Piękna sprawa - 10 lat testowania, oceniania i polecania produktów. Moja historia z działem obudów PC jest niestety znacznie krótsza. Pierwsze recenzje „skrzynek” przygotowywał dla Was Damian Włodarski, następnie swój epizod z tym działem miał Piotr Urbaniak. Można powiedzieć, że nie było nam dane zostać redakcyjnymi kolegami, bo zwyczajnie „minęliśmy się” w zespole ITHardware. Później na długo obudowy PC przejął Łukasz Sierant. I dopiero od niedawna przyszła moja kolej, dzięki czemu miałem chociażby możliwość stworzenia tego felietonu.
Ale do rzeczy, bo chodzi tu przede wszystkim o rynek obudów PC na przestrzeni 10 lat. Choć ciężko mi w to uwierzyć, mniej więcej tyle czasu minęło, odkąd zacząłem interesować się tematyką hardware. Pamiętam, jak z upragnieniem spoglądałem wtedy na obudowę Aquarius X70W, wówczas sprzedawaną jeszcze pod marką SilentiumPC. Trzy wentylatory Sigma Pro, przód (po części) stawiający na airflow i rzecz jasna upragnione okienko na podzespoły. Ale nie ze szkła, tylko z pleksy. Takie były czasy. Co prawda później dostępna stała się wersja ze szkłem hartowanym (i LED-ami), ale zatrzymajmy się na chwilę w erze tego przezroczystego tworzywa.
Plexi is Fantastic
Dziś już chyba nikt nie myśli o wykorzystaniu plexi w obudowach. Ale wtedy, te 10 lat temu, był to powszechny i raczej główny sposób, by umożliwić oglądanie podzespołów. Sam nawet koniec końców miałem w domu obudowę z plexi. Komputer dla brata złożyłem w SilentiumPC Alea M50. Służy do tej pory, ale gdyby ktoś zapytał o stan okienek, raczej szybko chciałbym zmienić temat.
Nie oszukujmy się, plexi było błędem. Albo może nie, powiedzmy, że było nienajlepszym etapem przejściowym. Te okienka rysowały się od samego patrzenia, a na dodatek nie były aż tak przezroczyste i ładne jak szkło. Dobrze, że ta era się skończyła i jesteśmy, gdzie jesteśmy.
Parcie na szkło
Dziś w zasadzie ciężej jest znaleźć gamingową obudowę bez szkła niż z nim. To efekt tego, że obecnie nie liczy się już tylko wydajność. Nie oszukujmy się, każdy gracz chce mieć bajerancko wyglądający komputer, który czasem wygląda nawet na szybszy niż w rzeczywistości. I nic w tym złego, pecety stały się zwyczajnie ładne i każdy, jeśli tylko ma budżet, jest w stanie złożyć sobie taki zestaw, który będzie cieszył również oko.
Osobiście uważam stosowanie szkła hartowanego za jedną z najlepszych decyzji, jakie producenci podjęli w ciągu ostatniej dekady. Na marginesie mówiąc, paradoksalnie sam nie mam szyby w obudowie, ale był to pewien kompromis, bo zdecydowałem się na ITX-a. W innym wypadku szkło byłoby dla mnie koniecznym elementem obudowy.
Koniec 5,25 cala
Co dziś robisz mając w miarę świeżo złożony komputer, gdy chcesz skorzystać w płyty CD lub DVD? Wiele osób sięga po napęd USB. Bo bo zatoki 5,25 cala, w których taki napęd mógłby się znajdować, po prostu zniknęły. To kolej rzeczy, postęp związany z tym, że dziś już praktycznie odeszliśmy od płyt. Może nie na dobre, ale w bardzo mocnym stopniu. Zatoki te pozwalały jednak montować nie tylko napędy. Mieściły się w nich także rozbudowane kontrolery dla wentylatorów z pokrętłami i cyfrowymi wyświetlaczami.
Wycofywanie zatok 5,25 cala z obudów PC to jedna z największych zmian na przestrzeni ostatniej dekady. Ta decyzja pozwoliła jednak umacniać się nowym trendom, jak chociażby ten na stosowanie chłodzeń AiO z radiatorem 360 mm. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że coś się kończy, a coś zaczyna.
3,5 cala do lamusa?
Popularyzacja dysków SSD, zwłaszcza tych w standardzie M.2, sprawiła, że w obudowach nie widujemy już potężnych klatek na kilka nośników 3,5 cala. Ba, obecnie w niektórych modelach producent przewidział montaż 3,5-calowego dysku tylko w jednym miejscu. Czy to dobrze? Zależy. Bo z jednej strony otrzymujemy więcej miejsca na inne podzespoły. Z drugiej niektórzy użytkownicy nadal potrzebują dużego magazynu danych.
W jednej ze swoich rolek na Facebooku zapytałem naszą społeczność czy uważają, że klatki na dyski 3,5 cala powinny już na dobre odejść. W rezultacie pojawiło się mnóstwo komentarzy, w których ludzie tłumaczyli, że są one nadal potrzebne, i że sami używają HDD. Zmniejszenie ilości takich klatek dało raczej więcej plusów niż minusów w dobie nośników M.2. Niemniej ich kompletne porzucenie byłoby błędem i użytkownicy raczej spoglądają na taki pomysł z niechęcią.
Wincyj Leduf
