W ostatnich latach sporo mówi się o zagrożeniach związanych z nowoczesnymi funkcjami w autach. Eksperci pokazywali już, iż przez luki w oprogramowaniu można śledzić pojazdy, a nawet przejmować nad nimi kontrolę. Najczęściej chodziło o systemy multimedialne, bezprzewodowe kluczyki czy serwery producentów.
Teraz badacze zwrócili uwagę na coś, co do tej pory nie budziło większych obaw. Chodzi o system monitorowania ciśnienia w oponach, czyli TPMS. To on informuje kierowcę, że w kole spadło ciśnienie. Okazuje się, iż może on ujawniać dane, które pozwalają śledzić samochód.
Sygnał z opon bez szyfrowania
W wielu autach stosowany jest bezpośredni system TPMS. Korzystają z niego m.in. Toyota, Renault, Hyundai czy Mercedes-Benz. W takim rozwiązaniu w kołach znajdują się niewielkie czujniki zasilane baterią. Mierzą one ciśnienie i temperaturę, a następnie wysyłają dane drogą radiową do komputera auta.
W ostatnich latach sporo mówi się o zagrożeniach związanych z nowoczesnymi funkcjami w autach. Eksperci pokazywali już, iż przez luki w oprogramowaniu można śledzić pojazdy, a nawet przejmować nad nimi kontrolę.

Problem polega na tym, że te sygnały są przesyłane bez szyfrowania. Zawierają też unikalny identyfikator przypisany do konkretnego pojazdu. Oznacza to, że ktoś, kto odbierze taki sygnał, może w teorii rozpoznać konkretne auto.
Tani sprzęt wystarczy do śledzenia
Zespół badaczy z IMDEA Networks i kilku europejskich uczelni sprawdził, jak łatwo można przechwycić takie dane. Okazało się, że wystarczą stosunkowo niedrogie urządzenia radiowe, kosztujące około 100 dolarów. Można je zbudować z ogólnodostępnych podzespołów, na przykład z użyciem minikomputera typu Raspberry Pi.
Tak przygotowany odbiornik jest w stanie wychwycić sygnał TPMS z odległości ponad 50 metrów. Teoretycznie można go ukryć przy drodze i zbierać dane z przejeżdżających samochodów. Jeśli urządzenie znalazłoby się w pobliżu czyjegoś domu, możliwe byłoby powiązanie konkretnego identyfikatora z konkretnym autem, a potem śledzenie jego codziennych tras.
Ryzyko dla prywatności i bezpieczeństwa
Taka luka może mieć różne konsekwencje. Przestępcy mogliby analizować trasy ciężarówek czy aut dostawczych, by wybrać najlepszy moment na kradzież. Na podstawie zmian ciśnienia w oponach dałoby się nawet próbować oszacować obciążenie pojazdu.
Badacze zwracają też uwagę, że w teorii możliwe byłoby wysłanie fałszywego sygnału o spadku ciśnienia, co mogłoby zmusić kierowcę do zatrzymania się. Co więcej, ponieważ kierowca nie ma kontroli nad emisją sygnału TPMS, takie dane mogłyby być wykorzystywane do monitorowania pracowników bez ich wiedzy albo do szerzej zakrojonej obserwacji ruchu drogowego.
W ostatnich latach producenci samochodów i instytucje publiczne wzmocnili zabezpieczenia systemów informatycznych po wcześniejszych incydentach związanych z wyciekiem danych lokalizacyjnych. Jednak, jak wskazują autorzy badań, kwestia TPMS do tej pory nie była traktowana jako poważne zagrożenie.
Potrzebne zmiany w zabezpieczeniach
Eksperci zalecają wprowadzenie szyfrowania sygnałów wysyłanych przez czujniki w oponach. Problem w tym, że nie istnieje jeden, wspólny standard TPMS dla wszystkich producentów. To oznacza, że ewentualne poprawki mogą być wdrażane nierównomiernie i w różnym tempie.
Na razie nie ma informacji o konkretnych decyzjach ze strony branży motoryzacyjnej. Badanie pokazuje jednak, że nawet proste i powszechne systemy w samochodach mogą stać się źródłem nieoczekiwanych zagrożeń dla prywatności.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Czujniki w oponach mogą zdradzać lokalizację auta. Eksperci ostrzegają