Zdarza się, że oględziny dawno nie odwiedzanej szafy, czy szuflady przynoszą niespodzianki, w postaci odkrycia rzeczy o których kompletnie zapomnieliśmy. Dotyczy to również oczywiście elektroniki. Z łezką nostalgii w oku odkryłem w mojej szufladzie dysk SSD SATA 2,5 cala, a konkretnie model Intel 730. Był to chyba jeden z pierwszych dysków SSD z jakim się zetknąłem i do dziś o nim pamiętam - choćby dzięki charakterystycznej czaszce na obudowie, którą to ten producent oznaczał swoje "ekstremalne" podzespoły.
Dyski te (dostępne w pojemnościach 240 i 480 GB) zadebiutowały w 2014 roku, czyli ponad 12 lat temu i egzemplarz pochodzi właśnie z tego okresu. Mój dysk ma pojemność 240 GB, co wiązało się z potężnym minusem - o ile odczyt sekwencyjny był na poziomie większej wersji (550 MB/s), to już zapis był prawie o połowę niższy (270 MB/s w stosunku do 470 MB/s). Mniejsze, ale równie widoczne były różnice również przy zapisie małych plików.

Oczywiście to nie tak, że dysk ten przez 10 lat działał on stop - inaczej nie byłbym zaskoczony tym znaleziskiem. Na pewno długi okres przeleżał zapomniany w szufladzie, ale wcześniej bywał używany na co dzień - również ze swoim bratem bliźniakiem w konfiguracji RAID0 (bliźniaka nota bene nie odnaleziono) i przy mocno obciążających zadaniach - jeśli dobrze pamiętam, to nawet podczas przygotowywania działek Chia (plotting), która to czynność w krótkim czasie może "zarżnąć" mniej wytrzymałe dyski SSD.
MLC vs TLC vs QLC
To co czyni Intel 730 wyjątkowym, to zastosowanie pamięci NAND MLC, które obecnie są już rzadko spotykane. Tę przyzwoitą technologię zastąpiły tańsze w produkcji warianty - TLC i QLC. O ile wciąż można znaleźć SSD oparte na MLC w sprzedaży, to w praktyce są to głównie resztki magazynowe albo używane/odnowione sztuki, a nie bieżący segment nowych produktów
Co różnie te technologie? Im więcej bitów w jednej komórce NAND, tym niższa cena za gigabajt, ale też niższa trwałość i zwykle słabsza wydajność zapisu.
-
MLC (Multi-Level Cell) - 2 bity na komórkę, więc jest to rozwiązanie łączące szybkość, trwałość i przyzwoitą cenę. MLC zazwyczaj oferuje lepszą trwałość i wyższą wydajność zapisu niż TLC i QLC, dlatego długo było wyborem dla bardziej wymagających SSD.
-
TLC (Triple-Level Cell) - 3 bity na komórkę, dziś bardzo popularne w dyskach konsumenckich, bo daje dobry kompromis pomiędzy kosztem a pojemnością. TLC stało się „złotym środkiem” dla większości użytkowników, bo jest tańsze od MLC, a nadal wystarczająco szybkie do codziennego użytku i gier.
-
QLC (Quad-Level Cell) - 4 bity na komórkę, czyli najwyższa gęstość zapisu, najniższy koszt i jednocześnie najsłabsza wytrzymałość przy intensywnych zapisach. QLC najlepiej sprawdza się tam, gdzie ważna jest duża pojemność i niska cena, a nie ciężkie, ciągłe zapisy, bo ma najniższą żywotność spośród tej trójki.
Przejdźmy jednak do sprawdzenia bohatera tego artykułu.
Czy ten dysk po 12 latach w ogóle żyje?

Pewnie, działa i to bez problemu. Na początku zainstalowałem na nim Linuxa i podpiąłem przez USB 3.0 do Raspberry Pi 5 jak główny dysk - co zresztą jest najszybszą opcją dla takiej konfiguracji, jeśli nie chcemy się bawić w podłączanie do tego komputerka SSD NVMe (co wymaga zresztą dodatkowych nakładek). Przez kilka dni żadnych błędów nie stwierdzono, więc przyszła pora na testy pod Windows.
Tym razem podłączyłem dysk przez SATA i przeszedłem do klasycznych testów wydajnościowych oraz oczywiście sprawdzenia odczytów SMART.
Wydajność SSD SATA vs NVMe PCIe 4.0
W kwestii wydajności wszystko śmiga, jakby dysk wyszedł prosto z fabryki. Stary SSD SATA jest 13 razy wolniejszy w odczycie sekwencyjnym od nowoczesnego NVMe PCIe 4.0, ale tylko 2 razy wolniejszy w przypadku odczytu małych plików (Q1T1). Jeśli tylko nie zabierzemy się za pracę na naprawdę dużych plikach, różnica w codziennym użytkowaniu nie będzie duża. A co powie nam S.M.A.R.T?
Crystal Disk Info dostarczy nam wielu ciekawych informacji o dyskach
Okazuje się, że stary SSD SATA MLC przepracował w sumie jakieś 1,7 roku non stop (ponad 600 dni). Był uruchamiany ponad 5500 razy, a poziom jego niezawodności wciąż wynosi 94%. Dla porównania znacznie nowszy NVMe PCIe 4.0 przepracował non stop zaledwie ponad 3500 godzin (niecałe 150 dni), a poziom jego zdrowia spadł do 97%.
Ciężko to stosownie przeliczyć, ale "na oko" stary SSD MLC zużywał się około dwa razy wolniej od nowoczesnego TLC. Nie, żeby był to jakiś dramat, ale w pewnych zastosowaniach (intensywne wykorzystanie dysku) to z pewnością robi sporą różnicę.
SSD SATA powoli znikają z rynku
Można obecnie patrzeć na SSD SATA z politowaniem ze względu na ich osiągi sekwencyjne, ale to właśnie dzięki tym urządzeniom uzyskaliśmy największe przyspieszenie działania komputerów w historii. 2,5 calowe SSD wciąż dobrze się nadają do podstawowych zadań i często nie potrafilibyśmy odróżnić, czy komputer pracuje na SSD SATA, czy też NVMe. Poza tym SSD NVMe mogą imponować odczytem i zapisem sekwencyjnym (zwłaszcza w wersjach PCIe 5.0), podczas gdy ich przewaga przy obsłudze małych plików w stosunku do SSD SATA nie jest już taka duża.

A co się kryje w waszych szufladach?
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Znalazłem w szufladzie jeden z pierwszych dysków SSD na rynku. Czy po tylu latach MLC daje radę?