Na globalnych platformach e-commerce pojawił się nowy schemat sprzedaży komputerów, który wykorzystuje niedobory sprzętu i rosnącą popularność usług chmurowych. Oferty kuszą hasłami o 1 TB lub nawet 1,2 TB pamięci masowej, jednak w praktyce urządzenia wyposażone są w niewielkie dyski SSD, a brakującą przestrzeń zastępuje subskrypcja chmury aktywowana przed sprzedażą.
Sprzedawcy zaczęli oferować komputery z fizycznymi nośnikami o pojemności 128 GB, podczas gdy w specyfikacji widnieją wartości przekraczające 1 TB. Różnica wynika z doliczonej do zestawu rocznej subskrypcji chmury.
Mechanizm jest prosty. Sprzedawca konfiguruje urządzenie, instaluje system i aktywuje płatną usługę przechowywania danych online. Koszt abonamentu wlicza w cenę komputera. Klient otrzymuje sprzęt gotowy do pracy, widzi w systemie dużą przestrzeń dyskową, lecz znaczna część plików trafia na zewnętrzne serwery.
W praktyce oznacza to, że deklarowane 1,1 czy 1,2 TB nie odpowiada realnej pojemności zainstalowanego dysku. Doświadczony użytkownik może zauważyć, że takie wartości nie odpowiadają standardowym konfiguracjom SSD, które występują w wariantach 128 GB, 256 GB, 512 GB, 1 TB czy 2 TB.
Dla konsumentów oznacza to konieczność dokładnego czytania specyfikacji i weryfikowania, czy deklarowana pojemność dotyczy fizycznego nośnika, czy pakietu obejmującego usługi online.
Windows 11 i skromne 128 GB
Problem staje się bardziej widoczny w zestawieniu z wymaganiami współczesnych systemów operacyjnych. Wiele z tych komputerów działa pod kontrolą Windows 11. Czysta instalacja systemu potrafi zajmować kilkadziesiąt gigabajtów przestrzeni. W przypadku dysku 128 GB użytkownikowi pozostaje ograniczone miejsce na aplikacje i pliki lokalne.
W takiej konfiguracji chmura przestaje być dodatkiem, a staje się podstawowym magazynem danych. Dokumenty, zdjęcia czy kopie zapasowe są synchronizowane z serwerami dostawcy. Bez aktywnej subskrypcji dostęp do nich może zostać ograniczony.
Subskrypcja w pakiecie
Najczęściej wykorzystywaną usługą jest Microsoft OneDrive, powiązana z ekosystemem Microsoft. Sprzedawcy opłacają roczny abonament przed sprzedażą komputera, nie zawsze jasno komunikując ten fakt w opisie oferty.
Po upływie dwunastu miesięcy użytkownik staje przed wyborem: przedłużyć subskrypcję i kontynuować przechowywanie danych w chmurze albo zrezygnować i zmierzyć się z ograniczeniami dostępu do plików. Dane znajdują się w centrach przetwarzania danych operatora usługi i wymagają aktywnego konta oraz połączenia z internetem.
W regionach, gdzie dostęp do sieci bywa niestabilny lub podlega ograniczeniom administracyjnym, taki model przechowywania informacji może rodzić dodatkowe ryzyko. Użytkownik traci kontrolę, a jego zasoby zależą od zewnętrznej infrastruktury.
Nie tylko komputery stacjonarne
Zjawisko nie ogranicza się do desktopów. Podobne oferty pojawiły się także w segmencie laptopów, między innymi na Amazon. W części przypadków informacja o udziale chmury w deklarowanej pojemności znajduje się w specyfikacji, lecz bywa ukryta w mniej widocznych fragmentach opisu.
W procederze pojawiają się urządzenia znanych marek, w tym modele sygnowane przez HP. Platformy sprzedażowe działają jako pośrednicy, a odpowiedzialność za opis produktu spoczywa na sprzedawcach zewnętrznych.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Nowy trik sprzedawców komputerów. Płacisz za dysk, dostajesz chmurę