Test Dreame L50s Pro Ultra. Co potrafi robot sprzątający do 3000 zł?


Test Dreame L50s Pro Ultra. Co potrafi robot sprzątający do 3000 zł?

W przypadku robotów sprzątających najbardziej ekscytujące jest to, co się dzieje w segmencie średnim i do jakich przetasowań dochodzi po kilku miesiącach od wielkich premier. Konkurencja wybiła bowiem nawet takich pionierów jak iRobot, co tylko udowadnia, że jeśli nie dasz ludziom najlepszych technologii za względnie atrakcyjną cenę, zrezygnują po prostu z zakupu. Doskonale sobie zdaje z tego sprawę jeden z największych aktualnie producentów, czyli Dreame, który odświeżył niejako serię L50 z poprzedniego roku, dodając do tego model z literką „s” (porównanie do Kilera sobie darujemy). Co potrafi i czym się różni od ubiegłorocznego flagowca X50 Ultra? Oto Test Dreame L50s Pro Ultra.

Ocena i opinia

Dreame L50s Pro Ultra

9.5/ 10
Siła ssania (Pa)30 kPa
Typ nawigacji (LiDAR/VSLAM)Smart Pathfinder
Stacja (Opróżnianie/Mycie)All-in-One
Typ mopaRotujące moduły
Czas pracy (min)do 171 min.
Zalety
  • Topowe omijanie przeszkód
  • Bardzo dobre odkurzanie
  • Mopowanie na wysokim poziomie
  • Duży poziom autonomii
  • Zaawansowana stacja bazowa
  • Ogromna liczba funkcji i ustawień w aplikacji Dreame Home
  • Pokonywanie progów 4 cm dzięki EasyLeap
  • Aplikacja i powiadomienia w języku polskim
  • Pojemny akumulator i szybkie ładowanie
  • Wsparcie dla Alexy i Google Home
  • Łatwość konserwacji
  • Atrakcyjna cena w porównaniu z ubiegłorocznym flagowcem
  • Cisza (na ustawieniu cichym)
Wady
  • wysoki hałas (na ustawieniu Maks.)
  • Brak wysuwanej kopułki VersaLift
  • Nadal nie jestem przekonany do kamer w robotach sprzątających

Specyfikacja

Na papierze Dreame L50s Pro Ultra wygląda bardzo dobrze, jak zresztą przystało na typowego przedstawiciela średniej półki, który ma zamiar konkurować czymś więcej, a nie tylko ceną. Nie tyczy się to co prawda nazewnictwa, bo można się nieźle w tym wszystkim pogubić. Dreame określa L50s następcą L40s, a zarówno L50 jak i X50 swoje premiery miały… rok temu. Nie wspominając już o tym, że przecież mamy już serię z liczbą 60, więc można dostać niezłego oczopląsu przy studiowaniu każdego z nich.

Zacznijmy od gabarytów, bo jest to dość miłym zaskoczeniem. Otóż w przeciwieństwie do tej kobyły, jaką jest Aqua 10 Ultra Roller, stacja All-in-One w L50s Pro Ultra jest cieńsza, bardziej kompaktowa, zostawiając znacznie więcej miejsca na inne wyposażenie, która nie dominuje mniejszych przestrzeni. A znajdzie się tu niemal identyczna funkcjonalność jak w X50 Ultra (który swoją drogą na oficjalnej stronie Dreame jest do zgarnięcia na 2999 zł… szok) z tą samą pojemnością zbiorników (4,5l i 4l odpowiednio na wodę czystą i brudną), miejscem na detergent (jest w zestawie) i workiem na kurz, o pojemności 320 ml.

Test Dreame L50s Pro Ultra

Stacja odpowiada za wszystko, prócz automatycznego dostarczania wody i opróżniania wody brudnej, nie można tu podłączyć węży do odpływu/dopływu. Mamy zatem opróżnianie zbiornika na kurz, mycie i namaczanie nakładek mopujących oraz ich suszenie po wykonanej robocie, czyli wszystko to, na czym powinno nam zależeć w dobrym robocie odkurzająco-mopującym już nie tylko tym flagowym, ale właśnie ze średniej półki cenowej.

Sam robot to typowy walec, lecz ze zintegrowaną na stałe kopułką z systemem detekcji LDS (w X50 kopułka się mogła chować, zmniejszając grubość). W przeciwieństwie też do X50, w L50s Pro Ultra zastosowano nieco inny system „żaby”, bo zamiast ProLeap, do pokonywania progów użyto EasyLeap. EasyLeap potrafi pokonać progi do 4 cm, a ProLeap do 6 cm.

