Koniec telefonów. 10 lat, które zmieniły wszystko


Koniec telefonów. 10 lat, które zmieniły wszystko

Pamiętacie jeszcze, z jakiego smartfona korzystaliście w 2016 roku? Ja nie miałam bladego pojęcia, ale szybko znalazłam dla siebie usprawiedliwienie - na naszej stronie znajdziecie ponad 90 przetestowanych przeze mnie telefonów, co uwzględniając mój staż w redakcji oznacza, że średnio co 2 tygodnie miałam nowy. Tego po prostu nie da się zapamiętać, kiedy więc z okazji 10-lecia ITHardware.pl szefowi zebrało się na wspominki, potrzebowałam odświeżenia pamięci… myśl, Karola, myśl… i wymyśliłam. 

Zdjęcia Google nie zapominają, więc kilka kliknięć i okazało się, że w moim przypadku była to Lumia 650. No przecież, jak mogłam zapomnieć… i z miejsca wróciła złość na osobę, która podjęła decyzję o zamknięciu projektu razem z moim ukochanym Windows Phonem. A mówiąc zupełnie poważnie, dziś pewnie nie uznałabym go za najlepszy możliwy system operacyjny, ale trudno o lepszy punkt wyjścia do rozmowy o tym, co zmieniło się w branży smartfonów w ciągu ostatniej dekady, niż OS i producent, którzy z niej w tym czasie zniknęli. 

Kiedy więc z okazji 10-lecia ITHardware.pl szefowi zebrało się na wspominki, potrzebowałam odświeżenia pamięci… myśl, Karola, myśl… i wymyśliłam. Zdjęcia Google nie zapominają, w moim przypadku była to Lumia 650.

Upadki i wzloty

I chociaż było to jedno z najgłośniejszych pożegnań, to wcale nie jedyne. Podobną decyzję podjęło też kilka innych znanych marek, m.in. LG czy Asus (dosłownie przed chwilą). Inne zostały w międzyczasie reaktywowane, a jeszcze kolejne przejęte przez chińskie przedsiębiorstwa, ale w rzeczywistości nie mają większego znaczenia w branży. Nie to co młodsze firmy, które w tym czasie zadebiutowały i do dziś radzą sobie świetnie, jak realme czy Nothing albo giganci, którzy postanowili spróbować swoich sił w nowym sektorze, jak Google i jego Pixele. I chociaż globalna dominacja Samsunga i Apple została utrzymana, to konkurencja wywiera na liderów coraz większą presję. Ba, powiedziałabym nawet, że to ona napędzała większość innowacji, jakich doczekaliśmy się w tym czasie. 

Widać coś w końcu?

Ekrany smartfonów to zdecydowanie jeden z tych elementów, które w ciągu ostatnich lat zmieniły się najbardziej. Przeszliśmy bowiem daleką drogę od paneli LCD o przeciętnej jasności, niskiej rozdzielczości i częstotliwości odświeżania do ekranów OLED w praktycznie w wszystkich segmentach cenowych. Do tego na dobre pożegnaliśmy grube ramki wokół ekranu czy ogromne wycięcia na kamerkę przednią i przywitaliśmy zupełnie nową kategorię urządzeń, a mianowicie składane smartfony z elastycznymi wyświetlaczami. 

I to akurat jedna z niewielu innowacji, za której obecną kondycję odpowiadają nie chińscy producenci, ale Samsung. Odważna decyzja o wydaniu bardzo drogich w momencie debiutu Galaxy Z Flip i Galaxy Z Fold się opłaciła, bo to właśnie te modele do dziś cieszą się największym uznaniem użytkowników. A kiedy spóźnieni na start konkurencji zaczęli niebezpiecznie gonić, Samsung zapowiedział smartfon składany dwa razy i znowu pozamiatał, a przynajmniej tak sugeruje przedpremierowo wyprzedany w ciągu zaledwie 1 dni Galaxy Z TriFold. 

