Zeszły rok był kolejnym bardzo udanym w segmencie robotów sprzątających i urządzenia takie znajdują się już w co szóstym gospodarstwie domowym. Wzrost sprzedaży, rosnąca wartość segmentu premium i wyraźne przesunięcie w stronę hybrydowych konstrukcji pokazują, że Polacy oswoili się z ideą autonomicznego sprzątania. Jednak upowszechnienie urządzeń nie oznacza jeszcze pełnej gotowości do oddania im kontroli nad codziennym sprzątaniem.
Roboty sprzątające to najpowszechniejsze określenie tej kategorii urządzeń, które upowszechniło się wraz z pierwszymi modelami, takimi jak iRobot Roomba, na początku nowego tysiąclecia. Później częściej używano nazwy „roboty odkurzające”, co precyzyjniej oddawało ich funkcjonalność, ograniczoną wówczas do zbierania kurzu. W kolejnym etapie pojawiło się określenie „inteligentne odkurzacze”, podkreślające integrację z systemami smart home, sterowanie aplikacją czy nawigację laserową. Dziś dominują konstrukcje łączące odkurzanie z mopowaniem, dlatego coraz częściej mówi się o robotach sprzątających 2w1 lub hybrydowych.
Wzrost wolumenu i jeszcze szybszy wzrost wartości rynku pokazują, że rośnie nie tylko liczba użytkowników, lecz także średnia cena wybieranych urządzeń. Coraz większy udział w sprzedaży mają modele łączące odkurzanie z mopowaniem oraz konstrukcje wyposażone w rozbudowane stacje ograniczające obsługę ręczną. Równolegle rośnie konkurencja, różnice funkcjonalne zaczęły się zacierać. Rośnie znaczenie jakości wykonania, stabilności działania aplikacji czy zaplecza serwisowego. Coraz większe znaczenie mają opinie innych użytkowników, dostępność części eksploatacyjnych i przewidywalność serwisu. Integracja z systemem inteligentnego domu staje się standardem, ale w praktyce kluczowe pozostają niezawodność działania i realna oszczędność czasu.
Rynek znajduje się więc jednocześnie w fazie ciągłego wzrostu i funkcjonalnej ewolucji urządzeń. Poziom penetracji gospodarstw domowych pokazuje, że przestrzeń do dalszego rozwoju pozostaje znacząca, a kierunek zmian wyznacza rosnąca autonomia urządzeń oraz ograniczanie ręcznej obsługi.
Robot w co szóstym domu. Skala rynku i jego dynamika
Niestety nie sposób jednoznacznie oszacować kondycji tego segmentu rynku. Według jednych, największy boom jest już za nami.
- W ujęciu rynkowym dominowała stabilizacja, wynikającą z konkurencji cenowej i mniejszej liczby przełomowych premier – mówi Paweł Kanonik, dyrektor ds. sprzedaży COBBO Robotics. - W latach 2023–2024 dynamika była wyższa, bo kategoria była napędzana szybkim wzrostem adopcji oraz nowościami typu stacje samoobsługowe, wysoka siła ssania czy lepsze systemy omijania przeszkód. W 2025 te rozwiązania stały się powszechne, a różnice między produktami zaczęły się zacierać, większość urządzeń ma siłę ssania wyższą niż realnie jest potrzebna do skutecznego odkurzania.
Z kolei zdaniem szefa Roborock, który powołuje się na wyniki badania konsumenckiego przeprowadzonego na zlecenie Roborock przez firmę badawczą ARC Rynek i Opinia, miniony rok należał do bardzo udanych, bo jak inaczej interpretować takie dane?
- Rok 2025 był bardzo dobrym okresem dla rynku inteligentnych odkurzaczy w Polsce – zarówno pod względem wolumenu, jak i wartości. Całkowita sprzedaż osiągnęła poziom około 600 tys. sztuk, co oznacza wzrost rok do roku na poziomie ok. 53 proc., natomiast wartość rynku przekroczyła 260 mln euro, rosnąc o około 69 proc. r/r. Szczególnie silna dynamika była widoczna w wyższych segmentach cenowych – urządzenia wyceniane powyżej 800 euro odnotowały ponad 100 proc. wzrost rok do roku - mówi Luciano Zhang, Country Manager Roborock.
Różnica między tempem wzrostu wolumenu a wartości oznacza automatycznie zmianę struktury sprzedaży. Coraz większa część rynku przypada na modele droższe, łączące odkurzanie z mopowaniem oraz wyposażone w stacje dokujące ograniczające obsługę ręczną.
Również szef polskiego oddziału MOVA uważa, że krajowy rynek jest ciągle na fali wznoszącej i na takiej pozostanie.
- W 2025 roku polski rynek inteligentnych odkurzaczy wciąż wykazywał duży potencjał wzrostu. Choć w miastach urządzenia te stają się powoli standardem, w segmencie domów jednorodzinnych i dużych metraży nadal widzimy ogromną przestrzeń do zagospodarowania – twierdzi Evan Lyu, Country Manager w polskim oddziale MOVA.
