Znajdujesz się w sekcji Blogosfera. Zamieszczone tutaj materiały zostały opracowane przez użytkowników serwisu, bądź są owocem samodzielnej pracy redaktorów. Redakcja ITHardware nie ponosi odpowiedzialności za treść poniższej publikacji.

AMD Radeon RX Vega 64, czyli epicki pech drużyny Czerwonych

AMD Radeon RX Vega 64, czyli epicki pech drużyny Czerwonych

Jedna z najgorętszych premier tego roku już za nami. Po wielu miesiącach niecierpliwych oczekiwań i szumnych zapowiedzi wreszcie na światło dzienne wyszedł Radeon RX Vega 64, czyli pierwszy od ponad dwóch lat akcelerator AMD, który zaliczyć można do grona konstrukcji wysokowydajnych. Cóż, rezultaty osiągane przez najnowszego flagowca u wielu internautów wywołały mimowolne kręcenie nosem. Wydajność okazała się jedynie nawiązywać do blisko 16-miesięcznego GeForce'a GTX 1080, a do tego doszło jeszcze niewspółmiernie wysokie zużycie energii i problemy z kulturą pracy wersji referencyjnej. Możecie mnie teraz wytknąć palcem jako wywrotowca, jednak tylko niepoprawni optymiści mogli wierzyć w inny obrót sytuacji. Radeon RX Vega 64 jest bowiem ciekawym przypadkiem produktu realizującego założenia konstrukcyjne inżynierów, ale przegrywającego z aktualną sytuacją rynkową. Dlaczego tak? Tłumaczę.

Flagowiec z przymusu

Pierwszy raz o Radeonie RX Vega szerzej usłyszeliśmy podczas lutowej konferencji "Capsaicin & Cream", gdzie poznaliśmy m.in. nazwę handlową tegoż i garść detali technicznych związanych z technikami renderingu. Tam też Raja Koduri, główny architekt w grupie Radeon, anonsował nadchodzący akcelerator jako konstrukcję na każdą kieszeń, chwaląc się ogólnie pojętą przystępnością. Wszyscy, którzy mieli przyjemność zapoznać się z nadawanym na żywo strumieniem, pamiętają zapewne wywołany rzeczoną deklaracją aplauz. I prawdę powiedziawszy, ciężko było przedstawicielowi Czerwonych nie wierzyć, wszak najdroższą kartą graficzną oferowaną przez nich w tamtym czasie był Radeon RX 480 8 GB z 8 GB pamięci i ceną sugerowaną na poziomie 239 USD. Radeon RX Vega 64, znany wtedy po prostu jako Radeon RX Vega, wedle pierwszych doniesień miał kosztować około 400 USD. To zdecydowanie wyższa kwota, ale wciąż pozwalająca zachować rozsądną ciągłość oferty.

Radeon RX Vega 64 wedle założeń nie miał być flagowcem. Producenta zmusiły do tego problemy z dostępnością pamięci HBM2, windujące cenę.

Na tej podstawie nietrudno wnioskować, że AMD początkowo planowało zaatakować najwyżej pozycję GeForce'a GTX 1070. Mając na uwadze faktyczną wydajność nowości, przedsięwzięcie mogło się udać. Wyższe osiągi w zbliżonej cenie, nawet kosztem gorszej energooszczędności, przekonałyby z pewnością wielu graczy. Zwłaszcza, że zastosowanie pamięci HBM2 miało dodatkowo szanse na okazanie się asem atutowym w rękach marketingowców. Na nieszczęście producenta wspomniane stosy pamięci o wysokiej przepustowości okazały się również gwoździem do trumny całego projektu. Ogromne problemy z ich dostępnością, a początkowo jakąkolwiek produkcją zmusiły do zrewidowania założeń cenowych. Ostatecznie Radeon RX Vega 64, przewidziany do roli mocnego reprezentanta segmentu mainstream, musiał zostać rzucony na pożarcie modelom z segmentu hi-end, czyli kartom GeForce GTX 1080 Ti oraz GeForce GTX 1080.