Dawaj więcej megapikseli i AI

Jeszcze dekadę temu wartość aparatu mierzono głównie liczbą megapikseli, a dziś żyjemy w czasach, gdzie mamy w zwyczaju powtarzać, że cyferki to nie wszystko, bo trzeba umieć je wykorzystać. Nie da się jednak ukryć, że w fotografii mobilnej w ciągu ostatniej dekady nastąpił niewiarygodny wręcz postęp - wystarczy tylko uświadomić sobie, jak dawno nie mieliśmy w rękach klasycznego aparatu. Obecnie większość smartfonów premium oferuje zestawy co najmniej trzech obiektywów, w tym teleobiektyw, a połączenie algorytmów sztucznej inteligencji z coraz większymi sensorami sprawia, że smartfony robiąc coraz lepsze zdjęcia, również w trudnych warunkach oświetleniowych. 

I jeszcze więcej AI

Ale na tym nie kończy się udział AI w mobilnej fotografii (dziś standardem są też liczne narzędzia do poprawiania zdjęć, np. usuwania z nich ludzi, którzy "psują" nam zdjęcia z wakacji) i smartfonach w ogóle. Bo w końcu przestała być ona jedynie marketingowym hasłem i stała się realnym elementem OS, który przewiduje zachowania użytkownika i optymalizuje działanie urządzenia do jego preferencji i nawyków. Albo działania samego użytkownika, bo algorytmy sugerują aplikacje, przypominają o spotkaniach, pozwalają na tłumaczenia w czasie rzeczywistym, podsumowują wiadomości, generują odpowiedzi na zadane pytania czy układają nasze grafiki. To już nieprawdziwi-prawdziwi asystenci, bez których czujemy się jak bez ręki. 

Mam tę moc

Mam graniczące z pewnością wrażenie, że niebezpiecznie zbliżam się do limitu 6 tys. znaków, jakie mam do dyspozycji w tym tekście (kto to w ogóle wymyślił?), więc z podzespołami muszę na krótko. Zamiast 2-4 GB pamięci RAM w modelach flagowych dostajemy dziś nawet 16 GB i to dużo szybszej, a ze smartfonów zniknęły sloty na karty pamięci microSD (i złącza na słuchawki!), ale nic straconego, bo pamięć wewnętrzna też zmieniła standard na szybszy, a poza większość z nas i tak korzysta z chmury. 

Jeśli chodzi o procesory, to zamiast produkowanych w 14-16 nm procesie, topowe jednostki wykonuje się w 3-4 nm. Wyspecjalizowane rdzenie AI, systemy uczenia maszynowego oraz sprzętowa akceleracja zadań sprawiły, że smartfony zaczęły przejmować funkcje, które wcześniej wymagały komputerów. Po drodze zmieniły się też standardy łączności (i doczekaliśmy się eSIM), ale to nie zasługa producentów smartfonów.

Nie zmieniły się za to zbyt małe baterie. No dobra, coś tam ostatnio w temacie ruszyło, ale dosłownie ostatnio. Dużo więcej działo się w zakresie szybkości ładowania, bo chociaż część producentów (tak, Apple i Samsung) wciąż przekonuje nas, że 35W to szybko, to prawdziwie szybko robi się to po chińsku, gdzie widujemy nawet 240W i ładowanie telefonu do pełna w 15 minut.

Ostatnie 10 lat w świecie smartfonów to okres głębokich przemian, które dotknęły niemal wszystkich aspektów tych urządzeń. Efekt? Zamiast telefonów nosimy w kieszeniach multimedialne centra zarządzania wszechświatem, a przynajmniej tym naszym.

Podsumowując, ostatnie 10 lat w świecie smartfonów to okres głębokich przemian, które dotknęły niemal wszystkich aspektów tych urządzeń. Efekt? Zamiast telefonów, za pomocą których prowadziliśmy rozmowy, wysyłaliśmy wiadomości czy przeglądaliśmy internet, nosimy w kieszeniach multimedialne centra zarządzania wszechświatem, a przynajmniej tym naszym, bez których trudno wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie. 

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Koniec telefonów. 10 lat, które zmieniły wszystko
 0