W Dreame L50s Pro Ultra znajdziemy silnik o maksymalnej sile ssania rzędu 30 kPa, więc aż o 50% wyższej niż w ubiegłorocznym flagowcu X50 Ultra. To oznacza, że na papierze (do tego jeszcze dojdziemy) powinien świetnie poradzić sobie z grubymi dywanami. Zresztą, potwierdza to również system szczotek DuoBrush, czyli dwiema, a nie pojedynczą, jak w przypadku konkurencyjnych robotów za ok. 2500-3000 zł.

Całość opiera się o wbudowanej baterii o pojemności 5400 mAh i systemie antykolizyjnym z tzw. „OmniDirt Detection”, czyli detekcją zabrudzeń oraz Smart Pathfinder, bazującym na fizycznym zderzaku, czujnikach antyuskokowych, kamerach z AI i 3DAdapt ze światłem strukturalnym. W zasadzie z czujników jest tu wszystko, czego należy wymagać we flagowcu, choć niekoniecznie w „średniaku”. To miłe zaskoczenie, ale do jego skuteczności dojdziemy w sekcji testów.

Test Dreame L50s Pro Ultra

Funkcjonalność i aplikacja

Dreame L50s Pro Ultra działa w oparciu o aplikację Dreame Home, która łączy się z robotem za pośrednictwem Wi-Fi 2,4 GHz (5 GHz jak nie było, tak nadal nie ma). Po sparowaniu otrzymujemy kompletny zestaw opcji i funkcji. Są tu tryby i harmonogram sprzątania, funkcje związane z omijaniem przeszkód, zwierzakami, stacją All-in-One i czego sobie tylko dusza zapragnie. Każda opcja związana ze sprzątaniem może zostać zaprogramowana albo w oparciu o nasze konkretne założenia, albo pozostawiona w ramach „inteligentnego wykrywania” rodzaju sprzątania. Nie zabrakło również opcji, o którą zabiegałem dwa lata temu, a która na stałe zagościła już w nowych robotach Dreame, czyli „najpierw odkurz, a później mopuj”. Nie zostawia on jednak nakładek mopujących w stacji, kiedy jedzie wyłącznie na odkurzanie, co jest dziwne, zważywszy, że ta technologia już się w robotach Dreame pojawiła w X50.

W Dreame Home znajdziemy wszystko:

  • Mapowanie i zarządzanie mapami
  • Podział sprzątania i zarządzanie każdym jego aspektem
  • Odkurzanie z opcjami mocy ssania lub automatyczny z wykrywaniem stref, np. dywanów, gdzie robot sam dostosuje moc ssania
  • Mopowanie z możliwością wyboru trasy, siły namaczania i częstotliwości prania nakładek, łącznie z tym, o co zabiegałem jakiś czas temu, czyli opcję „pranie po zakończeniu mopowania jednego pomieszczenia”
  • Harmonogramy i sprzątanie indywidualne
  • Sprzątanie na strefy z wirtualnymi ścianami i strefami „no go”
  • Historię czyszczenia
  • Kamerę, asystenta głosowego (po polsku), ustawienia omijania przeszkód oraz ustawienia stacji dokującej
  • Omijanie przeszkód

Dreame L50s Pro Ultra został wyposażony w kompletny zestaw czujników i choć nadal mamy mieszane odczucia wobec obecności kamer w urządzeniach smart home ze względu na kwestie prywatności oraz regularnie pojawiające się informacje o wyciekach danych z różnych ekosystemów, trudno zaprzeczyć, że w praktyce takie rozwiązanie potrafi być bardzo użyteczne. Najważniejszym elementem pozostaje oczywiście LiDAR umieszczony w kopułce (niestety bez VersaLift znanego z X50 Ultra). To właśnie dzięki niemu robot może tworzyć precyzyjne mapy pomieszczeń i w pełni wykorzystywać możliwości wirtualnej przestrzeni w aplikacji. Modele pozbawione LiDAR-u są pod tym względem wyraźnie bardziej ograniczone i znacznie gorzej radzą sobie z inteligentną nawigacją, a w cenie do 3000 zł jest on absolutną podstawą dobrego robota.

Na uwagę zasługuje również zderzak antykolizyjny. W większości robotów działa on bardzo schematycznie - urządzenie podjeżdża do przeszkody, uderza w nią, aktywuje zatrzymanie i następnie próbuje ominąć obiekt z innej strony. W przypadku L50s Pro Ultra wygląda to jednak inaczej, ponieważ robot praktycznie nie doprowadza do kontaktu z większymi elementami otoczenia, jeśli nie wyłączymy tej opcji w ustawieniach.

