzący z Sudanu napastnik zaatakował 44-letniego Stephena Ogilviego, powodując bardzo poważne obrażenia. Następnego dnia sytuacja wymknęła się spod kontroli, bo mieszkańcy powiedzieli "dość". Na ulicach pojawiły się zamieszki, podpalano samochody i budynki, dochodziło do starć z policją. Protesty rozlały się także na inne miasta Irlandii Północnej oraz część Wielkiej Brytanii.

Bezpośrednia infolinia między policją a biurami moderatorów platform to po prostu kanał umożliwiający usuwanie treści przez państwo, bez konieczności załatwiania formalności ani uzyskania nakazu sądowego. Wystaczy samo "prawdopodobnieństwo".

Dokładnie tego samego dnia brytyjski regulator Ofcom opublikował finalną wersję tzw. protokołu reagowania kryzysowego. Dokument określa procedury, które mają być uruchamiane przez platformy internetowe podczas sytuacji uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Moment publikacji natychmiast wywołał polityczną burzę. Pierwotnie protokół został sporządzony z powodu zamieszek w Southport w 2024 roku, które wywołał atak czarnoskórego nożownika na dzieci w szkole tancznej.

Specjalna linia między policją a platformami

Najwięcej emocji budzi jeden z elementów nowego systemu. Duże platformy internetowe mają stworzyć bezpośrednie kanały komunikacji z organami ścigania na czas kryzysu. W praktyce oznacza to możliwość szybkiego zgłaszania treści przez policję i priorytetowego ich rozpatrywania przez moderatorów serwisów społecznościowych.

Zwolenicy nowych zasad argumentują, że w czasie zamieszek, ataków terrorystycznych lub gwałtownych protestów liczą się minuty. Według nich tradycyjne procedury są zbyt wolne wobec tempa rozprzestrzeniania się informacji w sieci. Przeciwnicy widzą to zupełnie inaczej. Ich zdaniem powstaje mechanizm umożliwiający błyskawzne usuwanie treści bez udziału sądu i bez pełnej przejrzystości procesu.

Najbardziej kontrowersyjne słowo: „prawdopodobny”

Nowe przepisy nie odnoszą się wyłącznie do sytuacji, gdy kryzys już trwa. Platformy mają reagować również wtedy, gdy kryzys może wystąpić. To właśnie ten zapis wywołuje największe kontrowersje.

Krytycy wskazują, że pojęcie potencjalnego zagrożenia można interpretować bardzo szeroko. Wystarczy gwałtowny wzrost liczby publikacji dotyczących konkretnego wydarzenia, aby platforma uznała, że sytuacja wymaga uruchomienia specjalnych procedur. W takim scenariuszu moderacja mogłaby rozpocząć ograniczanie zasięgów lub usuwanie części materiałów jeszcze przed pojawieniem się realnych zamieszek. Zdaniem organizacji zajmujących się wolnością słowa otwiera to drogę do prewencyjnej kontroli treści.

Ofcom obejmuje niemal cały współczesny internet

Zakres nowych zasad jest bardzo szeroki. Obejmują one największe platformy społecznościowe, komunikatory, fora dyskusyjne, serwisy randkowe, platformy udostępniania zdjęć i filmów, a nawet niektóre usługi oparte na sztucznej inteligencji. W praktyce większość popularnych miejsc komunikacji internetowej działających w Wielkiej Brytanii może zostać objęta procedurami kryzysowymi.

Wyjątkiem pozostają tradycyjne formy komunikacji, takie jak poczta elektroniczna, wiadomości SMS czy klasyczne połączenia telefoniczne. Eksperci zwracają uwagę, że tak szeroki zakres powoduje, iż nowe przepisy mogą wpływać na funkcjonowanie ogromnej części brytyjskiego internetu.

Politycy wskazują na media społecznościowe

Po wydarzeniach w Belfaście przedstawiciele władz wielokrotnie zwracali uwagę na rolę internetu w eskalacji napięć. Komendant policji Jon Boutcher ostrzegał przed osobami publikującymi materiały mające podsycać emocje. Podobne stanowisko zajęli politycy odpowiedzialni za bezpieczeństwo i administrację publiczną. Premier Keir Starmer potępił przemoc uliczną i zapowiedział zdecydowane działania wobec wszelkich prób destabilizacji sytuacji. Zapowiedział nawet przyspieszone karanie protestujących w sądach 24-godzninnych, co jeszcze bardziej rozsierdziło opinię publiczną, która zarzuca władzom karanie obywateli, podczas gdy imigranci są traktowani z pobłażliwością.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Wielka Brytania uruchomiła system kontroli internetu. Dokładnie w momencie gdy Belfast płonie
 0