Przejechałem 188 km z „fizycznym” Yanosikiem bez abonamentu. Test YANBOX GO


Przejechałem 188 km z „fizycznym” Yanosikiem bez abonamentu. Test YANBOX GO

Z aplikacją Yanosik znam się i lubię od lat. Nie powiem, uchroniła mnie parę razy od mandatu, dlatego każdą dłuższą trasę zaczynam od jej odpalenia. Wiedziałem również, że na rynku istnieją „fizyczne” wersje. Tyle że jakoś nigdy zbytnio się nimi nie interesowałem, bo zawsze była aplikacja - przyjemna, darmowa i w telefonie. Do końca nie rozumiałem więc potrzeby kupowania urządzenia od Yanosika i uważałem je za gadżety dla zawodowych kierowców. Czy moje zdanie zmieniło się po tym jak sam przetestowałem jeden z YANBOX-ów?

Ocena i opinia

YANBOX GO

7.5/ 10
Zalety
  • Niewielki rozmiar i mała waga
  • Możliwość zamontowania w praktycznie dowolnym miejscu
  • Rzep dobrze się trzyma, więc urządzenie nie odpada
  • Dobra jakość wykonania, mimo że to tylko plastik
  • Dwa duże podświetlane przyciski
  • Wbudowany akumulator wystarcza na bardzo długi czas działania bez ładowania
  • Dedykowana aplikacja z możliwością sterowania jasnością, ostrzeżeniami itd.
  • Precyzyjne powiadomienia (identyczne jak w aplikacji Yanosik)
  • Pasek LED oznaczający odległość od zdarzenia również działa precyzyjnie
  • Powiadomienia dźwiękowe są odpowiedniej głośności
  • Unikatowy sygnał dla kontroli policyjnej
  • Automatycznie włącza się po wykryciu ruchu
  • Łączy się z aplikacją bez ingerencji użytkownika
  • Brak abonamentu (reklam)...
Wady
  • ...ale na dobrą sprawę nie ma ich gdzie tutaj dodać
  • Brak komunikatów głosowych w stylu "Roboty drogowe za 300 metrów" (wewnątrz znajduje się tylko brzęczyk)
  • Nie jest to w pełni samodzielne urządzenie - wymaga stałego połączenia ze smartfonem i korzystania z jego połączenia z siecią
  • Ograniczona liczba ostrzeżeń względem aplikacji
  • Dla niektórych konieczność zapamiętania co znaczą dane kolory
  • Przede wszystkim cena

Chętnie podzielę się tą informacją i wszystkim, co zaobserwowałem podczas testowania YANBOX GO, dlatego zapraszam do recenzji. Dodam jeszcze tylko, że chociaż dystans 188 km może wydawać się dość krótki, jego znaczną część pokonałem w mieście, gdzie aż roi się od ostrzeżeń. Jednego dnia specjalnie wybrałem nawet taką trasę i porę dnia, aby napotkać jak najwięcej komunikatów. Część moich wypraw z YANBOX-em GO była więc celowa, stricte na potrzeby recenzji, ale testowałem go również podczas jazdy w celach prywatnych. 

Budowa i wykonanie

Zacznijmy od omówienia jakości wykonania oraz tego, jak zbudowany jest YANBOX GO. Z zewnątrz to niewielka bryła o wymiarach 45 x 45 x 15 mm i wadze 40 g. Obudowę wykonano w całości z plastiku, choć od razu zaznaczę, że to tworzywo przyzwoitej jakości. Raczej nic się tutaj przypadkowo nie połamie, a spasowanie jest na tyle dobre, że nie skrzypi też pod naciskiem. Całość polakierowana jest na czarno, a według informacji z oficjalnej strony obudowę wykonano z materiałów PC i ABS. Przyciski pokryto dodatkowo warstwą silikonu, a w samej obudowie znajdziemy dwa otwory: jeden dla złącza USB-C i drugi pozwalający wydobywać dźwięk z brzęczyka na zewnątrz.

Model Go to najtańsze ze wszystkich urządzeń należących do portfolio Yanosika. W przeciwieństwie do innych YANBOX-ÓW z oferty mamy tutaj tylko dwa przyciski. Nie ma wyświetlacza, nie uświadczymy również komunikatów głosowych znanych z aplikacji, jak chociażby „Kontrola prędkości za 500 metrów”. Zamiast tego urządzenie wykorzystuje komunikaty w postaci sygnałów dźwiękowych. Kolokwialnie mówiąc prostych „piknięć” lub trochę bardziej rozbudowanych. Na pewno unikatowy jest sygnał dla kontroli policyjnej. Wierzcie mi, tego nie pomylicie z niczym innym.