Przedstawiciel MOVA zwraca też uwagę na specyficzne, spersonalizowane potrzeby wynikające z typu gospodarstwa domowego.
- Mieszkańcy bloków stawiają na kompaktowość i cichą pracę, natomiast właściciele domów szukają wydajnych baterii i systemów, które bezbłędnie radzą sobie z sierścią zwierząt na dużych powierzchniach – dodaje Evan Lyu.
Poziom penetracji rynku wynosi obecnie 16 proc., co przekłada się na obecność robota w co szóstym polskim gospodarstwie domowym. Czy to dużo czy mało? W Norwegii wskaźnik ten sięga około 26 proc., w Wielkiej Brytanii około 11 proc. (wg nieoficjalnych danych z 2025 r.). Polska znajduje się więc w środku europejskiej stawki – kategoria jest już masowa, ale daleka od pełnego nasycenia. Co warte podkreślenia, silny wzrost to nie tylko efekt nowych nabywców.
Wzrost wolumenu i jeszcze szybszy wzrost wartości rynku pokazują, że rośnie nie tylko liczba użytkowników, lecz także średnia cena wybieranych urządzeń.
- Wielu użytkowników wymienia i modernizuje swoje pierwsze roboty - wskazuje Joao Castro, Head of Sales Eastern Europe w Ecovacs.
Dane dotyczące sposobu użytkowania pokazują, że roboty wciąż pełnią rolę wsparcia, a nie całkowitego zastępstwa tradycyjnego sprzątania. To pozostawia przestrzeń do dalszego wzrostu sprzedaży modeli oferujących większą samodzielność i ograniczenie ingerencji użytkownika do minimum.
Od odkurzacza do hybrydy. Rynek wybiera „2 w 1”
Jeszcze kilka lat temu robot sprzątający kojarzył się przede wszystkim z autonomicznym odkurzaczem. Funkcja mopowania była dodatkiem, często traktowanym jako element marketingowy, a nie realna alternatywa dla ręcznego mycia podłóg. Dziś sytuacja wygląda inaczej - modele łączące odkurzanie z mopowaniem stały się dominującym wyborem, a konstrukcje ograniczone wyłącznie do zbierania kurzu wyraźnie tracą na znaczeniu.
- Hybrydy są obecnie głównym motorem wzrostu, zwłaszcza tam, gdzie mopowanie jest skuteczne. W polskich gospodarstwach domowych powszechne są twarde podłogi - panele i płytki - dlatego wydajność i skuteczność mopowania stają się ważniejszym czynnikiem decydującym o zakupie niż sama moc ssania - mówi Joao Castro.
Zmiana dotyczy nie tylko samego łączenia funkcji, ale również sposobu ich realizacji. Coraz większą rolę odgrywają rozwiązania zwiększające nacisk mopa, podnoszenie go na dywanach czy czyszczenie krawędzi przy listwach. W wyższych segmentach standardem stają się wielofunkcyjne stacje dokujące, które nie tylko opróżniają pojemnik na kurz, lecz także myją i suszą elementy mopujące, ograniczając obsługę ręczną do minimum.
Wraz z upowszechnieniem się funkcji mopowania rośnie też znaczenie higieny i wygody. Producenci rozwijają systemy mycia oparte na obiegu czystej wody czy rolkowych modułach czyszczących, które mają zapewnić bardziej równomierne doczyszczanie powierzchni. Standardem rynkowym stają się roboty hybrydowe, a w segmencie zaawansowanym kluczowe są systemy oparte na precyzyjnym rozpoznawaniu przeszkód oraz wysoki poziom autonomii. Użytkownicy oczekują, że urządzenie będzie działało niemal bezobsługowo i dopasuje sposób pracy do rodzaju nawierzchni.
Jeszcze kilka lat temu robot sprzątający kojarzył się przede wszystkim z autonomicznym odkurzaczem.
Rozszerzanie funkcjonalności nie oznacza jednak wyłącznie zwiększania liczby parametrów. Kierunek rozwoju jest wyraźny: ograniczenie liczby czynności wykonywanych przez użytkownika. Samoczynne opróżnianie pojemnika, mycie mopów w trakcie pracy czy automatyczny powrót do stacji w celu konserwacji przestają być wyróżnikiem pojedynczych modeli, a stają się elementem oczekiwanym w coraz szerszym segmencie cenowym.
To największa zmiana w tej kategorii - od prostego wsparcia przy odkurzaniu do rozwiązania, które samodzielnie uczestniczy w całym procesie utrzymania czystości. Robot nie jest już tylko sposobem na uniknięcie jednej uciążliwej czynności, lecz urządzeniem, które regularnie przejmuje część obowiązków domowych, odciążając użytkownika nie tylko operacyjnie, ale również organizacyjnie -poprzez planowanie, harmonogramy i powtarzalność działania.
Dojrzały konsument. Opinie, cena i serwis ważniejsze niż logo
Wraz ze wzrostem skali rynku zmienia się sposób podejmowania decyzji zakupowych. Robot sprzątający przestaje być impulsem lub elementem sezonowej promocji, a staje się urządzeniem wybieranym świadomie -po analizie funkcji, kosztów eksploatacji i opinii innych użytkowników. Marka, choć nadal obecna w świadomości klientów, nie jest już czynnikiem dominującym.
