Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że za dekadę dominującym producentem procesorów będzie AMD, nie tylko bym nie uwierzył, ale wręcz uznał tę osobę za szaloną. Cofając się do 2016 roku, najmocniejszą propozycją czerwonych dla użytkowników domowych były CPU z rodziny AMD FX, a konkretnie bazujące na drugiej generacji architektury modułowej o nazwie kodowej Piledriver, które swoją premierę miały... pod koniec 2012 roku. Innymi słowy, przez cztery lata w temacie procesorów o wysokiej wydajności z logo AMD nie działo się dosłownie nic, a żeby lepiej uzmysłowić skalę problemu, modele te już w momencie debiutu dzieliła przepaść od Inteli w kwestii osiągów jednordzeniowych oraz wyników w grach.
Kolejne architektury niebieskich tylko powiększyły tę różnicę, a pikanterii sprawie dodawał fakt, że nawet druga generacja FX pod pewnymi względami wciąż odstawała od poprzedników z serii Phenom II. Czerwoni mogli walczyć tylko w temacie wydajności wielowątkowej, do tego jedynie ze starszymi Intelami, a co najważniejsze, było to okupione znacznym, jak na tamte czasy, poborem prądu. Innymi słowy, w dziale CPU firmy AMD zdecydowanie nie działo się najlepiej.

Pierwsza generacja serii Ryzen - AMD wraca do gry
Aż w końcu nastał 2017 rok i światło dzienne ujrzały procesory na mocno wyczekiwanej architekturze Zen, które ostatecznie otrzymały marketingową nazwę rodziny Ryzen. Względem FX, różnica była kolosalna i chociaż pierwsze Ryzeny wciąż miały pewne bolączki, m.in. początkowe problemy z pamięcią RAM o wysokim taktowaniu, to od razu odniosły sukces. Ich najmocniejszą stroną była od początku zapowiadana długowieczność platformy, mocno kontrastująca z ciągłą żonglerką podstawkami Intela, oraz bardzo solidne osiągi wielowątkowe, porównywalne z socketami HEDT, które w tamtych czasach nie były jeszcze absurdalnie drogie, ale wciąż bardziej kosztowne od AM4 i Ryzenów. Oczywiście nie wszystko było idealne, gdyż wyniki w grach nadal odstawały od niebieskiego obozu, ale jak na wymagania ówczesnych gier były wystarczające, w przeciwieństwie do FX-ów. Były to więc pierwsze podwaliny pod przyszły, ogromny sukces.

Duży postęp w kolejnych generacjach Ryzenów
O rodzinie Ryzen 2000 nie ma sensu się rozpisywać, gdyż były to tylko odgrzewane kotlety w lekko odświeżonej litografii i z trochę podbitymi zegarami. Ale serii Ryzen 3000 przemilczeć już nie można, gdyż była bardzo istotna z technologicznego punktu widzenia. Napędzająca ją architektura Zen 2 oczywiście miała istotne ulepszenia, które pozwoliły jeszcze bardziej zbliżyć się do Intela w grach, ale nie ona była najważniejsza. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazała się budowa modułowa, z tzw. chipletami z ośmioma rdzeniami każdy oraz jądrem krzemowym I/O, które odpowiada za komunikację między chipletami oraz zawiera kontroler RAM i wszystkich pozostałych interfejsów.
Takie podejście pozwoliło zaoferować AMD procesory 16- oraz 12-rdzeniowe dla platformy dla zwykłych zjadaczy chleba, co było asem w rękawie, na który Intel w tamtym czasie nie miał odpowiedzi. Rodzina Ryzen 5000 była kontynuacją obranej ścieżki, z kolejnymi ulepszeniami architektury, tym razem Zen 3, ale znowu czerwoni nie odpuścili pogoni za innowacjami. Owocem tego pościgu były procesory z członem "X3D" w nazwie, ze znacznie powiększoną pamięcią cache L3, która znacząco podniosła wydajność w grach. W tamtym czasie to było jeszcze za mało, aby sięgnąć po gamingową koronę, ale jak dobrze wiemy, ostatecznie także i to stało się faktem.