Podsumowując kwestię budowy i wykonania, jest to raczej mało skomplikowane urządzenie mogące przypominać na pierwszy rzut oka zabawkę, choć zabawką rzecz jasna nie jest. Nie jest to również jakiś „chiński bubel” o słabej jakości wykonania, ale na pewno widać mocne ograniczenia w funkcjonalności względem innych (droższych) YANBOX-ÓW. I trochę to rozumiem, bo drugi najtańszy YANBOX (i to z 3 miesiącami abonamentu) to wydatek 599 zł, a więc dwa razy więcej niż model Go.

Dołączone akcesoria

W opakowaniu YANBOX-a Go znajdziemy nie tylko samo urządzenie. Producent przygotował także mały zestaw akcesoriów, na który składają się przewód zakończony z obu stron złączami USB-C, ściereczki do czyszczenia powierzchni przed naklejeniem plastra z haczykami, oczywiście sam plaster oraz instrukcja obsługi. Nie znajdziemy tutaj natomiast żadnej ładowarki, ale tego chyba raczej nikt nie oczekiwał. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie.

Specyfikacja i montaż

Informacji technicznych podawanych przez producenta nie brakuje. Specyfikacja wymienia między innymi obsługę Bluetooth 4.0, ale - co ważne - w wersji LE (Low Energy). Dzięki temu mniej energii będzie przeznaczane na obsługę połączenia z telefonem. Zasięg tego standardu bluetooth ma wynosić 10 metrów. Idąc dalej, wewnątrz znalazła się bateria litowo-polimerowa o pojemności 250 mA, a zakres temperatur w jakich może działać YANBOX GO to od -20 do 55 st. Celsjusza.

Jednocześnie w instrukcji obsługi pojawia się ostrzeżenie, aby nie zostawiać urządzenia w samochodzie w miejscach, gdzie może ono być wystawione na promienie słoneczne, bo temperatura wewnątrz pojazdu może wówczas przekraczać bezpieczny limit. W kwestii specyfikacji warto jeszcze poruszyć temat kompatybilności. Do prawidłowego działania YANBOX-a GO potrzebne jest urządzenie z systemem Android 10 lub nowszym albo iOS 16 lub nowszym. Z tym raczej nie powinno być problemu, o ile nie używamy bardzo starego smartfona. 

Montaż w samochodzie

Samo przymocowanie YANBOX-a GO w samochodzie jest dziecinnie proste. Nie potrzeba do tego żadnych narzędzi, a wszystko co niezbędne znajduje się w opakowaniu. Wystarczy tylko wybrać odpowiednie według siebie miejsce, następnie wyczyścić je nasączoną ściereczką i wytrzeć suchą (obie są w zestawie), a później nakleić już tylko plaster z haczykami. A że YANBOX GO posiada na tyle dwa paski z rzepami to trzeba go już tylko przyczepić. No i w każdej chwili można go też łatwo zdjąć. Dodam od razu, że niewielka waga YANBOX-a GO połączona z całkiem mocnym rzepem sprawiają, że urządzenie trzyma się bardzo pewnie. Ani razu nie odpadło mi w trakcie jazdy i zupełnie nic nie wskazywało, że mogłoby się to wydarzyć. Po prostu bardzo dobrze się trzyma.

Łączność i aplikacja

Temat łączności oraz aplikacji jest w przypadku YANBOX-a GO szczególnie ważny. Jedną z bezsprzecznych zalet tego urządzenia jest brak drenowania baterii smartfona. Wszystko przez sposób w jaki działa aplikacja. Kiedy już przejdziemy przez cały proces jej „aktywacji” i połączymy się z YANBOX-em GO to przy następnym wsiadaniu do samochodu nie musimy w zasadzie nic robić. Jeśli tylko mamy włączony Bluetooth, to aplikacja samodzielnie połączy się z urządzeniem. Oczywiście do jego prawidłowej pracy niezbędne jest także włączenie danych komórkowych, no ale to samo dotyczy nawigacji czy aplikacji Yanosik. Dążę jednak do tego, że mając YANBOX-a GO i wsiadając do samochodu ze smartfonem nie trzeba nic dodatkowo włączać, ani mieć ciągle odpalonego ekranu. Jeśli jednak chcecie mieć stuprocentową pewność, że urządzenie działa, możecie uruchomić aplikację i zobaczyć, czy status to „Połączono”.