Ze wspomnianego badania ARC Rynek i Opinia wynika, że część użytkowników nie potrafi wskazać producenta posiadanego urządzenia, co pokazuje, że w tej kategorii większe znaczenie ma doświadczenie użytkowe niż rozpoznawalność logotypu. Liczy się skuteczność sprzątania, stabilność działania aplikacji i przewidywalność pracy w codziennych warunkach.
Producenci rozwijają systemy mycia oparte na obiegu czystej wody czy rolkowych modułach czyszczących, które mają zapewnić bardziej równomierne doczyszczanie powierzchni.
- Konsumenci są dziś znacznie bardziej świadomi. Coraz częściej pytają o serwis i realne wsparcie po zakupie, a nie tylko o samą specyfikację urządzenia -mówi Paweł Kanonik.
Wrażliwość cenowa pozostaje istotna. Najczęściej akceptowany przedział zakupowy mieści się w granicach 1500–2000 zł, co tłumaczy silną konkurencję w segmencie średnim. Jednocześnie rośnie grupa klientów skłonnych dopłacić do większej autonomii i wygody, o ile różnica funkcjonalna realnie przekłada się na codzienne użytkowanie. Coraz częściej klienci czekają na przeceny i pierwsze opinie użytkowników.
Dojrzałość rynku widać również w tym, że potrzeby różnią się w zależności od typu nieruchomości. Innych parametrów oczekują właściciele niewielkich mieszkań, a innych użytkownicy domów jednorodzinnych, dla których znaczenie ma wydajność pracy na większej powierzchni i możliwość obsługi wielu kondygnacji. Robot przestaje być uniwersalnym gadżetem, a staje się urządzeniem dobieranym do konkretnej przestrzeni.
Autonomia w praktyce. Między deklaracją a codziennym użyciem
Rosnąca funkcjonalność i większa świadomość użytkowników nie oznaczają jeszcze pełnego zaufania do automatyzacji. Choć roboty oferują harmonogramy, mapowanie pomieszczeń i rozpoznawanie przeszkód, znaczna część właścicieli nadal uruchamia je ręcznie. Wynika to z ostrożności oraz obaw związanych z ewentualnym uszkodzeniem mebli, wjechaniem na przewody czy problemami na progach i schodach. Autonomia jest oczekiwana, ale musi być przewidywalna. Integracja z systemem inteligentnego domu staje się standardem, jednak w praktyce najczęściej wykorzystywane pozostają harmonogramy i podstawowe funkcje aplikacji. Główną barierą nie jest brak funkcji, lecz poziom zaufania do ich niezawodności. To właśnie poprawa skuteczności rozpoznawania przeszkód i ograniczenie przypadkowych błędów będzie jednym z kluczowych elementów dalszego rozwoju kategorii.
Co dalej? Wymiany i drugi cykl zakupowy
W kolejnych latach kierunek rozwoju pozostanie wyraźny. Roboty będą stopniowo przejmować kolejne elementy procesu sprzątania, działając coraz bardziej w tle i coraz rzadziej wymagając interwencji użytkownika. Stacje dokujące staną się centrum całego ekosystemu – nie tylko opróżniając pojemnik czy myjąc mopy, ale także dbając o konserwację elementów roboczych, uzupełnianie wody czy diagnostykę urządzenia. Równolegle poprawi się rozpoznawanie otoczenia: bardziej zaawansowane systemy wizyjne i modele AI pozwolą robotom pewniej poruszać się w trudnych warunkach, omijać przeszkody i dostosowywać sposób pracy do rodzaju powierzchni.
Integracja z systemem inteligentnego domu staje się standardem, jednak w praktyce najczęściej wykorzystywane pozostają harmonogramy i podstawowe funkcje aplikacji
Wraz z rosnącą autonomią zwiększy się też integracja z inteligentnym domem. Robot nie będzie już działał wyłącznie według harmonogramu, lecz w kontekście codziennego życia domowników -reagując na ich obecność, tryb nocny czy aktywność innych urządzeń. Funkcje, które dziś są zarezerwowane dla segmentu premium, będą stopniowo trafiać do średniej półki, a użytkownicy zaczną oczekiwać nie tyle większej mocy czy liczby trybów, ile przewidywalności, cichej pracy i niskich kosztów eksploatacji.
W dłuższej perspektywie robot sprzątający będzie zmierzał w stronę urządzenia, które działa niemal niezauważalnie -regularnie, samodzielnie i bez konieczności przygotowywania mieszkania przed każdym cyklem. To właśnie poziom autonomii, a nie pojedyncze parametry techniczne, stanie się głównym wyróżnikiem kolejnych generacji. Rynek dojrzewa, ale jego potencjał wciąż jest daleki od wyczerpania.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!









Pokaż / Dodaj komentarze do:
Robot w co szóstym domu. Polski rynek odkurzaczy autonomicznych dojrzewa