AMD przechodzi na nowy standard RAM
Seria Ryzen 7000 przyniosła kolejne ważne zmiany, a konkretnie nową platformę AM5, która wymusiła przejście na pamięć DDR5, gdzie dla porównania AM4 była zgodna z DDR4. Wraz z tą rodziną zadebiutowała także architektura Zen 4, która ponownie nie zawiodła, przynosząc konkretne zyski wydajnościowe. Ulepszenia Zen 4 oraz technologia 3D V-Cache, pozwalająca powiększyć pamięć cache L3, wreszcie okazały się wystarczającą kombinacją, aby czerwoni mieli w swojej ofercie topowe gamingowe CPU, co było kolejnym kamieniem milowym.
Trochę inaczej początkowo wyglądała architektura Zen 5 oraz rodzina Ryzen 9000, gdyż tym razem usprawnienia, m.in. w zakresie wykonywania instrukcji AVX-512, okazały się zapewniać zyski głównie w zastosowaniach, które nie interesują użytkownika domowego. W grach różnica była śladowa, przez co Zen 5 dostała prześmiewczą, alternatywną nazwę Zen 5%. Ale nawet to udało się AMD przekuć w sukces, gdyż procesory "X3D", za sprawą drugiej generacji 3D V-Cache, poprawiły odprowadzanie ciepła, co przełożyło się na wyższe taktowanie, a to dało kombinację, która pozwoliła wyprzedzić Intela w grach o dobre kilkanaście procent. W efekcie, AMD obecnie nie tylko ma topowe CPU dla graczy, ale ma bezkonkurencyjne gamingowe procesory, co z pewnością było ważne dla czerwonych.

Intel mocno przespał okres przebudzenia AMD
Intel z kolei, przynajmniej początkowo, zdawał się bagatelizować zagrożenie ze strony AMD, w temacie CPU przez lata wyłącznie odgrzewając architekturę Skylake z 2015 roku. I tak dostaliśmy kolejno rodzinę Kaby Lake z minimalnie podniesionymi zegarami, a następnie dwa warianty Coffee Lake oraz Comet Lake. Dwa wcielenia Coffee Lake oraz Comet Lake za każdym razem podnosiły liczbę rdzeni w topowym modelu o dwa, co z perspektywy użytkownika domowego było wystarczające do walki z czerwonymi, ale w kwestii mocy wielowątkowej o rywalizacji nie mogło być mowy. To odgrzewanie Skylake trwało 5 lat i było szczególnie kontrowersyjne w kontekście dwóch wersji Coffee Lake, dla "nowej", niekompatybilnej ze Skylake i Kaby Lake podstawki, która miała jednak... taką samą liczbę pinów. To oczywiście idealny scenariusz dla moderów, którzy rozgryźli, jak uruchomić 8. i 9. generację na płytach dla 6. i 7. generacji, wbrew narracji Intela, że "się nie da".

Udany powrót niebieskich do walki na szczycie
Później dostaliśmy mocno rozczarowującą rodzinę Rocket Lake, znowu z budzącymi kontrowersje obostrzeniami odnośnie kompatybilności, mimo tego samego socketu co Comet Lake, a przede wszystkim z pomijalnym wzrostem wydajności oraz wręcz regresem osiągów wielowątkowych. Na szczęście dla niebieskich 12. generacja okazała się bardzo udana. Intel postawił w Alder Lake na architekturę hybrydową z dwoma rodzajami rdzeni, co w połączeniu z wykorzystaniem litografii Intel 7 zapewniło topowe osiągi w grach oraz wydajność wielordzeniową konkurencyjną do oferty AMD.
Zaskakująco dobra była także 13. generacja, będąca niby tylko odświeżeniem Alder Lake, ale Raptor Lake, za sprawą większej liczby małych rdzeni, powiększonej pamięci cache oraz usprawnień w litografii, w praktyce był znacząco lepszy od Alder Lake oraz równorzędnym rywalem dla serii Ryzen 7000. Niestety, 14. generacja była niepotrzebnym, odgrzewanym kotletem, czyli 13. generacją z podbitymi zegarami, co wpływ na osiągi miało niewielki, a na pobór prądu spory, szczególnie ze zdjętymi limitami energetycznymi, a jak dobrze wiadomo, w tamtych czasach z efektywnością niebiescy mieli problem, więc tym bardziej był to niepotrzebny zabieg. Honor 14. generacji ratował Core i7-14700K, dzięki zwiększonej liczbie małych rdzeni, co podniosło osiągi wielowątkowe.