Przechodząc teraz do tematu samej aplikacji, warto zacząć od jej pierwszego uruchomienia. Pobierzemy ją za darmo zarówno z App Store (iPhone), jak i Google Play (Android). Do jej aktywacji niezbędne jest zalogowanie się (w moim przypadku za pomocą Facebooka lub konta Apple) lub utworzenie nowego konta. Po tym procesie dodajemy już naszego YANBOX-a GO. Aplikacja sama go wyszuka i skonfiguruje. Oczywiście musimy jej także udzielić wszelkich niezbędnych zgód systemowych, w tym na używanie naszego położenia. Możemy też włączyć powiadomienia.

Po dodaniu urządzenia do aplikacji wyświetli się krótki poradnik objaśniający najważniejsze kwestie związane z użytkowaniem YANBOX-a GO. Można tutaj dowiedzieć się co znaczą poszczególne kolory diod LED i ich zachowanie. Mamy także wyjaśnienie działania przycisków oraz informacje, kiedy nastąpią informacje dźwiękowe. Bardzo dobrze, że to wszystko się tutaj znalazło.

A co do samej aplikacji, to jest ona dość uboga. I nie traktuję tego jako wady, no bo w zasadzie za bardzo nic tutaj nie potrzeba. Na pierwszej stronie mamy przede wszystkim informację o stanie połączenia z urządzeniem i jego naładowaniu. W kolejnej zakładce znajduje się profil użytkownika, a w następnej m.in. informacja o wersji aplikacji, możliwość wysłania raportu, warunki korzystania, polityka prywatności, ale nie tylko. Odnajdziemy tutaj również sekcję pozwalającą wybrać zdarzenia drogowe, o których ma nas ostrzegać YANBOX GO. Na liście mamy: fotoradary, policję, zagrożenia, prace drogowe, wypadki oraz inspekcje ITD. To mniej niż w aplikacji Yanosik, gdzie mamy jeszcze takie ostrzeżenia: zatrzymany pojazd, nieoznakowani, kamera na światłach, kamera na przejeździe kolejowym, fotoradar statystyczny oraz zwierzyna. 

Poza tym w aplikacji YANBOX GO możemy jeszcze regulować jasność w trybie dziennym i nocnym oraz włączać lub wyłączać powiadomienia dźwiękowe i diody LED w trakcie jazdy. Jest nawet opcja zwiększenia czułości na ruch, choć w tym przypadku producent rekomenduje włączenie tylko wtedy, gdy sprzęt ma problemy z wybudzaniem. W aplikacji znajdziemy też numer urządzenia, przycisk do jego usunięcia oraz zakładkę z powiadomieniami. I to by było na tyle.

Ładowanie i bateria

Specyfikacja techniczna jasno informuje nas, że wewnątrz YANBOX-a GO znajduje się akumulator litowo-polimerowy o pojemności 250 mAh. Jego ładowanie odbywa się przez złącze USB-C ze standardowym napięciem 5 V. Jeśli zatem macie wyjście USB w aucie lub ładowarkę z USB wpinaną w zapalniczkę to bez problemu podładujecie YANBOX-a GO w samochodzie. Tym sposobem można też go na stałe podłączyć do zasilania, ale nie ma to większego sensu. Wszystko przez czas działania na jednym ładowaniu, jaki może osiągać ten mały sprzęt. Według informacji od producenta YANBOX GO wytrzymuje bez ładowania nawet do 6 tygodni. Oczywiście kluczowe jest „do”. To, ile rzeczywiście będzie działał bez ładowania, zależy od długości tras, intensywności podświetlenia oraz ilości samych komunikatów. Każdy będzie zatem osiągał różny czas. Od siebie mogę jedynie dodać, że faktycznie można zapomnieć o ładowaniu tego urządzenia na długi, długi czas.

YANBOX GO w praktyce

Doszliśmy więc do najważniejszego tematu, a więc tego jak sprawdza się YANBOX GO w praktyce. I tutaj mam kilka ciekawych rzeczy do poruszenia. Zacznijmy może od uruchamiania. Jak już wspomniałem, urządzenie samodzielnie łączy się z aplikacją na smartfonie. Ale to nie wszystko, bo także automatycznie się włącza, gdy wykryje ruch. Muszę przyznać, że działa to naprawdę dobrze i już od pierwszych metrów po ruszeniu samochodem urządzenie jest gotowe do zgłaszania zdarzeń na drodze. W trakcie pierwszych testów w mieście uruchomiłem równolegle aplikację Yanosik, aby porównać te dwa produkty. I jak się prędko okazało, oba informowały o tych samych zdarzeniach w praktycznie identycznym momencie. Najprawdopodobniej oba łączą się z tymi samymi serwerami, co ma oczywiście najwięcej sensu. Można więc powiedzieć, że pod tym względem mamy taką „fizyczną” wersję aplikacji.

