Od Samsunga i LG do Della i iiyamy. Historia polskiego rynku monitorów


Od Samsunga i LG do Della i iiyamy. Historia polskiego rynku monitorów

Gdy w 2015 r. powstał ITHardware, na rynku monitorów rozpoczęło się historyczne przetasowanie wśród producentów. Panujący przez lata Samsung i LG zaczęli ustępować miejsca Dellowi, HP i Lenovo, a w ostatnich latach do tej czołówki dołączyła także iiyama - marka, która kiedyś była jednym z wielu graczy, a dziś depcze liderom po piętach.

Rynek monitorów to jeden z najbardziej nieoczywistych segmentów w całej branży komputerowej. Z jednej strony napędzają go niekończące się innowacje - coraz szybsze matryce, coraz wierniejsze odwzorowanie barw, coraz lepsze systemy redukcji smużenia i opóźnień. Z drugiej strony trudno znaleźć produkt bardziej… nierozwojowy. Minie niedługo dwadzieścia lat, odkąd Full HD stało się standardem, i wciąż jest to najczęściej wybierana rozdzielczość. 

Monitory są skazane na sukces. Kiedyś były niezbędnym elementem do komputera stacjonarnego. Gdy popyt na desktopy zaczął topnieć, monitory stały się naturalnym uzupełnieniem laptopa. Gdy rynek notebooków przestał rosnąć przyszła moda na zestawy dwu - i trzymonitorowe, eksplozja pracy wieloekranowej. Jednocześnie stale rosnące wymagania graczy zapewniają popyt na najbardziej wyrafinowane konstrukcje. Efekt? Dziesięć lat temu polski rynek wchłaniał niespełna 900 tys. monitorów rocznie. Dziś - ponad dwa razy tyle.

Na wspomnianą nieoczywistość rynku monitorów składa się jeszcze jeden element – gigantyczne zmiany w strukturze producentów i ich udziałów. W odległej przeszłości podział był prosty: Samsung i LG. Dwaj koreańscy giganci latami wymieniali się pierwszym miejscem, a razem kontrolowali ponad połowę sprzedaży. Cezurą był rok 2015. Jak wiadomo, był to wyjątkowy rok dla branży IT, bo wówczas powstał ITHardware i od tego roku rynek monitorów zaczął się zmieniać pod względem udziałów producentów - zaczęła się epoka DHL - Dell, HP i Lenovo. Dell rósł najszybciej: już w 2017 roku sprzedał 180 tys. monitorów, co przy rynku na poziomie 1,07 mln sztuk dawało mu około 17% udziału. Rok później przekroczył 200 tys., a w 2019 - 300 tys. HP wskoczyło na drugie miejsce i trzymało je długo, Lenovo wspinało się wolniej, ale konsekwentnie.

Aby ktoś zyskiwał, ktoś musi tracić. Samsung w ostatnich latach systematycznie osuwał się w dół, a najbardziej zaskakujący jest upadek LG - marki, która kiedyś otwierała listę, a dziś ledwo zamyka pierwszą dziesiątkę. NEC i BenQ, niegdyś ważni gracze, wypadli z pierwszej dziesiątki.

Dominację grupy DHL można łatwo zrozumieć – marki dominujące w segmencie pecetów zyskują na starcie kredyt zaufania w obszarze monitorów i dostawcy nie zawahali się go użyć. Wspomniana trójka nie wyczerpuje listy marek, które odmieniły obraz struktury rynku monitorów pod względem udziałów w wielkości sprzedaży. Japońska iiyama, tak skromna, że nawet nazwa zaczyna się z małej litery, jest obecna w Polsce od ćwierć wieku - długo była niszowa, bo kojarzona z wysoką jakością i równie wysoką ceną. Rynek był wtedy wrażliwy na każdy grosz, więc iiyama nie miała ambicji dominacji. A jednak, gdy giganci tracili, ona rosła. Powoli, po cichu, konsekwentnie. Aż w zeszłym roku awansowała na drugie miejsce, tracąc do lidera mniej niż jeden punkt procentowy.

Jak to możliwe?

Rynek monitorów jest bezlitosny. Pozycję buduje się latami, ale stracić ją można błyskawicznie - jednym wadliwym modelem, słabym serwisem albo problemami z dostępnością. W przeciwieństwie do innych sprzętów peryferyjnych, jak drukarki czy komponentów jak procesory, płyty główne, w przypadku monitorów marek jest dużo i jest w czym wybierać w przypadku niezadowolenia z posiadanego produktu. Iiyama przetrwała i urosła, bo przez ćwierć wieku nie dała użytkownikom powodu, by się od niej odwrócić.

W tej branży jedna wpadka potrafi zabić markę na lata. My po prostu nie mieliśmy żadnej. Ani z jakością, ani z serwisem, ani z dostępnością. To nie jest magia - to robota u podstaw - Powiedział Mariusz Kuczyński, Dyrektor generalny iiyama Polska .

Do tego dochodzi kilka czynników, które idealnie zagrały z polskim rynkiem: lokalne przedstawicielstwo, szybki serwis door-to-door, stabilna oferta dla biznesu i fakt, że iiyama od zawsze robi tylko monitory. Bez innych produktów, które mogłyby zarówno pomóc, jak i przeszkodzić w budowaniu marki. A przede wszystkim - polski rynek dojrzał. Użytkownicy coraz częściej wybierają jakość, funkcjonalność, a nie atrakcyjną cenę. Im bardziej krajowy rynek dojrzewał, tym więcej był na nim miejsca dla iiyamy.

Z fizyki kwantowej znany jest efekt obserwatora - sama obecność patrzącego potrafi zmienić zachowanie obserwowanego układu. W 2015 r. powstał ITHardware, a w tym samym roku rynek monitorów pod względem udziałów producentów zaczął się przestawiać jak kostki domina. Samsung i LG tracili, Dell, HP i Lenovo rośli, a iiyama wspinała się cierpliwie, plasując się dziś między liderami. Jak widać, rynek IT robi wszystko, by ITHardware miał o czym pisać. Dlatego dalej będziemy obserwować rynek uważnie, zadawać pytania - także te niewygodne - i dbać o to, by przekazywany czytelnikom obraz rynku był tak wierny, szczegółowy i dokładny, jakiego oczekujemy dziś od najlepszych monitorów.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Od Samsunga i LG do Della i iiyamy. Historia polskiego rynku monitorów
 0