Znajdujesz się w sekcji Blogosfera. Zamieszczone tutaj materiały zostały opracowane przez użytkowników serwisu, bądź są owocem samodzielnej pracy redaktorów. Redakcja ITHardware nie ponosi odpowiedzialności za treść poniższej publikacji.

Kiano Slim Note 10.1 - dlaczego wkurzają mnie opinie ekspertów w sieci

Kiano Slim Note 10.1 - dlaczego wkurzają mnie opinie ekspertów w sieci

Jak pewnie większość z Was wie, w Biedronce po raz kolejny pojawił się "tani laptop" - tym razem Kiano Slim Note 10.1. I nim przejdę do dalszych rozmyślań, od razu chciałbym odgonić od tego urządzenia określenie "tani laptop" - kto tak uważa jest w błędzie, i jeśli ktoś planowałby wiązać z tym komputerem swoją codzienną pracę srogo się na tym zawiedzie. Nazwałbym go po prostu netbookiem - czyli laptopem o bardzo słabej specyfikacji, będącym uzupełnieniem zastosowań smartfona, przeznaczonym do okazjonalnego użytku w sytuacjach które tego wymagają. Jaka jest specyfikacja? Taka...

Powiedzmy sobie szczerze - kiepska. Tabletowy procesor rodem z 2013 roku, 1 GB pamięci RAM, 32 GB pamięć eMMC (nie mylić z dyskiem SSD, wydajność obu tych rzeczy to dwie różne sprawy), ekran o przekątnej 10,1" i rozdzielczości 1024 x 600. Co w takim razie mnie wkurza w tych opiniach krążących w internecie? Chyba najbardziej to, że większość opinii wchodzi w taki schemat - 1 GB RAM, to reszta już nie ma żadnego znaczenia. Dlaczego do licha nikt po prostu nie może napisać wprost:

Kiano Slim Note 10.1 z Biedronki to mały i poręczny netbook, do okazjonalnej prostej pracy biurowej i korzystania z internetu

Było by krótko i treściwie, ale nie. Zamiast tego jakieś rozważania czy nadaje się do "konsumpcji treści" (zajebiście głupie określenie moim zdaniem), ile to zakładek przeglądarki go nie zatka, jak to go RAMolubny Chrome nie zje... Tymczasem Kiano Slim Note 10.1 to komputer którego miejsce jest w plecaku właściciela, czy nawet schowku w samochodzie i zawsze może się przydać. Jest dobrym uzupełnieniem smartfona, bo jednak edycja jakichkolwiek dokumentów, projektów czy praca w banku internetowym jest w aplikacjach mobilnych niekomfortowa. Często musimy też opłacić jakieś faktury, czy nawet je wystawić jeśli prowadzimy własną firmę. O wiele przyjemniej zrobić to na Kiano Slim Note 10.1 niż na smartfonie. Można też go nosić w plecaku na uczelnię lub do szkoły - jest mały i lekki, a zawsze może się przydać w najmniej spodziewanych sytuacjach (niżej opiszę historię mojego netbooka z czasów studiów).

Oczywiście to tylko moja opinia, i każdy z Was może się z nią nie zgodzić. I jeśli ktoś nie potrzebuje nic więcej niż Messengera to oczywiście wystarczy mu telefon, z faktami nie ma co dyskutować.

Era netbooka, jego przeznaczenie i o tym jak przeminęła...

Około 8 lat temu, kiedy jeszcze studiowałem kupiłem sobie netbooka Asus EeePC 900 - był to chyba drugi albo trzeci model jaki w ogóle pojawił się na rynku. Miał sporo wad, ale na pewno też sporo zalet - jakość wykonania, ekran, głośniki, wiele rzeczy naprawdę było na solidnym poziomie. Był też bardzo mały (ekran tylko 8,9" i 1024 x 600) i lekki (tylko 990 gramów). W stosunkowo krótkim czasie wylądował on w moim plecaku, i praktycznie się z nim nie rozstawałem. Czasem nawet zapominałem, że go mam. Wielokrotnie zdarzało się że mi się na uczelni przydawał - trzeba było czasem zgrać coś z czyjegoś pena, poprawić sprawozdanie z ćwiczeń dosłownie na kolanie, przeliczyć jakąś całkę czy sprawdzić coś w internecie - zawsze był pod ręką. Miał jednak też swoje wady - jeden rdzeń taktowany zegarem 900 MHz (Celeron-M, na dodatek już wtedy czteroletni model), bardzo stary układ graficzny Intela (910 GML) który nie wspierał żadnej sprzętowej akceleracji wideo (za wyjątkiem DVD) oraz mega wolny dysk "SSD" PCI-Express o pojemności 16 GB. To ostatnie dzisiaj brzmi dobrze, ale wtedy było to utrapienie. Dysk był tak wolny że przywieszał Windowsa XP niejednokrotnie na kilkanaście sekund. Powodowało to konieczność wielu optymalizacji, a potem porzucenie Windows XP na rzecz bardzo okrojonej wersji Windows Vista. Potem także okrojonej wersji Windows 7 która na tym sprzęcie sprawowała się najlepiej. Potem także zrobiłem upgrade pamięci RAM (z 1 do 2 GB), a także zmieniłem dysk na kilka razy szybszy. Sprzęt dalej spełniał swoje awaryjne zadanie, i zezłomowałem go dopiero kiedy skończyłem studia i kupiłem coś znacznie lepszego (Acer Aspire 1830T Timeline X - mam go do dziś). I był to już w sumie okres zmierzchu netbooków - po tych wydanych na platformie AMD Brazos (słynne Acery Aspire One 522 oraz 722) nie było już kontynuacji... Po co przywołuję tutaj swoje wspomnienia? Gdyż, moim zdaniem