Niestety mimo przejścia samouczka w aplikacji przez pierwsze kilka/kilkanaście kilometrów dość niepewnie korzystałem z komunikatów YANBOX-a GO. Prawie każde ostrzeżenie wywoływało u mnie myśl „co dokładnie oznaczał ten kolor?” Wyjątkiem była kontrola policyjna, bo wtedy światło ma kolor niebieski i towarzyszy mu naprawdę charakterystyczny sygnał dźwiękowy. No ale jak pewnie się domyślacie to tylko kwestia praktyki. Po czasie odruchowo zacząłem już rozpoznawać komunikaty za pomocą diod LED. A w gruncie rzeczy mamy ich łącznie trzy, więc dość szybko można się nauczyć. A co do komunikatów dźwiękowych to są one odpowiednio głośne. Nie na tyle, aby irytować, ale wystarczająco, by przyciągnąć naszą uwagę nawet przy grającej muzyce.

Na pewno sprawnie działa tutaj komunikowanie odległości od zdarzenia. Aż 12 diod LED całkiem precyzyjnie wskazuje, jak daleko jesteśmy od zgłoszonego miejsca. Doceniłem też spory rozmiar przycisków. Nie trzeba więc błądzić palcem, kiedy chcemy potwierdzić lub odwołać dane ostrzeżenie. Warto również dodać, że oba są podświetlane na zielono (potwierdź) i czerwono (odwołaj), gdy YANBOX GO jest podłączony do ładowarki. A, no i mamy też ostrzeżenia o odcinkowych pomiarach prędkości. Urządzenie pokazuje też, ile zostało do końca takiego pomiaru. Podsumowując tę część muszę przyznać, że najtańsze urządzenie od Yanosika działa zaskakująco dobrze i precyzyjnie. Nie obawiałbym się tutaj jakichś przekłamań i po tych 188 razem przejechanych kilometrach zacząłem ufać mu tak samo jak aplikacji.

Brak abonamentu, ale gdzie tu dodać reklamy?

Jedną z rzeczy, którą producent chwali się na stronie YANBOX-a GO, jest brak konieczności kupowania abonamentu, żeby pozbyć się reklam. I faktycznie można odbierać to jako plus, ale obiektywnie patrząc jest to wypadkowa prostoty tego urządzenia. W gruncie rzeczy nie ma tutaj jak wyświetlać lub komunikować treści reklamowych. Nie mamy żadnego ekranu, ani głośnika (jest tylko buzzer do podstawowych dźwięków), a sama aplikacja na dobrą sprawę również nie musi być odpalona. Chyba rozumiecie już do czego dążę? Świetnie, że nie ma reklam, ale zwyczajnie nie ma też gdzie ich dodać.

YANBOX GO vs aplikacja Yanosik

W mojej ocenie największym zagrożeniem dla YANBOX-a GO jest kanibalizacja ze strony aplikacji mobilnej. Przede wszystkim jest ona darmowa. I tak, bez abonamentu jesteśmy skazani na reklamy, tylko że nie wszystkim one tak bardzo przeszkadzają. Jeśli zwyczajnie pokonujemy krótkie trasy (np. do 50 kilometrów) to prawdę mówiąc reklamy w aplikacji nie są tak irytujące. I nie ma ich aż tak wiele, a sam korzystam często z Yanosika (choć to też zależy od miejsc, obok których przejeżdżamy). Poza tym aplikację mamy zawsze w telefonie i na dziś dzień jest ona bardzo rozbudowana. Bo oprócz ostrzeżeń mamy również nawigację, opcję wyszukiwania warsztatów, radio, historię tras i wiele, wiele innych. Nie wspominając już, że aplikacja posiada więcej opcji ostrzeżeń do włączania, jak chociażby o kamerach na światłach (popularny system Red Light).