Robot został wyposażony także w standardowy zestaw sensorów odpowiadających za wykrywanie uskoku podłoża i rozpoznawanie dywanów, a dodatkowo korzysta z kamery wspieranej algorytmami sztucznej inteligencji. System analizuje otoczenie i potrafi identyfikować mniejsze przeszkody, skutecznie je omijając. Interesująco działa również analiza zabrudzeń. Podczas testów urządzenie rozpoznało większe skupisko sierści kota i mimo ustawionej niskiej mocy ssania automatycznie przełączyło się na maksymalną wydajność, aby dokładnie oczyścić powierzchnię. Ciekawie wyglądało także zachowanie po wykryciu rozsypanego żwirku na płytkach - robot ograniczył działanie bocznej szczotki, dzięki czemu nie rozrzucał drobinek po całym pomieszczeniu.

Jak odkurza Dreame L50s Pro Ultra?

Dreame L50s Pro Ultra ma moc ssania na maksymalnym trybie 30 kPa. W przypadku mojego miejsca testowego z niewielkim dywanikiem i rozsypaną mąką poradził sobie z jego wyczyszczeniem przy użyciu właśnie tego trybu z wykorzystaniem dwóch przejazdów. Bardzo podobne zachowanie do testowanego wcześniej X50 Ultra, gdzie maksymalne ssanie wynosiło 20 kPa. Tak jak tam również, za „antysplątanie” odpowiadają dwie, a nie jedna szczotka główna oraz jedna szczotka boczna, która wysuwa się poza obręb robota w celu dotarcia do szczelin pod meblami i głównych łączeń przy obiektach.

W standardowych zastosowaniach oczywiście taka wydajność się po prostu nie przydaje. Na płytkach czy panelach robot jest w stanie wciągnąć nawet nieco większe elementy, na przykład żwirek dla kota i to już na ustawieniu standardowym. Tryb cichy radzi sobie z typowym kurzem czy sierścią. Jeśli masz zatem taki układ w domu czy mieszkaniu, będziesz zadowolony.

W trakcie odkurzania robot generuje trochę hałasu, 60 dB wyszło w trybie standardowym i 70 dB w trybie ssania maksymalnego. 78 dB generowała natomiast stacja dokująca podczas opróżniania zbiornika na kurz. Odbywa się to dwukrotnie po powrocie do stacji i trwa zaledwie kilka sekund, więc tu raczej nie ma na co narzekać.

Test Dreame L50s Pro Ultra

Jak mopuje?

L50s Pro Ultra jest trochę lepszą wersją dla ubiegłorocznego flagowca X50 Ultra, bo w stacji pranie nakładek mopujących może odbywać się nawet w temperaturze 100 stopni Celsjusza, a nie 80. Przydaje się to przede wszystkim w przypadku ciężkich zabrudzeń, a nie konkretnie w codziennym przemywaniu płytek czy paneli, ale dodatkowa przewaga nad X50 Ultra zawsze się przyda.

I tak jak w X50 Ultra, L50s Pro Ultra poradził sobie z naszym testem „ups, przez przypadek wylałem kawę” śpiewająco i to już przy pierwszym przejeździe. Dokładnie zebrał całe zabrudzenie na panelach przy ustawieniu 16/32 w namaczaniu nakładek, a następnie dokładnie je umył w stacji, w taki sposób, że po zabrudzeniu nie było już śladu ani na panelach, ani na mopach. Pozostaje jedynie kwestia samej tacki, choć tutaj można uruchomić opcję stacji bazowej, aby automatycznie była przemywana. Jedna nakładka mopująca robota jest wysuwana za obręb robota w taki sposób, aby dokładnie mył również w szczelinach i „kręcił się” wokół np. nóg stołu. Nie ma tu absolutnie żadnego miejsca pozostawionego bez umycia. Najlepiej korzystać z tego ficzeru z wyłączoną opcją kolizji z otoczeniem, aby robot dojeżdżał i się odbijał fizycznie od ścian i większych przeszkód.

W aplikacji można dodatkowo samemu wybrać, w jaki sposób mają być te nakładki przemywane, łącznie z wyborem trybów „głębokiego” mycia i temperatury 100 stopni Celsjusza. Tutaj również można wybrać, czy pranie mopów ma się odbywać po wyczyszczeniu całego pomieszczenia, według określonego czasu (co 10-50 minut) lub według powierzchni (od 10 do 35 m2). Cieszy fakt obecności „według pomieszczenia”, jest to jedna z lepszych opcji w nowoczesnych robotach. I tak jak wcześniej, polecamy w przypadku takich robotów tworzyć dwukrotne mycie nakładek mopujących, jeśli w mieszkaniu czy domu powstało z jakiegoś powodu dużo cięższych plam, bo dopiero dwukrotne pranie niemal do zera eliminuje brud, który ląduje w pojemniku.

