Znajdujesz się w sekcji Blogosfera. Zamieszczone tutaj materiały zostały opracowane przez użytkowników serwisu, bądź są owocem samodzielnej pracy redaktorów. Redakcja ITHardware nie ponosi odpowiedzialności za treść poniższej publikacji.

Unijna dyrektywa EPICA - co i czy w ogóle warto o niej wiedzieć

Unijna dyrektywa EPICA - co i czy w ogóle warto o niej wiedzieć

Unijna dyrektywa o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (EPICA) - czy ta nazwa coś Wam mówi? Domyślam się, że znacznej części Was nie. I mimo fali protestów jakie przetoczyły się ostatnio przez większe polskie i częściowo także europejskie miasta świadomość wśród społeczeństwa jest bardzo niska. Sześć lat temu, gdy procedowana była ACTA o sprawie było bardzo głośno. Wiedziały o niej nawet osoby które nieszczególnie interesowały się światem IT, i mimo że niekoniecznie wiedziały o co tak naprawdę chodzi brały masowo udział w protestach, często w obawie przed karami za pobieranie nielegalnych treści z sieci. Przytoczę tu jeden z filmów z YouTube sprzed 6 lat.

Skala protestów była bardzo duża, a nieudolni politycy pewnej opcji politycznej robili z nas stado baranów, twierdząc że ACTA zatrzymać się już nie da. Okazało się że jednak się da, bo ACTA nie weszła w życie. Sporo było też humorystycznych akcentów, ot chociażby piosenka ekipy V-UNIT :)

Rok 2018, ACTA wraca - tylko że w innej formie i pod nową nazwą

Od tego czasu minęło sześć lat, to bardzo długi okres czasu. Ludzie o ACTA już zapomnieli. Są wakacje, i mało kto wie że dziś prawdopodobnie w tej chwili procedowana jest EPICA potocznie zwana ACTA2. I całkiem możliwe, że zostanie przepchnięta bez głosowania w samym parlamencie europejskim. Mainstreamowe media o całej sprawie milczą, i prawdę mówiąc wątpię czy o tej sprawie coś usłyszymy lub przeczytamy w godzinach wieczornych. A czy jest się czego obawiać? Dyrektywa ma dwa punkty, które mogą jednak wpłynąć na kształt przyszłego internetu. Są to punkty numer 11 i 13.

Punkt 11 - "Podatek od linków"

Jak wiadomo strony internetowe (także ithardware :) ) utrzymują się z reklam, bo raczej tylko w ten sposób mogą funkcjonować. Są oczywiście wyjątki takie jak Wikipedia które nie zarabiają, czy serwisy oferujące płatne prenumeraty - ale to nisza. Jeśli zatem chcemy przeczytać jakiś ciekawy tekst klikamy w niego, i możemy go sobie przeczytać. Właściciel strony otrzymuje z tego tytułu zysk, ponieważ reklama zostaje wyświetlona. Często jednak różne agregatory treści takie jak Google News czy Facebook umieszczają początkowe kilka zdań tekstu, aby zachęcić czytelnika do kliknięcia w tekst i to właśnie problem w tym punkcie 11 od dyrektywy. Projekt w zamyśle ma chronić interesy linkowanych wydawców, czyli takie Google czy Facebook mieli by im płacić za wyświetlanie tej treści, jeśli byłby widoczny jakiś fragment tekstu w samym linku, tak jak na przykład w tym wypadku:

I tu pojawia się problem, ponieważ dyrektywa jest bardzo nieścisła i mówi tylko że musi to być "istotny fragment" takiego tekstu. Pytanie co to jest "istotny fragment"? W przypadku newsa może to być nawet sam temat, bo przecież jakby temat był źle dobrany nie kliknął bym w takiego newsa. Decydowały by o tym sądy, i w sumie rozwiązywali by problemy które sama UE stworzyła. Znając naturę prawników którzy przecież też chcą zarabiać ilość pozwów mogła by być nadspodziewanie duża. Jest jeszcze inny problem - Google, Facebook, YouTube to korporacje amerykańskie, a dyrektywa ma obowiązywać tylko w UE. Tym samym najprawdopodobniej przepis w ogóle by ich nie dotyczył, a uderzałby tylko w mniejszych wydawców takich jak wykop.pl. Musieli by przenieść działalność na serwery poza Unią Europejską, i w sumie nie mam wątpliwości że tak by się właśnie stało. Podobnie jak z firmami bukmacherskimi, giełdami kryptowalut i tym podobnymi. Jednak mniejsi od wykopu mieli by problem, bo nie każdego stać na to by przenosić firmę do jakiegoś egzotycznego kraju - i całkiem możliwe że wiele serwisów musiało by zawiesić działalność.

Punkt 11 to dodatkowe kłopoty dla małych wydawców, część z nich może zawiesić działalność. Największych takich jak Google czy Facebook ten punkt najprawdopodobniej w ogóle nie dotknie.

