Korporacje chciały doić klientów. No to przyszła AI i kopnęła wiadro

Publicystyka Oprogramowanie Obserwuj nas w Google

Korporacje chciały doić klientów. No to przyszła AI i kopnęła wiadro

To niesamowite jak wiele zawdzięczamy już branży AI. Przecież oprócz zapaści na rynku pracy i podzespołów komputerowych, przyniosła nam również możliwość generowania zdjęć i filmów ze śmiesznymi kotkami, zużywania w ekspresowym tempie kluczowych ziemskich zasobów, czy nawet możliwość szczerej konwersacji z programem udającym ludzkie odruchy. Takie przykłady można by mnożyć, a do tego trzeba teraz dodać kryzys na rynku oprogramowania. I to stwierdzenie w żadnym wypadku nie jest przesadzone.

Żeby nie było, że jestem jakimś wyjątkowym "ejajowym" malkontentem - doceniam potencjalne zalety tej technologii, bacznie się przyglądam jej rozwojowi, sam z niej korzystam, ale nie sposób nie widzieć tego, że jest ona w większości przypadków wykorzystywana w zły, głupi bądź szkodliwy sposób (albo wszystko na raz).

Przyglądanie się rozwojowi AI bywa nie tylko ciekawe, ale czasami nawet zabawne. Ze swojej strony widzę między innymi jak przebiega rozwój chatbotów AI, które z jednej strony wciąż ewoluują, a z drugiej widzę jak darmowe modele, czy też te wykorzystywane w najtańszych wersjach abonamentów głupieją na potęgę. Zapewne spowodowane jest to oszczędnościami gigantów AI, które nie chcą marnować mocy obliczeniowej na coś co nie przynosi im zysków (bądź przynosi niewielkie). Wczoraj na przykład konwersowałem z Gemini i poprosiłem o pomoc w rozwiązaniu problemu w grze. Chodziło o zagadkę polegającą na przełączaniu dźwigni w odpowiedniej kolejności. Chatbot podał mi rozwiązanie "3, 1 i 2" z którego skorzystałem, ale okazało się, że jest błędne. Po wytknięciu tego botowi, otrzymałem odpowiedź, że muszę coś robić źle, bo przecież liczne źródła podają, że podana przez niego kolejność "2, 3 i 1" jest prawidłowa… Na tym etapie rozwoju ta technologia faktycznie nadaje się tylko do generowania filmów ze śmiesznymi kotkami. Ale oczywiście szybko się to zmienia - chociaż nie w darmowych, czy najtańszych modelach.

O co chodzi z tą zapaścią na rynku oprogramowania?

Tutaj na scenę wchodzi Anthropic ze swoim Claude, który już od jakiegoś czasu jest aktywnie wykorzystywany przy tworzeniu kopii znanych aplikacji użytkowych. Pałę goryczy (jak mawiał Foltest) przegięła informacja o dodatku do Claude Code o nazwie REA, czyli Reverse Engineer Anything. Nie powiem - sam pomysł w założeniu doskonały, bo są to zastosowania w których AI naprawdę błyszczy i może realnie przyśpieszyć pracę programistów. Ale…wsteczna inżynieria pozwala nam na sklonowanie praktycznie dowolnego programu. No i lawina ruszyła.

ArtCraft

Bomba wybuchła gdy projekt oprogramowania open-source ArtCraft zaprezentował swoje darmowe odpowiedniki najpopularniejszych programów Adobe, czyli Photoshopa, Premiere Pro, Lightrooma, AfterEffects i Ilustratora. Ale zaraz, przecież chyba po kodzie widać, że został skopiowany? Otóż nie, bo został od nowa napisany w RUST - właśnie po to, by uniknąć pozwów prawa autorskiego. Ponoć twórca uruchamiał równocześnie do 8 równoległych agentów AI, aby pisać kilka programów jednocześnie. Długo nie trzeba było czekać na podobny krok, tym razem dotyczący oprogramowania Microsoft, czyli Worda, PowerPointa Excella. Czy te darmowe odpowiedniki mają 100% funkcjonalności oryginałów. Ponoć jeszcze nie, ale prace postępują.

Dla porządku warto podkreślić, że twórca (twórcy) podczas pracy wykorzystali Claude Opus i Claude Code, natomiast nie ma potwierdzenia, że wykorzystano również REA. Faktem jest natomiast to, że sztuczna inteligencja pozwoliła w ekspresowym tempie stworzyć kopię popularnych programów.