Kiano Slim Note 10.1 jest takim właśnie netbookiem, jak kiedyś mój Asus Eee PC 900

Choć sytuacja jest jednak troszkę inna, gdyż ma cztery (wolne bo wolne, ale jednak) rdzenie oraz układ graficzny z akceleracją filmów HD. To ostatnie nie jest jednak tak znaczące jak te 8 lat temu, bo film na stronie internetowej wygodniej i lepiej obejrzeć na smartfonie który zwykle ma też lepszy ekran (IPS, o lepszym odwzorowaniu barw). Fabrycznie zainstalowany Windows 10 Home w połączeniu z 1 GB pamięci RAM i wolną pamięcią eMMC (ciężko to nawet nazwać dyskiem) to poważne ograniczenia. Tutaj jednak przywołam przykład mojego dawnego netbooka, wiele usług i parametrów dysków da się w Windows tuningować, są dziesiątki dobrych poradników w sieci, jest skrypt Windows 10 Lite. Są też starsze wersje systemów Microsoftu w wersjach przygotowanych jeszcze na słabe netbooki oraz tablety. W ostateczności są też chude wersje Linuxów dla starszych komputerów (choć to ostateczność, w pierwszej kolejności radziłbym powalczyć z optymalizacją Windows - będzie to prostsze). Po tych zabiegach powinno być lepiej, trzeba tylko troszkę chcieć. Ale nie zapominajmy...

Kiano SlimNote 10.1 z Biedronki za 399 zł nie jest tanim laptopem, jest netbookiem (tak, trzeba to powtórzyć po raz setny)

A netbook służy do okazjonalnej pracy, w najmniej oczekiwanych sytuacjach - i wtedy jest wart wszystkie pieniądze. Rozmiary tego sprzętu (tylko 18 mm grubości) oraz mała masa (tylko 931 g) pozwalają go nosić w plecaku lub nawet torbie naramiennej z notatkami, czy innymi pomocami naukowymi do szkoły czy na uczelnię. W każdej chwili można sobie udostępnić internet ze smartfona i sprawdzić coś w sieci, obejrzeć film, zrobić szybki przegląd prasy na dużym ekranie. Nie jest on wysokiej jakości, ale widać znacznie więcej niż w smartfonie i ma matową powłokę. Można też podłączyć projektor przez wyjście mini-HDMI i pokazywać prezentacje i referaty. Akumulator pozwala na dobre 5-6 godzin pracy, co nie jest złym wynikiem. Jakość wykonania jest fifty-fifty, oczywiście z Macbookiem Air (którego usiłuje podrabiać kształtem obudowy) to konkurować nie może. Tylko czy kogoś to w ogóle zdziwi? Jak widać po opiniach w sieci jednak takie osobniki się znajdą, ale moim zdaniem jeśli ktoś kupuje Kiano SlimNote 10.1 w cenie niższej niż sama licencja na system jest całkiem ciekawym netbookiem. Nie laptopem do codziennej pracy - ocenianie go pod tym względem jest po prostu krzywdzące i nierozsądne. Cóż jednak zrobić, kiedy błąd popełniła sama... Biedronka sugerując że jest to laptop? Pewno znajdzie się masa osób które kupią i zaczną narzekać... Aha, żeby nie było wątpliwości - CS:GO na tym nie pójdzie moi mili :) Nie w stopniu grywalnym

 

Pokaż / Dodaj komentarze do: Kiano Slim Note 10.1 - dlaczego wkurzają mnie opinie ekspertów w sieci

 0