Zdaję sobie jednak sprawę, że to dwa różne produkty z innym odbiorcą. Wiem, że na pewno są osoby, które wolą korzystać z „fizycznej wersji” Yanosika. Przewagą YANBOX-a GO może być prostota użytkowania i brak rozpraszaczy. No i raczej łatwiej nacisnąć duży fizyczny przycisk niż jego mniejszą wersję na ekranie. Nie można więc zestawiać 1:1 aplikacji z YANBOX-em Go. Problem polega jedynie na tym, że zwykli kierowcy, którzy nie pokonują często długich tras, mogą wybrać w tym przypadku darmową aplikację lub proste urządzenie, na które muszą wydać 300 zł. I chyba sami domyślacie się już, co wybiorą.

Wracając jeszcze do tematu abonamentu, w przypadku YANBOX-a GO nie musimy nic kupować, by działał on bez reklam. Pozbycie się treści marketingowych w aplikacji wymaga z kolei opłacania subskrypcji w cenie 11,99 zł miesięcznie lub 119,99 zł za rok. W przypadku rocznego planu wychodzi na to, że zakup YANBOX-a GO „zwróciłby się” po około 2,5 roku. Czy to dużo, czy mało, oceńcie już sami.

YANBOX GO - dla kogo?

Jeszcze przed ogólnym podsumowaniem krótko opiszę, dla kogo moim zdaniem jest YANBOX GO. I nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi, ale… jak można wnioskować już ze wcześniejszych fragmentów recenzji, raczej nie będzie to urządzenie dla tych, którzy pokonują krótkie dystanse i nie mają nic przeciwko aplikacji. Bo wtedy nie muszą nic wydawać, a jedynie odsłuchać co jakiś czas reklamy. I to też nie zawsze. Brak abonamentu w aplikacji będzie jednak odczuwalny dla kierowców zawodowych lub zwyczajnie osób pokonujących często długie trasy. Jeśli wybiorą YANBOX-a GO zamiast płatnej subskrypcji w aplikacji, to po pierwsze zyskują stały brak reklam, a po drugie prostsze urządzenie z dużymi przyciskami, które raczej w mniejszym stopniu rozprasza uwagę. Z drugiej strony raczej takie osoby często i tak będą miały uruchomioną nawigację. Finalnie więc uważam, że jest to produkt głównie dla tych kierowców, którzy regularnie pokonują dużo kilometrów. Ale oczywiście może to być również funkcjonalny dodatek do auta dla zwykłego kierowcy, który woli taką analogową technologię.

Opinia i ocena

Cena YANBOX-a GO to 299 zł, co jak na tak proste w gruncie rzeczy urządzenie jest w moim odczuciu zbyt dużą kwotą. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wynika ona między innymi z dostępu do licznej społeczności użytkowników, którą Yanosik budował przez lata oraz z braku abonamentu i reklam. Jednakże, jak już wcześniej opisałem, nie za bardzo jest gdzie tutaj dodać reklamy. Ponadto YANBOX GO jest mocno ograniczony względem aplikacji. Nie posiada chociażby nawigacji, radia, nie pokazuje ograniczeń prędkości na danym odcinku oraz nie ma innych funkcjonalności dostępnych w aplikacji. Dla niektórych użytkowników reklamy nie są też aż tak uciążliwe, by płacić za ich wyłączenie lub tym bardziej YANBOX-a, bo zwyczajnie nie pokonują dużej liczby kilometrów.

Minusem okazać może się również konieczność zapamiętania co dokładnie oznaczają dane kolory, choć to akurat chyba najmniejszy problem. Brakuje mi też komunikatów głosowych w stylu „Roboty drogowe za 300 m”. Ich brak oznacza również, że użytkownicy raczej będą przy każdym ostrzeżeniu zerkać na urządzenie, by zobaczyć jaki kolor mają diody LED i jak bardzo wypełniony jest „pasek dystansu”. Nie jest to również samodzielne urządzenie. Bo chociaż aplikacja może działać w tle i nie obciążać tak baterii telefonu to w gruncie rzeczy do prawidłowego działania YANBOX telefon zawsze musi być w pobliżu. Najprawdopodobniej aplikacja oraz YANBOX korzystają z tych samych serwerów. Sęk w tym, że w aplikacji możemy wybrać więcej ostrzeżeń, które mają być komunikowane kierowcy. To tyle jeśli chodzi o podsumowanie słabych stron YANBOX-a GO.