Sam software to nie wszystko

Bo program można już łatwo sklonować, ale z całym biznesem i jego otoczką tak łatwo nie będzie. To oczywiście nie jest tak, że użytkownicy programów Adobe kochają tę firmę szczerą miłością i z dziką rozkoszą opłacają wysoki comiesięczny abonament. Firma uzależniła ich od siebie przez liczną sieć powiązań całego ekosystemu (chmura, przenoszenie projektów pomiędzy programami itp.) i nie mogą oni tak po prostu wyrzucić oprogramowanie Adobe do kosza i zacząć korzystać z darmowych wersji ArtCraft - nawet gdyby chcieli.

To nie musi być zła technologia

Samo zastosowanie AI nie musi oznaczać czegoś złego. Jasno pokazał to Epic, chociaż i tak spotkał się z krytyką, tylko za sam fakt skorzystania z narzędzi AI. Chodzi o ulepszenia klienta Epic Games, co dzięki wsparciu AI udało się zrobić w znacznie krótszym czasie. Spekuluje się, że AI maczało także swoje cyfrowe paluchy w powstaniu Fortnite na Linuxa. Takie wykorzystanie AI to ja szanuję, chociaż kryje się tu wiele pułapek.

Fortnite na Linuksa

Przecież Epic nie jest jedyną firmą wykorzystującą AI do naprawy swojego oprogramowania. Na drugim biegunie jest choćby Microsoft, który w zapale wykorzystywania sztucznej inteligencji do absolutnie wszystkiego, zrobił z najpopularniejszego systemu operacyjnego na świecie pośmiewisko, które wkrótce może nie nadawać się do niczego. Poprawki AI podkopały same fundamenty tego OS i podstawowe rzeczy sypią się już od dłuższego czasu. Nawet nie mówię już o zwisach, czy o takich błędach jak zepsuciu obsługi Wi-Fi, ale o tym, że niedawno przenosząc mały plik z jednego katalogu do drugiego (w obrębie tego samego dysku i partycji), zniknął mi on w ogóle z systemu na kilka minut - nie było go ani lokalizacji pierwotnej ani w docelowej, ani nawet w koszu. Myślałem już, że pożegnałem się z nim na zawsze. Windows 11 nie można już ufać wykonując absolutnie podstawowe zadania i myślę, że mogę wskazać palcem winnego. Mamy też do czynienia z wysypem naprawdę kiepskich remasterów gier wykonanych przez AI.

Z drugiej strony mamy wysyp darmowego oprogramowania, poprawek i modów do gier, aplikacji fanów, które pozwalają uruchamiać choćby generowanie klatek, skalowanie DLSS, czy wręcz obsługę DLSS 5 na kartach graficznych, na których producent zablokował ich działanie. Dzięki AI ten segment rynku ruszył z kopyta, co nas - entuzjastów - bardzo cieszy, ale producentom oprogramowania i sprzętu wcale się nie podoba. Nagle sens kupna GeForce RTX 5000 do Multi Frame Generation przestał być tak interesujący, bo przecież dzięki darmowym aplikacjom możemy sobie odblokować tę funkcję na kartach graficznych.

Oczywiście w niektórych przypadkach takie działanie może być wątpliwe prawnie, czy wręcz moralnie. Giganci stojący za biznesem AI już dawno przestali się przejmować taką drobnostką jak prawa autorskie, bo było to po prostu dla nich niewygodne. Wkrótce może się jednak okazać, że jest to niezwykle istotna kwestia - oczywiście w przypadku, gdy to nie oni kradną krowę, tylko ktoś kradnie im.

Sukcesy związane z AI - bo są

Bo nie da się ukryć, że są i pozytywy. Leku na raka jeszcze nie mamy, ale ze wsparciem AI udało się znaleźć nowe kombinacje leków nowotworowych (niesprawdzone jeszcze w badaniach klinicznych), zaprojektować przeciwciała wiążące białko koronawirusa, stworzyć model do analizy zderzeń cząstek, projektować nowe sekwencje białkowe, czy w końcu sprawdzać istniejące teorie (między innymi dowód Wielkiego Twierdzenia Fermata) - co zresztą wywołało ostatnio tornado w środowisku naukowym. To wszystko oczywiście jest wsparciem ludzkich dokonań na podstawie badań naukowców - jak na razie nie mieliśmy do czynienia z sytuacją, żeby AI samodzielnie (i eksperymentalnie) potwierdziła jakąś wielką teorię fizyczną.

Ilustracje do tekstu oczywiście zostały wygenerowane przez AI.

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Korporacje chciały doić klientów. No to przyszła AI i kopnęła wiadro
 0