Tak jak i w przypadku innych robotów jednak, nie polecamy wysyłać go do sprzątnięcia plam olejowych, tych poważnych, a nie z powodu kilku kropelek przez pieczonego karpia. Nawet na maksymalnych ustawieniach mopowania nie był w stanie pozbyć się dobrze takiego zabrudzenia, a na dodatek – i to akurat jest nawet zaleta – potrafił wyczyścić całość w szmatce po trzykrotnym praniu w maksymalnej temperaturze. Problem jest tylko taki, że to wszystko ląduje później w pojemniku, a wyczyszczenie ręczne to jak mycie naczyń, a do rurek wewnątrz na dodatek nie mamy dostępu, będzie to wszystko tam zalegać po wsze czasy. Po prostu plamy olejowe najlepiej czyścić jest ręcznie, bo on magicznie nie zniknie z wnętrza stacji bazowej.

Test Dreame L50s Pro Ultra

Opinia i ocena

L50s Pro Ultra to kolejny dowód na fakt, że Dreame nie ma zamiaru spoczywać na laurach czy tym bardziej oddawać rynku konkurencji. Pokazuje też wyraźnie, że istnieje ogromna potrzeba robienia dobrze użytkownikom, którzy oczekują bardzo wysokiego współczynnika opłacalności, okraszonego najnowszymi technologiami, a nie tylko taniości i na przeciwległym biegunie „absolutnego topu”.

Roboty sprzątające do 3000 zł z całą pewnością zgarniają wiele miejsca i na stałe zagościł w nim L50s Pro Ultra. Topowe omijanie przeszkód, stacja All-in-One z myciem i suszeniem mopów, świetne mopowanie, jeszcze lepsze odkurzanie i aplikacja mająca wszystko czego potrzebujemy do sprawnego zarządzania tym urządzeniem. Do tego juniorska wersja „żaby” znanej z X50 Ultra i mamy coś, czego jeszcze dwa lata temu powstydziłby się flagowiec za pięć tysiaków.

Tylko teraz powstaje pytanie najważniejsze. Skoro X50 Ultra dostępny jest na stronie Dreame w cenie 2999 zł, a nowość L50s Pro Ultra kupimy za 100 zł mniej (w promocji, później będzie za 2999 zł), czy nie warto dopłacić do „lepszego modelu”? I tu mamy pewien dylemat, bo X50 Ultra wcale nie jest „lepszy”. Owszem, ma VersaLift, czyli chowaną kopułkę z czujnikiem, dzięki której zmniejsza swoją grubość i potrafi pokonać 6-centymetrowy próg przez ProLeap a nie 4 cm, przez EasyLeap, ale nie ma aż tak dużej mocy ssania, bo „tylko” 20 kPa w porównaniu do 30 kPa. Nie ma też tak zaawansowanego systemu czyszczenia mopa, bo maksymalna temperatura dla prania wynosi 80 C, a nie 100 C. Wychodzi więc na to, że – pomimo tego, że różnic jest niewiele – lepiej wypada jednak najnowszy L50s Pro Ultra. I wiecie, co jest najlepsze? Znając zwyczaj Dreame, nowość za długo nie pobędzie na półce 3000 zł, tylko – tak jak zresztą poprzednik – spadnie na półkę 2000 zł. Od nas zasłużone 9,5/10 i pakiet odznaczeń.

Ocena Dreame L50s Pro Ultra

Dreame L50s Pro Ultra - Opinia

  Dreame L50s Pro Ultra - Zalety:

  • Topowe omijanie przeszkód
  • Bardzo dobre odkurzanie
  • Mopowanie na wysokim poziomie
  • Duży poziom autonomii
  • Zaawansowana stacja bazowa
  • Ogromna liczba funkcji i ustawień w aplikacji Dreame Home
  • Pokonywanie progów 4 cm dzięki EasyLeap
  • Aplikacja i powiadomienia w języku polskim
  • Pojemny akumulator i szybkie ładowanie
  • Wsparcie dla Alexy i Google Home
  • Łatwość konserwacji
  • Atrakcyjna cena w porównaniu z ubiegłorocznym flagowcem
  • Cisza (na ustawieniu cichym)...

  Dreame L50s Pro Ultra - Wady

  • ... wysoki hałas (na ustawieniu  Maks.)
  • Brak wysuwanej kopułki VersaLift
  • Nadal nie jestem przekonany do kamer w robotach sprzątających

Cena na dzień publikacji: 2999 zł (kup w sklepie Media Expert)

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Test Dreame L50s Pro Ultra. Co potrafi robot sprzątający do 3000 zł?
 0