The Settlers – historia serii, jej sukcesu i porażki

The Settlers – historia serii, jej sukcesu i porażki

Strategie czasu rzeczywistego potrzebowały powiewu świeżości praktycznie od zawsze. Sama walka i wydobywanie surowców relatywnie szybko skłoniły graczy do szukania w nich czegoś nowego. Dlatego też już w 1993 roku, gdy pierwsza odsłona The Settlers pojawiła się na komputerach Amiga, wiele osób doznało olśnienia. Budowa średniowiecznego miasta rozpoczęta przez grupkę niepozornych osadników miała w sobie coś świeżego i uzależniającego. To połączenie sielankowej zabawy z walką o kolejne terytoria miało wszystko by zarządzić w gatunku. I przez pewien czas rządziło. Brak odpowiedniej opieki nad marką sprawił jednak, że stopniowo podupadała, aż w końcu przestały ukazywać się jej nowe części.

Mimo tak długiego stażu The Settlers nie udało się utrzymać przy sobie graczy. Seria Cywilizacja rozwijana z uwagą, nakierowana na zadowolenie fanów i ciągły rozwój, wytrzymała presję czasu. Produkt sygnowany imieniem i nazwiskiem Sida Meiera pojawił się jeszcze wcześniej (1991) i do dziś gromadzi przy sobie stałą grupę wiernych odbiorców. Co zatem tak źle zrobili osadnicy i ich twórcy, że mimo bardzo atrakcyjne formuły trafili do growego limbo? Przyjrzyjmy się temu, badając historię cyklu.

The Settlers (1993 – Amiga, MS DOS)

Niemieckie studio Blue Bite mieszczące się w Dusseldorfie zaatakowało rynek niezwykłą strategią. Zapewne nawet w najśmielszych snach nie przypuszczali, że The Settlers będzie przez wielu uważane za najlepszą grę na Amigę (która posiada przecież niesamowitą bazę kultowych tytułów). Początkowo miał to być przedstawiciel gatunku God Game, idący w stronę Populusa. Kiedy prace nad grą zaczęły się na dobre Volker Wertich (programista i projektant) postanowił zabawić się jednak ideą gry tak, by symulowała system ekonomiczny. Eksperymenty prowadził wokół zasad kreowanych przez popyt i podaż. To dzięki temu pomysłowi otrzymaliśmy tytuł niezwykły, który odstawiał swą głębią i grywalnością konkurencję... należy jednak pamiętać, że wymagało to wielkich poświeceń. The Settlers powstawało dwa lata w czasach, w których nawet największe kasowe hity robiono w dwa razy krótszym czasie. Wertich postawił jednak na swoim i przez pierwszy rok tak naprawdę napisał cały system zależności dostosowany do możliwości Amigi. Dopiero po tym, jak uznał, że wszystko działa zabrano się za tworzenie grafiki do gry. O dziwo takie podejście się opłaciło. Recenzenci i gracze byli pod wrażeniem połączenia, jakim było zarządzanie budową miasta z warstwą „wojenną” tytułu. Według wielu z nich The Settlers wymykało się ramom gatunkowym, tworząc własną odmianę strategii. Sprzedaż na poziomie przekraczającym czterysta tysięcy egzemplarzy także to potwierdziła. Mieliśmy nowego dużego gracza na rynku.

The Settlers II: Veni, Vidi, Vici (1996 – MS DOS)

Po pierwszej części inspirowanej po prostu Średniowieczem kontynuacja The Settlers pozwala nam wcielić się w Rzymian. Był to sequel trzymający się bardzo podobnych założeń gameplayowych, jednak stawiający na mocne rozbudowanie warstwy graficznej i muzycznej. Zarówno walka, jak i ekonomia zyskały drugie dno. Gra nie eksperymentowała jednak tam, gdzie nie było to potrzebne. Rozgrywka wciąż opierała się na budowie szlaków i dróg pozwalających na skuteczny transport surowców między osadnikami. Dzięki przejściu w całości na system MS-DOS Settlers II mogło uzyskać wyższą rozdzielczość i ubrać dobrze znany model zabawy w piękną oprawę. Każda chwila spędzona z tym tytułem była przyjemnością m.in. dlatego, że sterowanie w końcu zaczęło spełniać standardy tego typu pozycji. Poza tym pojawienie się kampanii ze scenariuszami dla jednego gracza dało serii bardzo dużego plusa.