Era na podświetlanie komputerów od wewnątrz rozwijała się stopniowo wraz z innymi zmianami. Głównym czynnikiem było zastąpienie plexi panelem ze szkła hartowanego, które potęgowało efekt. Kiedy LED-y dopiero zaczynały być popularne, częstym sposobem na ich dodanie był zakup jednego lub dwóch pasków z diodami. Później nadeszła era podświetlanych wentylatorów. Początkowo dostawaliśmy zwykłe diody RGB. Był taki okres, kiedy producenci dołączali specjalny kontroler, bo w tamtym okresie posiadanie przez płytę główną odpowiedniego złącza nie było oczywistością. Z czasem producenci płyt dostosowali się do trendu, wprowadzając najpierw 4-pinowe złącza RGB, by potem uzupełnić je 3-pinowymi ARGB. Oba te rozwiązania istnieją równolegle.
No właśnie, adresowalne diody RGB. Dziś są już standardem w wielu gamingowych komputerach. Systemy synchronizacji podświetlenia i zarządzania nim również stały się lepsze. Ewolucja LED-ów na przestrzeni ostatnich 10 lat była bardzo widoczna. Dziś świeci się już praktycznie wszystko, nie tylko obudowy. Ale na dobrą sprawę to od nich wszystko się zaczęło, bo jaki sens miałyby kolorowe diody wewnątrz komputera, gdyby nie zaczęto stosować szklanych paneli bocznych?
Stawiamy na przepływ powietrza
Porzucenie zatok 5,25 cala pozwoliło tworzyć fronty o jeszcze większej perforacji. To rzecz jasna pozytywnie wpłynęło na przepływ powietrza. Zwłaszcza, że w klasycznych modelach wieżowych można było dzięki temu stosować już trzy wentylatory na przodzie, a nie tylko dwa. Obudowy typu airflow są dziś normą. Pamiętam jednak ewolucję tego rozwiązania. Sam uległem w pewnym okresie modzie na przepływ powietrza i kupiłem swoją pierwszą obudowę z mocno podziurkowanym frontem. Naprawdę nie żałowałem, bo pomimo niewielkiej kubatury była w stanie nieźle chłodzić podzespoły.
Nadejście mody na jak najefektywniejszy przepływ powietrza to najlepsze, co spotkało obudowy komputerowe w ostatniej dekadzie. Użytkownicy wreszcie dostali produkty, które w znacznym stopniu wspomagają chłodzenie karty graficznej, procesora oraz innych elementów zestawu. Od stosunkowo niedawna równolegle panuje jednak inny trend. Chodzi o maksymalne przeszklenie, które kłóci się z powiedzmy doniośle „filozofią airflow”.
Akwarium na biurku to nowa moda
Kończąc poprzednią myśl o obudowach typu airflow, wspomniałem o nowym trendzie na jak największą ilość szkła. Obudowy tego typu są prześmiewczo nazywane „akwariami”. Najprościej mówiąc, to konstrukcje z więcej niż jednym szklanym panelem. Sprawa jest o tyle ciekawa, że już sama ich budowa uniemożliwia w pełni poprawny przepływ powietrza. Nie mamy bowiem wentylatorów na przodzie, które owiewają podzespoły chłodnym powietrzem z zewnątrz. Zamiast tego producenci umieszczają wentylatory na bocznej ściance (albo robią tam na nie miejsce). Efekt? Zamiast na podzespoły, wieją na szklany panel boczny po drugiej stronie. Zero pędu powietrza i cierpi airflow. To zjawisko jest o tyle ciekawe, bo pokazuje, dokąd aktualnie doszliśmy. Liczy się już niekoniecznie wydajność chłodzenia, a wygląd. I to właśnie prezencja zestawu jest często stawiana na pierwszym miejscu.
Obudowy PC są dziś bardzo dopracowane
Przez tyle lat producenci dobrze nauczyli się, czego wymagają od nich użytkownicy i na co uwagę zwracają recenzenci. Takim sposobem dziś w naprawdę wielu obudowach nie ma problemu z estetycznym poprowadzeniem kabli. No chyba, że kupimy bardzo tani model. Do tego doszedł nam bezśrubkowy montaż paneli bocznych, który przyspiesza składanie czy każde czyszczenie. Na przestrzeni lat wzrosła także kompatybilność z systemami chłodzenia cieczą. Dziś chłodnicę 360 mm zmieścimy nawet w stosunkowo tanich obudowach.
Wybierając nieco droższy model, często otrzymujemy też filtry siateczkowe, które skuteczniej chronią przed kurzem niż te klasyczne z dużymi oczkami. Czasem do kompletu dostajemy także regulowaną podpórkę pod kartę graficzną albo opcję pionowego montażu GPU. Podsumowując, dążę do tego, że w ciągu ostatnich 10 lat jakość obudów oraz świadomość producentów w zakresie tego, co naprawdę jest potrzebne, znacząco wzrosły. I to zdecydowanie cieszy.
Część rzeczy zniknęła, pojawiły się nowe i jak doskonale widać, w świecie obudów komputerowych również panują jakieś trendy. Aktualnie mamy modę na jak największą ilość szkła hartowanego. Co będzie dalej? Może szersze wykorzystywanie małych ekranów, które być może zagoszczą także w bardziej przystępnych cenowo modelach.
Autor: Krystian Ławniczak, redaktor ITHardware, odpowiedzialny za obudowy PC
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

_b5bc45cda6.jpg)




_c2809950dd.jpg)


Pokaż / Dodaj komentarze do:
10 lat rynku obudów. Wypiękniały nam te skrzynki