Spaleni na stosach

Pamięci HBM2 produkowane są w zakładach firmy SK Hynix, a ta od początku donosiła o problemach z tym związanych. Początkowo masowa produkcja modułów miała rozpocząć się już w III kwartale ubiegłego roku, jednak finalnie taśmy ruszyły z blisko półrocznym opóźnieniem. Koszty siłą rzeczy rosły. Wprawdzie koreański dostawca nie podaje oficjalnie żadnych informacji dotyczących uzysku oraz cen, ale w kuluarach mówi się o kwocie rzędu 80 USD za pojedynczy moduł o pojemności 4 GB. Jak wiadomo, Radeon RX Vega 64 ma na pokładzie łącznie 8 GB pamięci, co podwaja powyższą sumę. Dla porównania, 8 GB pamięci GDDR5 na karcie GeForce GTX 1070 kosztuje Nvidię blisko trzykrotnie mniej - a przecież należy uwzględnić także brak problemów z dostępnością, pozwalający ustalić niższą marżę tytułem wyższej podaży.

Tonący brzytwy się chwyta

Co jednak najistotniejsze, szereg najbardziej brzemiennych w skutkach decyzji podjęto w AMD dopiero na sam koniec, tuż przed wprowadzeniem Radeona RX Vega 64 na rynek. Producent świadom nadprogramowo wywindowanej ceny musiał interweniować, zracjonalizować przesadzone progi konsumentom. I tak narodził się mit flagowca. PR-owcy zamiast wytłumaczyć potencjalnym użytkownikom innowacyjność pamięci HBM2 czy chwalić się zgodnością z najświeższymi standardami renderowania DirectX 12, zdecydowali się prymitywne zabiegi mydlenia oczu. Media społecznościowe zostały zalane przechwałkami i buńczucznymi grafikami, jak ta widoczna poniżej. W oczach zainteresowanych powstał niezwykle optymistyczny obraz. No, ale - jak to mawiają - kłamstwo ma krótkie nogi. Po prawdzie, Czerwonym odbiło się ono czkawką. Oczekiwania branży wobec Radeona RX Vega 64 zwiększono do poziomu zdecydowanie przerastającego pierwsze zapowiedzi.

Jakby tego było mało, fantazja poniosła księgowych. Pierwotnie przedstawione ceny sugerowane okazały się cenami uwzględniającymi rabat dla pierwszych klientów. Nominalnie Radeon RX Vega 64 ma być jeszcze droższy niż obiecywano. I to mowa o obietnicy rzuconej premierowo, a nie wstępnych zapowiedziach produktu dla mas - 599 kontra 499 USD. Fakty naciągnięto raz jeszcze.

Szansa na przyszłość

Słowem podsumowania warto przeanalizować zaistniałe okoliczności. Nie trzeba być bowiem wirtuozem dedukcji, by stwierdzić, że żaden producent intencjonalnie nie strzela sobie w stopę, wypuszczając produkt słaby. No, może poza paroma wyjątkami w formie tych trudniących się typową tandetą - ale tam również założeniem nie jest stworzenie czegoś słabego, a po prostu minimalizacja ceny. Dlatego też jestem daleki od nazwania Radeona RX Vega 64 sprzętem nieprzemyślanym, jak to dane mi było okazję czytać na łamach licznych serwisów IT. Ba, nie nazwę go nawet sprzętem kiepskim. Radeon RX Vega 64 to niestety książkowy przykład ogromnego pecha i błędów popełnionych już na etapie wdrożenia produktu, które to jednak wynikły bezpośrednio z tego pierwszego czynnika. Ale czy tytułowa konstrukcja nie ma żadnych perspektyw na przyszłość? Zastanówmy się. Jeśli tylko produkcja pamięci HBM2 stanieje, a producent będzie w stanie wystawić akcelerator w pierwotnie zakładanej cenie, to zasadniczo nie widzę żadnych przeciwwskazań do tego, byśmy za jakiś czas mogli mówić tutaj o hicie. Oczywiście należy jednocześnie założyć, że szał kryptowalutowy wkrótce przeminie, a ceny przestaną dodatkowo zawyżać sprzedawcy. Założeń jest więc całkiem sporo, ale przecież wszystko jest możliwe...

Komentarze do: AMD Radeon RX Vega 64, czyli epicki pech drużyny Czerwonych