Punkt 13 - "Odpowiedzialność wydawców za komentarze swoich użytkowników"

Punkt 13 jest zdecydowanie istotniejszy. Unia Europejska chce całkowicie przerzucić odpowiedzialność za treści publikowane przez użytkowników stron w internecie. W połączeniu z punktem jedenastym oznacza to mniej więcej tyle, że może być tak że strony i portale musiały by płacić wydawcy jeśli ktoś podałby w komentarzu link do jakiejś jego publikacji w internecie z uzasadnieniem dlaczego warto ją przeczytać. Przykładowo prowadziłbym na Facebooku dyskusję z kimś jaką kartę graficzną do komputera wybrać, poleciłbym GeForce GTX 1080 z linkiem do testu ithardware.pl, i napisał że wg. Piotra Urbaniaka z ITH jest to lepszy wybór - to Facebook TEORETYCZNIE musiałby za to zapłacić. Tylko że to teoretycznie to tutaj słowo klucz, bo znowu Facebook i Google (więc właściciel także YouTube) są firmami amerykańskimi. Wydawcy treści najprawdopodobniej nie zarobili by dużo, bo Mark Zuckenberg wyłgał się nawet przed amerykańskim kongresem ze swoich grzeszków, i nawet jakby jakimś cudem przepis miał dotknąć Facebooka (choć szanse na to są bliskie zeru), to i tak jestem przekonany że armia prawników by sprawy załatwiła jak trzeba. Jest też możliwość taka, że po prostu ktoś to już załatwił w Komisji Europejskiej - ale nie chcę tutaj snuć teorii spiskowych.

Istotniejsze jest to, że znowu oberwą mniejsi wydawcy którzy prowadzą portale w krajach UE. Już samo RODO spowodowało, że parę internetowych forów i portali z możliwością komentowania musiało ograniczyć lub zawiesić działalność, bo koszty dostosowania się do RODO były naprawdę wysokie. Nikt teraz nie zaryzykuje, że w nocy jakiś dowcipniś nie wstawi linków w komentarzach pod artykułem czy wpisem tylko po to, by wydawca musiał za to płacić. Komentarze musiały by więc być moderowane, a to znowu koszty i co najważniejsze jednak ograniczenie wolności wypowiedzi. Już teraz jest tak z resztą na wielu stronach, na których umieszczane są np. opinie o pracodawcach. Można jeszcze wyłączyć możliwość linkowania, ale bardzo często obniża to jakość dyskusji pomiędzy użytkownikami w internecie. Kiedy nie można podeprzeć się czyjąś publikacją, aby mieć mocniejsze argumenty...

Nie wiadomo co będzie z live broadcastami, bo przecież nad tym właściciele portali nie mają praktycznie żadnej kontroli. A musieli by za to odpowiadać. 

Podsumowując

Internet pod wpływem Unii Europejskiej się zmienia, zwykle jest tak, że pod płaszczykiem zwiększenia bezpieczeństwa użytkownika i jego prywatności tworzy się kolejne problemy wydawcom. Ale to nie tylko domena UE, amerykański Facebook czy Google robią sobie na swoich poletkach co chcą, i bimbają sobie na unijne prawo - o naszym polskim nie wspominając. Są także w UE monopolistami, i będą nimi coraz bardziej - bo cały internetowy rynek dąży do dyktatu gigantów. I są raczej nietykalni - o czym świadczy ilość ostatnich afer dotyczących udostępniania danych użytkowników "partnerom" mimo obowiązywania RODO. Czy ktoś wierzy, że ktokolwiek zmusi Facebooka do zapłacenia gigantycznych, odczuwalnych kar? Ja raczej nie. Wolności wypowiedzi może być jednak w internecie coraz mniej, bo EPICA w dłuższej perspektywie czasowej może spowodować zamknięcie mniejszych stron internetowych. A to właśnie wolność wypowiedzi i niezależność internetu jest jego największym atutem. Wolności wypowiedzi z której może nie każdy umie najlepiej korzystać, ale która nie powinna być ograniczana w taki sposób jak w Niemczech czy Wielkiej Brytanii gdzie za pewne błache sprawy można otrzymać nawet wyrok bezwzględnego więzienia. Nie tędy droga...

Aha, możliwe że w jakichś sprawach się pomyliłem. Niestety informacji nt. prac na temat tej ustawy jest niestety stosunkowo mało w sieci. Jeśli tak jest zapraszam do dyskusji w komentarzach :)

I na koniec, nasz rząd wcale nie będzie musiał się spieszyć z wprowadzaniem rekomendacji zawartych w tej dyrektywie. Nie wiadomo jednak jak się zachowa...

Komentarze do: Unijna dyrektywa EPICA - co i czy w ogóle warto o niej wiedzieć