Premiera Arrow Lake - Intel znowu w tarapatach
Ale ostatecznie 14. generacja okazała się nie być końcem problemów Intela, gdyż zawiodła także jej następczyni o nazwie Arrow Lake. Ta ostatnia przyniosła zmianę nazewnictwa, poprzez dodanie członu "Ultra", tradycyjnie nową podstawkę, budowę modułową z różnymi rodzajami jąder krzemowych, nową litografię oraz nową architekturę. Jak na tyle zmian, efekt końcowy szału nie zrobił, gdyż co prawda osiągi w programach okazały się konkurencyjne, a efektywność energetyczna wzrosła, ale wyniki w grach były bardzo rozczarowujące, gorsze od Raptor Lake. Intel co prawda miał rozwiązać ten problem łatkami, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i niebiescy obecnie skupiają się nad Nova Lake, czyli rodzinie, która ma zadebiutować pod koniec 2026 roku i pozwolić wrócić im na szczyt.

Zmiany na rynku pamięci RAM w minionej dekadzie
Jak już wspomniałem, komponentem bezpośrednio związanym z procesorami jest pamięć RAM. Przez ostatnie 10 lat (z lekkim naddatkiem) byliśmy świadkami debiutów na rynku konsumenckim dwóch generacji - DDR4 oraz DDR5. Technologie te, względem poprzedników, wprowadziły bardzo podobne ogólne zmiany, czyli wzrost pojemności modułów, dzięki kościom o wyższej gęstości, wyższe taktowanie oraz luźniejsze opóźnienia. Łączy je jeszcze jedna rzecz, a konkretnie początkowo mało imponujący wzrost wydajności, co można było sprawdzić dzięki podstawce LGA 1151, zgodnej z DDR3 i DDR4, oraz LGA 1700, kompatybilnej z DDR4 i DDR5.
Później, za sprawą coraz lepszych parametrów technicznych, zarówno DDR4 oraz DDR5 zyskały przewagę nad starszymi rozwiązaniami, co w połączeniu ze spadkiem cen przekonało do nich pecetowców. Ale w temacie kosztów kilka miesięcy temu rozpętało się prawdziwe piekło dla kupujących, gdyż ceny DDR5 wzrosły kilkukrotnie, do poziomów z debiutu tej technologii, a podwyżki nie ominęły także DDR4, co utrudnia złożenie komputera nawet na bazie starszych platform. Jak długo potrwają te zawirowania, nie wiadomo, gdyż według niektórych nawet do 2027-2028, a według innych mają skończyć się najpóźniej do końca 2026. Pozostaje więc mieć nadzieję, że scenariusz optymistyczny okaże się tym prawdziwym.

Płyty główne - większe możliwości, lepsze wykonanie
Równolegle do pamięci RAM rozwijał się oczywiście także rynek płyt głównych. Nowe modele dostawaliśmy nie tylko przy zmianie podstawki, ale dosłownie przy każdej premierze kolejnej generacji CPU, także dla tego samego socketu co poprzednia. Najczęściej producenci płyt korzystali przy takich okazjach z faktu, że wraz z procesorami AMD czy Intel wprowadzali także odświeżone chipsety, z większą liczbą linii PCIe czy wręcz tylko nową nazwą. Ale inwencja twórcza firm oferujących płyty główne wykracza poza podmianę mostka południowego, gdyż przykładowo wraz z debiutem 14. generacji serii Core dostaliśmy konstrukcje na tych samych chipsetach co starsze, ale z Wi-Fi 7 oraz innymi dodatkami. W sumie nie ma się co dziwić, wszak każda możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy na tej samej podstawce jest dla producentów warta zachodu.

A jeżeli chodzi o zmiany konstrukcyjne i w zakresie specyfikacji, jakie przeszły płyty główne przez ostatnie 10 lat, były one niemałe. Zaczynając od wyglądu, producenci coraz bardziej stawiają na efekciarstwo, które nie kończy się na diodach LED z RGB, gdyż coraz częściej widujemy podświetlane wzory czy logo, a nawet wyświetlacze zamontowane na płytach. Klasyczne konstrukcje wciąż się trafiają, ale obecnie są w mniejszości. Jednocześnie łatwiej teraz kupić płytę o białej lub jasnej kolorystyce, gdyż producenci zdają sobie sprawę, że budowanie peceta o takich barwach jest coraz popularniejsze.
W temacie specyfikacji warto zwrócić uwagę na fakt, że cały czas dostajemy coraz szybsze przewodowe karty sieciowe oraz porty USB, Wi-Fi stało się niemal obowiązkowym elementem wyposażenia, gdyż łączność bezprzewodowa trafia nawet do niskiej półki cenowej, a porty SATA zostały wyparte przez złącza M.2. Kiedyś płyty główne z ośmioma SATA wcale nie były rzadkością, a obecnie cztery sztuki to standard. Znowu w 2016 roku dostępne modele miały jedno czy dwa złącza M.2, a dziś nawet konstrukcje ze średniej półki potrafią mieć cztery. To nic innego, jak przystosowanie się producentów płyt do rynkowej rzeczywistości, gdyż konsumenci stawiają aktualnie na szybkie dyski M.2, a nie dużo wolniejsze SATA.