Teraz przejdźmy do zalet tego urządzenia. Przede wszystkim YANBOX GO jest krokiem w kierunku tej bardziej analogowej technologii. Dla niektórych może być to spory plus w świecie opanowanym przez ekrany. Tutaj mamy zwykły pasek LED informujący o zagrożeniu, komunikat dźwiękowy i duże fizyczne przyciski potwierdzające lub odwołujące zgłoszenie („Tak” lub „Nie”). Cieszy również to, że urządzenie posiada wbudowaną baterię i pomimo jej niewielkiej pojemności jest w stanie długo działać bez ładowania. No i może też być na stałe podpięte do ładowarki w samochodzie. Kolejnym plusem jest możliwość przyczepienia go w praktycznie dowolnym miejscu dzięki rzepom i plastrowi z haczykami. Tę kwestię ułatwiają także niewielkie wymiary YANBOX-a GO.

Osobiście podoba mi się prostota tego sprzętu (ale po raz kolejny - nie w tej cenie). Co do samego działania - tutaj nie można się przyczepić. Podczas swoich testów nie odnotowałem żadnych problemów. YANBOX zawsze sam włączał się po ruszeniu z miejsca, prawidłowo dawał komunikaty i ostrzegał równie szybko co aplikacja Yanosik. Podoba mi się jeszcze specyficzny rodzaj powiadomienia (świetlnego i dźwiękowego) o zbliżaniu się do kontroli policyjnej. Krótko mówiąc nie da się tego przegapić ani pomylić z innymi ostrzeżeniami. Korzystanie z YANBOX-a GO może także oszczędzić baterię telefonu.

Podsumowując to wszystko uważam, że YANBOX GO w żadnym wypadku nie stanowi alternatywy dla aplikacji Yanosik. Ta jest na dziś dzień zbyt rozbudowana, a znaczna część kierowców i tak używa telefonu w trakcie jazdy (nawigacja, muzyka, połączenia itd.). Na dłuższych trasach moim zdaniem YANBOX GO może być wygodniejszy. Przy jeździe po mieście i na krótkich odcinkach wygrywa raczej aplikacja, głównie ze względu na jej dostępność za darmo.

To czy YANBOX GO ma sens zależy więc od potrzeb i tego czy zwyczajnie chcecie mieć taką uproszczoną, bardziej analogową wersję Yanosika. W mojej ocenie produkt ten nie jest zły, tylko trochę źle wyceniony. Koszt zakupu wynoszący 299 zł to dużo jak na taki sprzęt. Myślę, że rozsądną górną granicą byłoby 200 zł. Więc jeśli uda wam się znaleźć go za tyle na promocji, to wtedy raczej warto. Przy regularnej cenie YANBOX GO oceniam na 7,5/10.

 

YANBOX GO - Ocena

YANBOX GO - opinia

  YANBOX GO - Zalety:

  • Niewielki rozmiar i mała waga
  • Możliwość zamontowania w praktycznie dowolnym miejscu
  • Rzep dobrze się trzyma, więc urządzenie nie odpada
  • Dobra jakość wykonania, mimo że to tylko plastik
  • Dwa duże podświetlane przyciski
  • Wbudowany akumulator wystarcza na bardzo długi czas działania bez ładowania
  • Dedykowana aplikacja z możliwością sterowania jasnością, ostrzeżeniami itd.
  • Precyzyjne powiadomienia (identyczne jak w aplikacji Yanosik)
  • Pasek LED oznaczający odległość od zdarzenia również działa precyzyjnie
  • Powiadomienia dźwiękowe są odpowiedniej głośności
  • Unikatowy sygnał dla kontroli policyjnej
  • Automatycznie włącza się po wykryciu ruchu
  • Łączy się z aplikacją bez ingerencji użytkownika
  • Brak abonamentu (reklam)...

  YANBOX GO - Wady

  • ...ale na dobrą sprawę nie ma ich gdzie tutaj dodać
  • Brak komunikatów głosowych w stylu "Roboty drogowe za 300 metrów" (wewnątrz znajduje się tylko brzęczyk)
  • Nie jest to w pełni samodzielne urządzenie - wymaga stałego połączenia ze smartfonem i korzystania z jego połączenia z siecią
  • Ograniczona liczba ostrzeżeń względem aplikacji
  • Dla niektórych konieczność zapamiętania co znaczą dane kolory
  • Przede wszystkim cena

Cena na dzień publikacji: 299 zł
 

Kup teraz

Sprzęt do testów dostarczył:

Yanosik

 

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Przejechałem 188 km z „fizycznym” Yanosikiem bez abonamentu. Test YANBOX GO
 0