Internetowy ruch konsumencki „Stop Killing Games” zapowiada nowy etap działalności. Inicjatywa, która zrodziła się z frustracji graczy wobec praktyk wydawców wycofujących wsparcie dla sprzedanych już tytułów, planuje powołanie dwóch organizacji pozarządowych – jednej w Stanach Zjednoczonych i drugiej w Unii Europejskiej. Celem ma być trwałe zakorzenienie postulatów ruchu w systemach prawnych po obu stronach Atlantyku.
Informacja pojawiła się w materiale wideo opublikowanym przez twórcę kampanii, Rossa Scotta, a nagłośnionym przez Engadget. Nowe podmioty mają zająć się lobbingiem legislacyjnym oraz budową mechanizmów umożliwiających konsumentom zgłaszanie przypadków wycofania dostępu do zakupionych gier.
Od The Crew do miliona podpisów
Ruch nabrał rozpędu w 2024 roku po decyzji Ubisoft o zakończeniu wsparcia dla gry The Crew. Tytuł został usunięty z bibliotek użytkowników, ponieważ wymagał stałego połączenia z serwerami wydawcy. W praktyce oznaczało to, że klienci, którzy kupili grę, utracili możliwość korzystania z niej.
Pierwsza petycja „Stop Killing Games” zebrała milion podpisów, dzięki czemu spełniła próg wymagany do formalnego rozpatrzenia w Parlament Europejski. Kampania zyskała wsparcie znanych postaci ze świata internetu i branży gier. Publicznie poparli ją między innymi Cr1TiKaL, PewDiePie oraz twórca Minecrafta Markus Persson. Wsparcia udzielił także wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Nicolae Ștefănuță.
Równolegle złożono petycję do rządu Wielkiej Brytanii. Odpowiedź parlamentu była formalna i nie doprowadziła do rewizji przepisów dotyczących cyfrowej przestarzałości produktów. Dla organizatorów kampanii stało się jasne, że presja społeczna musi zostać wzmocniona zapleczem prawnym.
Plan: NGO jako narzędzie zmiany prawa
Nowe organizacje pozarządowe mają działać w sposób systemowy. W Unii Europejskiej celem będzie włączenie postulatów ruchu do prawa wspólnotowego, tak aby wydawcy nie mogli jednostronnie odbierać dostępu do zakupionych produktów cyfrowych. W Stanach Zjednoczonych plan zakłada podobne działania na poziomie federalnym i stanowym.
Jednym z elementów strategii ma być stworzenie systemu zgłoszeń dla klientów. Mechanizm pozwoliłby dokumentować przypadki wycofania gier zależnych od serwerów online oraz analizować, czy doszło do naruszenia praw konsumenckich. Organizatorzy podkreślają, że rynek gier coraz częściej opiera się na modelach usługowych, w których dostęp do treści jest warunkowany utrzymaniem infrastruktury przez wydawcę.
Spór o granice odpowiedzialności
Kampania spotkała się z krytyką części środowiska prawniczego i branżowego. W rozmowie z GamesIndustry.biz prawnik specjalizujący się w prawie własności intelektualnej Sergio Ferreira wskazywał, że utrzymywanie gier sieciowych w nieskończoność jest nierealistyczne. Podkreślał koszty stałej konserwacji, zależność od licencji podmiotów trzecich oraz techniczne wyzwania związane z archiwizacją infrastruktury online.
Zwolennicy „Stop Killing Games” odpowiadają, że problem nie dotyczy wiecznego utrzymywania serwerów, lecz prawa do korzystania z produktu, za który zapłacono. W ich ocenie wydawcy powinni zapewnić tryb offline, udostępnić kod serwera społeczności lub zastosować inne rozwiązania umożliwiające dalszą rozgrywkę po zakończeniu oficjalnego wsparcia.
Rynek usługowy pod ostrzałem
Coraz więcej gier funkcjonuje jako usługi, a użytkownicy nabywają licencję na dostęp, a nie pełne prawo własności egzemplarza. Model ten pozwala firmom kontrolować cykl życia produktu i ograniczać koszty utrzymania starszych tytułów.
Jeśli inicjatywa „Stop Killing Games” doprowadzi do zmian legislacyjnych, może to wymusić na wydawcach modyfikację strategii projektowania i dystrybucji gier. W grę wchodzi nie tylko ochrona konsumentów, lecz także archiwizacja dziedzictwa cyfrowego i dostęp do kultury w erze usług online.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
„Stop Killing Games” idzie do Brukseli i Waszyngtonu. Internetowy protest zamienia się w realną siłę