Europa odwraca się od Microsoftu. Firma traci na polityce Trumpa


Europa odwraca się od Microsoftu. Firma traci na polityce Trumpa

Microsoft coraz wyraźniej odczuwa konsekwencje narastającego napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Przez lata amerykański gigant był symbolem stabilności w administracji publicznej, biznesie i edukacji, lecz dziś kolejne europejskie instytucje zaczynają szukać alternatywy dla jego usług. Powód nie leży już wyłącznie w cenach oprogramowania ani sporach o monopol, ale o zaufanie i wzajemne relacje.

Zmiana nastawienia jest bezpośrednim efektem polityki Donalda Trumpa wobec europejskich partnerów, która ponownie rozbudziła w Unii Europejskiej potrzebę cyfrowej niezależności. Choć Microsoft nie należał do firm najgłośniej wspierających byłego prezydenta USA, to właśnie jego pozycja na Starym Kontynencie zaczyna słabnąć i to możliwe, że najbardziej ze wszystkich.

Microsoft traci europejski grunt pod nogami

W kilku krajach europejskich administracja publiczna zaczęła otwarcie ograniczać zależność od amerykańskiego oprogramowania. Niemcy, Francja, Austria i Dania analizują przejście na rozwiązania open source lub już rozpoczęły migrację części systemów.

Dla Microsoftu to wyjątkowo nieprzychylne informacje, ponieważ jego produkty od dekad stanowią fundament pracy urzędów, ministerstw i instytucji publicznych. Windows, Office i Microsoft 365 były przez lata niemal domyślnym wyborem. Teraz coraz więcej polityków i ekspertów przekonuje, że tak mocne uzależnienie od jednego dostawcy spoza Europy jest strategicznym błędem.

Zmiana nastrojów nie pojawiła się nagle. W wielu stolicach europejskich rośnie przekonanie, że technologia stała się narzędziem wpływu geopolitycznego, a kontrola nad danymi obywateli zyskuje znaczenie porównywalne z bezpieczeństwem energetycznym. Ameryka walczy, żeby dane wrażliwe były przetwarzane wyłacznie przez amerykańskie firmy i oprogramowanie. Czy w Europie nie powinno być podobnie?

Na szczęście coraz więcej urzędników zauważa, że kluczowe systemy państwowe powinny działać na infrastrukturze, nad którą Europa ma pełną kontrolę.

Rosnące ceny tylko pogłębiły problem

Nie bez znaczenia pozostają także podwyżki cen. W ostatnich miesiącach część klientów Microsoftu w Europie zwraca uwagę na wyższe koszty korzystania z usług chmurowych i pakietu Microsoft 365. Dla administracji publicznej i dużych firm oznacza to dodatkowe miliony euro wydatków rocznie.

W normalnych warunkach wielu klientów prawdopodobnie zaakceptowałoby wyższe rachunki w zamian za wygodę i znajome środowisko pracy. Tym razem podwyżki trafiły jednak na wyjątkowo trudny moment. Europejskie rządy zaczęły patrzeć na amerykańskich dostawców nie tylko jak na partnerów technologicznych, ale również jak na element politycznej układanki. W efekcie Microsoft znalazł się w sytuacji, w której biznes miesza się z dyplomacją, a decyzje podejmowane w Białym Domu zaczynają odbijać się na wynikach firm. 

Cyfrowa suwerenność przestała być pustym hasłem

Jeszcze kilka lat temu dyskusje o europejskiej suwerenności cyfrowej często kończyły się  jedynue na głośnych deklaracjach, jednak dziś wraz ze wzrostem świadomości samych obywateli, a także naruszenia zaufania na linii USA - UE, te dyskusje wyglądają zupełnie inaczej. Microsoft próbuje rozwiewać obawy, a nawet zapowiada rozwój lokalnych centrów danych, inwestycje w europejską sztuczną inteligencję i dodatkowe gwarancje dotyczące ochrony informacji. Problem polega na tym, że dla części polityków te działania pojawiły się zbyt późno. Poza tym to wciąż firma spoza Europy, nawet jeśli infrastruktura jest lokalna.

Microsoft próbuje zachować ostrożność i unika otwartego konfliktu z Brukselą. Jednak nawet najbardziej dyplomatyczna strategia może nie wystarczyć, gdy technologia staje się elementem międzynarodowej polityki.

Niepokój wzmacniają wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli firmy, którzy przyznawali, że nie mogą całkowicie wykluczyć przekazywania danych do Stanów Zjednoczonych w określonych okolicznościach prawnych. Dla wielu europejskich rządów jest to nie do przyjęcia i stało się argumentem za przyspieszeniem zmian.

Microsoft płaci za cudze decyzje

Najciekawsze w tej historii jest to, że Microsoft nie był najbardziej politycznie zaangażowaną firmą technologiczną w czasie amerykańskiej kampanii wyborczej. Inni liderzy branży znacznie mocniej wiązali swoje nazwiska z Donaldem Trumpem. Chociaż Microsoft ostatecznie dołączył do grona innych dużych firm technologicznych, przekazując milion dolarów na fundusz inauguracyjny Trumpa, ani prezes firmy, Satya Nadella, ani Gates nie pojawili się na inauguracji. Mimo to właśnie Microsoft może dziś stracić najwięcej. 

Powód jest prosty. To nie media społecznościowe ani chatboty stanowią podstawę działania urzędów. To właśnie usługi Microsoftu są głęboko osadzone w administracji, systemach państwowych i codziennej pracy instytucji. Jeśli Europa chce uniezależnić się technologicznie od USA, naturalnym celem staje się producent Windowsa.

Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:

Europa odwraca się od Microsoftu. Firma traci na polityce Trumpa
 0