Najlepsze soundtracki z gier – za co je kochamy, część II

Najlepsze soundtracki z gier – za co je kochamy, część II

Wsłuchując się w melodie najlepszych gier bez trudu podchwytujemy przemycane w nich emocje. Odpowiednio dobrana ścieżka dźwiękowa towarzyszy nam w chwilach zadumy, strachu, napięcia, radości, porażki i tryumfu. Gdy kompozytor potrafi dopasować motywy przewodnie do miejsc i sytuacji, tak by stawały się znakiem rozpoznawczym gry, wtedy mamy do czynienia z czymś wielkim, często ponadczasowym.

Mimo iż ciekawym soundtrackiem może poszczycić się setki gier, a praktycznie każdy duży wydawca wynajmuje do pracy uznanych kompozytorów, to w pamięci zostają nam tylko wyjątkowe tytuły. Te, które potrafią połączyć konkretne wydarzenia z melodią, sprawić byśmy się na chwilę zatrzymali tylko po to, by posłuchać snującej się z głośników muzyki. Stworzenie takich kompozycji odgadywanych potem przez graczy „po jednej nutce” to dowód mistrzostwa. Zwłaszcza wtedy gdy udaje się dzięki nim doprowadzić odbiorcę do łez, mimo iż gry zdecydowanie nie są kojarzone z takimi przeżyciami. Dlatego też w drugiej odsłonie kompilacji najlepszych soundtracków z gier chcę się skupić przede wszystkim na emocjach jakie pompują w nas ścieżki dźwiękowe. Przecież na koniec dnia wszystko się do nich sprowadza.

 

Hotline Miami

Kiedy tworzysz produkcję o psychopacie zakładającym maski zwierząt przed zamordowaniem setek zbirów w podejrzanych klubach, spelunach i motelach potrzebujesz do tego konkretnej muzyki. I Hotline Miami taką ma. Zbiór utworów elektronicznych, pełnych syntezatorów, mechanicznego brzmienia i niesamowitej spójności dźwięków tworzy mieszankę wybuchową. Trudno znaleźć tytuł, który stanowi tak wielką jedność ze swoim soundtrackiem. Agresja i energia tryskają z głośników napędzając gracza w coraz bardziej hipnotycznej wizji rozpikselowanej zbrodni. Nawet relaksująca melodia w przerwach pomiędzy misjami jest podszyta pewnym narkotycznym podejrzeniem. Nie pozostaje nic innego jak tylko ukłonić się nisko przed osobą kompilującą te utwory w całość. Absolutne mistrzostwo świata.

 

Life is Strange

Life is Strange opowiada o pozornie zwykłej nastolatce lubiącej robić zdjęcia. W małym, niemal odciętym od świata amerykańskim miasteczku zaczynają się jednak dziać dziwne rzeczy, a licealiści – jak to bywa – zaczynają przechodzić gwałtowny kurs dorastania. Problemy się zagęszczają, jednak gra przez cały czas trzyma się swoich ram lekkiego filmu obyczajowego pełnego słonecznych ujęć, powolnych spacerów i śmiesznie ubranych dzieciaków przeżywających ogromną tragedię ponieważ nic się w ich życiu nie dzieje. Czujemy to wszystko dlatego, że towarzyszy nam wspaniała muzyka, która z pewnością jest najmocniejszym elementem całej gry. To dzięki niej mamy poczucie jakbyśmy właśnie, skacząc po kanałach, trafili na niesamowicie przyjemny film obyczajowy. Tak ładny, że nie chce się przestać go oglądać. Urok Life is Strange to jednak w zdecydowanej mierze zasługa soundtracku, a nie polygonów i projektów miejscówek.

 

Journey

Jeżeli o jakiejś grze wypada powiedzieć, że jest ezoterycznym przeżyciem, to na pewno jest to Journey. Napisano już na ten temat setki esejów, jednak każda okazja jest dobra, by podkreślić jak cudowna jest podróż zaserwowana nam przez thatgamecompany. Wędrowiec w pradawnej szacie, przemierzający zapomniane pustkowia, w poszukiwaniu drogi na szczyt boskiej góry nie wypowiada ani jednego słowa podczas swej wyprawy. Nie musi jednak tego robić, wspaniałe projekty poziomów, rozgrywki i monumentalna reżyseria robią to za niego. A nad wszystkim unosi się muzyka jakby zesłana nam z wyższego świata. Czasem wychodzą takie gry, w których po prostu wszystko się udało i Journey właśnie do nich należy.