The Settlers III (1998 - PC)

Stojąc u progu nowego milenium, Settlersi nie mieli zamiaru tracić swojej tożsamości. Część trzecia to jeden z faworytów fanów wprowadzający udane zmiany systemowe. Do dyspozycji mamy trzy rody (rzymski, egipski i chiński) – którymi możemy walczyć o dominację w regionie. Każdy z nich ma nieco inne możliwości. Największą zmianą The Settlers III było jednak porzucenie systemu budowy ścieżek. Osadnicy zaczęli chodzić, którędy im się tylko podoba. Zwiększyło to mechanikę zabawy bez większej szkody dla materiału źródłowego. Podzielone opinie wywołało za to mocniejsze zwrócenie się w kierunku walki. Twórcy nie chcieli wyglądać prymitywnie przy innych strategiach czasu rzeczywistego, pozwolili nam więc w całości kontrolować wojska. Potyczki były częstsze, a wrogowie bardzo aktywni, choć do zwycięstwa wystarczyło najczęściej to, by mieć większą armię. Zmiany wprowadzone w SIII były odważne, ale nie zrobiły krzywdy serii. Zyskała ona także więcej humoru i polotu, a bardzo ładna oprawa przyciągała do niej coraz więcej nowych graczy.

The Settlers IV (2001 – PC)

2001 to rok, który należy zapamiętać w kontekście Settlersów. Wyszła wtedy ostatnia uważana za klasyczną część serii, a Blue Byte zostało wykupione przez Ubisoft. Oba zdarzenia są ze sobą mocno powiązane. Nie wyprzedzając jednak faktów – The Settlers IV kontynuowało wątki z części trzeciej. Na cywilizacje Wikingów, Majów i Rzymian wszechmogący zrzuca w tej grze upadłego boga-tytana Morbusa. Dlatego po początkowej rywalizacji o wpływy i terytoria, musimy połączyć siły i skupić się na walce z nadprzyrodzonym, siejącym zarazę, wrogiem. W tej odsłonie twórcy skupili się mocniej niż kiedykolwiek na otoczce fantasy. Wiązało się to z wprowadzeniem nowych mechanik (np. odkażanie zatrutych przez Morbusa terenów), ale też trochę wytrącało ze znanego graczom klimatu – lekkiego, ale w miarę realistycznego. Myślę, że gra byłaby o wiele lepiej przyjęta, gdyby skupiła się na dalszym rozwijaniu warstwy ekonomicznej, a nie magiczno-wojennej. Dalej jest to jednak pozycja grywalna i dająca sporo satysfakcji.

The Settlers: Dziedzictwo Królów (2005 - PC)

Pierwsza gra The Settlers tworzona pod egidą Ubisoftu, pierwsza w pełni trójwymiarowej oprawie i pierwsza naprawdę duża rysa na wizerunku serii. The Settlers: Dziedzictwo Królów to dziwaczny eksperyment, który był tworzony z zamiarem dotarcia do szerszej publiczności (w domyśle amerykańskiej, seria była bowiem kojarzona przede wszystkim w Europie). Zamiast budować miasto i napawać się widokiem osadników pracujących w pocie czoła, sterowaliśmy rycerzem, który biegał po mapie, odkrywając nowe tereny, walcząc, dowodząc wojskiem i wykonując questy. Tak naprawdę z poprzednich czterech odsłon The Settlers pozostał tu tylko tytuł. Teraz otrzymaliśmy grę będącą mocnym zwrotem ku klasycznym strategiom czasu rzeczywistego, opartym na walce. Zmiana ta sprawiła, że utracono cały urok i wszystkie wyróżniki serii. Settlersi po odrzuceniu swych korzeni stali się kolejnym sztampowym tytułem. Niestety w tym momencie utracili też wielu fanów.