Lepsze VRM oraz ergonomia, ale nie za darmo
Na tym zmiany, które dokonały się przez lata, się nie kończą. Aktualnie dwa sloty PCIe x16, działające jako x8/x8, trafiają się dużo rzadziej, z uwagi na odejście producentów GPU od konfiguracji z dwoma kartami graficznymi. Poza tym firmy oferujące płyty główne dużo bardziej dbają o jakość sekcji zasilania. W temacie przegrzewania się VRM prym wiodła platforma AM3+ z procesorami AMD FX, które jak na dzisiejsze standardy wcale nie mają tak dużego poboru prądu, a pomimo tego większość płyt sobie z nimi nie radziła. W 2026 roku wygląda to dużo lepiej i nawet konstrukcje wyraźnie poniżej 1000 zł typowo mają solidną sekcję z tranzystorami typu DrMOS.
W ostatnim czasie pojawił się jeszcze trend beznarzędziowej obsługi, czyli łatwego zwalniania zatrzasku karty graficznej, czy też montażu i demontażu radiatorów M.2 oraz samych dysków bez użycia śrubokręta. To przydatne dodatki, które przyspieszają te czynności. Choć z drugiej strony można to wszystko skontrować stwierdzeniem, że w 2016 roku płyta główna ze średniej półki, z wystarczająco dobrą specyfikacją, kosztowała mniej niż 10 lat później, co pokazuje, że producenci nie wprowadzają tych wszystkich ulepszeń charytatywnie.

Miniona dekada przyniosła znaczne zmiany na rynku
Podsumowując, przez ostatnie 10 lat na rynku procesorów, płyt głównych i pamięci RAM zmieniło się praktycznie wszystko. Dekadę temu przy każdej premierze CPU jedynym pytaniem było, jaką przewagę kolejna generacja Intela będzie mieć nad poprzednią, czyli jaką przewagę ma Intel nad samym sobą. Teraz walka jest naprawdę zażarta i obecnie to AMD ma przewagę, ale nie jest pewne, że np. za rok dalej tak będzie. W kategorii niepowodzeń na pewno można wskazać na rodzinę Arrow Lake, która okazała się być błędem Intela, który kosztował niebieskich reputację i utratę udziałów wśród użytkowników domowych. Ale na horyzoncie jest Nova Lake, która znowu może odwrócić bieg rywalizacji. To wszystko sprawia, że na nowo ekscytujące stało się zarówno testowanie nowych produktów, jak i czytanie bądź oglądanie tych testów przez komputerowych entuzjastów, gdyż pewników już nie ma i przy każdym debiucie może nastąpić solidne przetasowanie.
Równocześnie korzystne dla konsumentów zmiany nastąpiły w temacie pamięci RAM oraz płyt głównych. Wraz z kolejnymi generacjami RAM moduły stają się coraz pojemniejsze, co jest pożądane, gdyż pozwala to na wielozadaniowość, choćby brak konieczności wyłączania programów w tle podczas rozgrywki. Kolejne ewolucje specyfikacji w zakresie taktowania i opóźnień pozwoliły z kolei DDR4 oraz później DDR5 zaoferować lepsze rzeczywiste osiągi względem poprzedników. A coraz lepiej wyposażone, zbudowane z solidniejszych komponentów oraz lepiej przystosowane do wymagań kupujących płyty główne są wisienką na torcie.
Nie oznacza to jednak, że wszystko jest idealne, gdyż wspomniane wzrosty cen RAM stanowią obecnie istotną przeszkodę na osób przymierzających się do zmiany czy ulepszenia komputera. Równocześnie można sobie zadać pytanie, czy kolejne 10 lat przyniesie równie duży postęp oraz zmiany jak ostatnia dekada. Biorąc pod uwagę np. coraz większe ograniczenia ze strony krzemu, osobiście nie jestem przekonany, ale tego nie wykluczam, gdyż kreatywność producentów CPU z kolejnymi architekturami raczej nie została wyczerpana. Jedno jest pewne, kolejne lata bezsprzecznie dostarczą nam wielu ciekawych premier, testów do czytania lub oglądania oraz decyzji zakupowych do podjęcia.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Zmiana warty i wreszcie zażarta rywalizacja - 10 lat na rynku CPU, RAM i płyt głównych