 

Halo 2

W poprzednim zestawieniu pisałem o kulturowym fenomenie „Dragonborn” ze Skyrima, podobny fenomen dostarczył nam Martin O'Donnell pracując przy serii Halo. Jego kompozycje to prawdziwy pomnik ze spiżu. Walka toczona w kosmosie przez Master Chiefa byłaby genialna nawet gdyby w tle puszczono jak pijany minotaur uczy się grać na fujarce, to pewne, jednak zamiast tego usłyszeliśmy melodie tak przesiąknięte bitewnością, że aż chciało się chwycić za pistolet na wodę i wyskoczyć w zielonych gatkach na ulicę. Każdy element kosmicznej epopei, dopóki pracował przy nim słynny kompozytor, był nieodłącznie scalony z przypisaną do niego ścieżką dźwiękową. To wręcz niemożliwe napisać tyle utworów perfekcyjnie dopasowanych do cyfrowych miejscówek, po których skaczą obcy strzelający z różowych pistoletów... a jednak się udało moi drodzy. A jednak.

 

Nier Automata

Piękno ma wiele twarzy, co jest jednym z motywów przewodnich cudownej gry napisanej przez Yoko Taro. Kompozytor Keiichi Okabe swoją muzyką dodał do tej mieszanki świetnej fabuły i szybkiej akcji, kolejne warstwy. Interpretowanie Automaty, rozmowa o tym tytule i kłócenie się o niego nie może się odbyć z pominięciem muzyki. Orkiestrowe kompozycje, ambientowe, bojowe, lekkie i podrywające serca – jest tu wszystko i trzeba być totalnie wypranym z uczuć, by nie czuć w jak wielką podróż zabiera nas Okabe. Przewodnie The Weight of the World zwyczajnie rozkłada na łopatki. A gdy się go posłucha znając już komplet wydarzeń z gry to rozpłakanie się nie jest niczym dziwnym. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że w obecnych czasach udało się zrealizować coś tak pięknego. Przeczy to wszelkiej logice, ale się stało. Nier Automata to cudo i trudno wyobrazić sobie, by cokolwiek mogło w najbliższym czasie dorównać soundtrackowi z tej gry.

 

Max Payne 3

Rockstar ma w zwyczaju dodawać do swych gier mistrzowskie udźwiękowienie, dotyczy to także Max Payne 3. Mocno podstarzały, zdecydowanie stojący na przepaści alkoholowo-narkotykowej Max wciąż ma stare sztuczki w zanadrzu. Muzyka przygotowana do tej napakowanej akcją gry wybitnie uzupełnia wydarzenia na ekranie, a nawet wynosi całość na wyższy poziom niż na to zasługuje. Słynny kawałek grupy Health „Tears” najlepiej obrazuje ambicje twórców MP3. Szkoda, że tak mało gier potrafi skorzystać z pomocy jaką daje wybitne udźwiękowienie.

 

Ori and the Blind Forest

Jeżeli choć trochę kochacie baśnie to muzyka z Ori and the Blind Forest powinna na stałe gościć na waszych głośnikach. Kompozycje przygotowane do tej gry równie dobrze pasowałyby do najpiękniejszych animacji Disneya. Poza radością i ekscytacją czujemy w nich też smutek, nostalgię i niebłagalne przemijanie wszystkiego co nas otacza. Wzruszenie jakie potrafi wywołać praktycznie każdy utwór z tej ścieżki dźwiękowej trudno opisać. Ładunek emocjonalny jest tak duży i tak celnie zgrywa się z materiałem źródłowym, że często przejmuje kontrolę nad grą i wysuwa się na pierwszy plan. I na pewno nie jest to coś co można uważać za wadę. Taka muzyka ukradłaby show nawet w Call of Duty.

 

Mirror's Edge

Historia Mirror's Edge jest jak piękna bajka ze smutnym finałem. Gra o skaczącej po dachach kurierce to nie tylko świetny kawałek kodu, ale i przykład znakomitej reżyserii. Projektanci pokazali nam znakomitą wizję przyszłości skąpanej w sterylnej, minimalistycznej architekturze. Bieganie po mieście wypełnionym kontrastującymi barwami nabierało jednak rumieńców dopiero kiedy dołożyliśmy do tego soundtrack. Delikatna elektronika, proste kompozycje, ambientowy pogłos – ścieżka dźwiękowa idealnie wypełniła każdy brzeg ekranu zmieniając Mirror's Edge w coś więcej niż kolejną wybitną grę. Nie byłoby to jednak dzieło kompletne bez truskawki na torcie, czyli utworu Still Alive będącego symbolem tego, że „idzie nowe” w grach wideo.

 

Bioshock Infinite

Kiedy robisz grę o mieście w chmurach rządzonym ręką tyrana wiesz, że potrzebujesz do tego odpowiedniej muzyki. Garry Schyman (kompozytor) przeniósł nas w czasy słodkiej Ameryki z początku XX wieku. Utwory skoczne, pompatyczne, wesołkowate, nasączone są dokładnie tym samym klimatem co cała gra. Przepiękna americana jaką słyszymy podczas zmagań Bookera i Elizabeth uderza w każdy rodzaj emocji. Bioshock Infinite najczęściej jednak wykorzystuje swoją muzykę do zabawy kontrastem. Szokującym wydarzeniom towarzyszą pozornie wesołe kawałki, a waląca się u swych podstaw podniebna Columbia wydaje się gnić z uśmiechem na ustach.

 

Shovel Knight

Kiedy kocha się retro, kocha się Shovel Knighta – nie ma prostszego równania. Gra studia Yacht Club Games jest czymś więcej niż tylko ukłonem dla starej szkoły zręcznościówek wywodzących się z Castlevanii i Mega Mana, to także zupełnie nowa jakość w gatunku, który wydawał się zamkniętą książką. A jednak udało się dopisać do niej jeszcze jeden rozdział, w czym swój walny udział miała także muzyka. Jake „Virt” Kaufman stworzył soundtrack, który brzmi jak zbiór chiptune'owych hymnów skomponowanych na cześć najlepszych dwuwymiarowych gier akcji. Dosłownie wszystko jest tu na miejscu i trudno sobie wyobrazić, by dało się zrobić to lepiej. Shovel Knight wziął całą branżę z zaskoczenia, dał jej w łeb łopatą i teraz siedzi przy ognisku czekając na kolejne wyzwanie. Czuć to w każdym dźwięku wydobywającym się z gry.

 

Tony Hawk's Pro Skater 2

W dziedzinie licencjonowanych soundtracków przez lata rządziły gry o sportach ekstremalnych, a ich król na imię ma Tony Hawk's Pro Skater 2. Nic tak nie edukowało muzycznie dzieciaków na całym świecie jak seria o niesamowitych combosach na deskorolce. W drugiej części cyklu stworzono jednak coś w stylu soundtracku idealnego. Kiedy odpalasz grę, dzięki której po raz pierwszy możesz usłyszeć Bad Religion to wiesz, że będzie miała wpływ na całe twoje życie. A na tym krążku zmieściło się jeszcze przecież Rage Against The Machine, Papa Roach, Lagwagon, Dub Pistols, a nawet Mos Def. Cudeńko zasługujące na wszystkie medale świata. Nie było bardziej efektownej akrobacji w THPS2 niż jego ścieżka dźwiękowa.


Słowo na koniec...

Na wspaniałym Tonym Hawku warto zakończyć tę część zestawienia. Na pewno jednak jest jeszcze o czym pisać – w każdym roku otrzymujemy przecież perełki, których muzyka zostaje z nami na długo po tym jak obejrzymy napisy końcowe. Jeżeli pominąłem wasze ulubione gry, dajcie znać w komentarzu. To samo tyczy się trafienia w wasze gusta. Powstanie kolejnych części artykułu o najlepszych soundtrackach pozostaje kwestią otwartą. A teraz zakładam słuchawki i wracam do muzycznych wspomnień z Nier Automata. Oczywiście chętnie się wsłucham w Wasze sugestie i propozycje, nie bójcie się i piszcie w komentarzach.

 

Komentarze do: Najlepsze soundtracki z gier – za co je kochamy, część II