The Settlers: Narodziny Imperium (2007 – PC)

Narodziny Imperium to tytuł pokazujący, że czasem nie wystarczy posypać głowy popiołem. Jest to bardzo dobry, praktycznie kompletny powrót do starych zasad w formie godnej 2007 roku. Przede wszystkim zdecydowano się na przywrócenie systemu budowy dróg i uzależnienia od niego tego, jak sprawnie przebiegać będzie obieg surowców. Wielką przyjemność dawało tu obserwowanie, jak w nowej oprawie prezentują się wszystkie prace wykonywane przez naszych małych ziomków. Etapy, z jakimi się mierzyliśmy, były zaludnione przez inne plemienia, z tym że nie ze wszystkimi musieliśmy walczyć. Niektóre były nastawione na współpracę handlową. Pomimo tego, jak dużą porażką okazało się Dziedzictwo Królów, w tej części nie oszczędzano na żadnym z elementów wykonania. Ubisoft pewnie spodziewał się, że w ten sposób odzyska utraconych graczy – nic takiego jednak się nie stało. Grę chwalili tylko ci, którzy dali jej szansę. Wiele osób postanowiło jednak odpuścić sobie cykl i ruszyć w kierunku czegoś nowego. Wielka to szkoda, bo w ten sposób omijało się jednego z najprzyjemniejszych RTS-ów w historii.

The Settlers 7: Droga do Królestwa (2010 - PC)

Przy okazji Drogi do Królestwa powróciła liczba w tytule - „siódemka” przyniosła już szczęście kilku seriom, więc może to samo stanie się z The Settlers? Niestety, drogę do tego, by tak się stało, zniszczyła wewnętrzna polityka Ubisoftu. Gdy już się wydawało, że firma jest na dobrej drodze do odzyskania zaufania graczy, dodała do Settlers 7 konieczność ciągłego bycia online i kontrolowanie tego przez startujący wtedy system Uplay. Gracze mieli z tym oczywiście ogromny problem (i dobrze, do grania w kampanii solo nigdy nie powinien być potrzebny internet) i zmasakrowali ten tytuł w komentarzach i własnych recenzjach. W kwestii samej mechaniki był to jednak ostatni odcinek cyklu The Settlers skutecznie nawiązujący do tradycji serii (i szczerze mówiąc, robił to jeszcze lepiej niż Narodziny Imperium). Niestety czarne chmury, jakie nad nim się zebrały, znów zniechęciły do siebie graczy. Mimo iż nie był to najbardziej rozbudowany RTS dostępny na rynku, to jego sielankowy klimat i nowe sposoby rozwoju osady są czymś, co wciąż warto poznać. Bardzo fajnie nawiązano tu też do cyklu Civilization, pozwalając na zwycięstwo nie tylko poprzez walkę. Mogliśmy to, zrobić stając się także tytanem handlu czy też pionierem technologii.

The Settlers Online (2011 - PC)

W czasie wielkiego boomu na darmowe, casualowe gry online, Ubisoft zdecydował się przygotować nową wersję The Settlers. Było to jednak wydanie całkowicie zaniedbane oraz pełne uciążliwych mikrotransakcji. Tak naprawdę bez wydawania pieniędzy nie dało się w to grać, gdyż postęp był silnie uzależniony od tego, ile czasu będziemy musieli czekać na możliwość wykonania konkretnej akcji. Bardzo szkoda, bo same zasady i oprawa skutecznie nawiązywały do początków serii. W swojej finalnej formie The Settlers Online było jednak bardziej podobne do Farmville niż do klasyka z Amigi. Niestety od tego czasu nic już się w kwestii tej marki nie ruszyło.

To, co działo się pomiędzy

Pomiędzy głównymi odsłonami cyklu opisanymi powyżej ukazywały się do nich dodatki oraz reedycje. Przede wszystkim warto pamiętać o The Settlers II 10th Anniversary, czyli reedycji kultowej drugiej części serii. Ciekawą wersję Osadników w 2007 dostał nawet Nintendo DS. Na handheldzie grało się całkiem wygodnie, tym bardziej że sterowanie stylusem bardzo pasowało do takiej gry jak The Settlers. Ostatnią próbą ożywienia serii było The Settlers 8: Kingdoms of Anteria, które miało ukazać się w 2016. Grę jednak skasowano i wydano później po prostu jako Kingdoms of Anteria, odcinając się całkowicie od cyklu Blue Byte. Niestety nie zanosi się na to, by The Settlers szybko do nas wróciło. Ubisoft skupia się teraz na innym rodzaju gier, a marka nie zdążyła zbudować wokół siebie wystarczającego kultu. Albo inaczej – zdążyła zepsuć swe dobre imię. Nie oznacza to jednak, że w 2013 zignorowano 20-lecie serii. Kanał Ubisoftu opublikował wtedy specjalny, bardzo fajny materiał:

W kwestii nowych odsłon serii nic jednak za nim nie poszło. Możemy się teraz zastanawiać czy warto było czynić tyle zmian w rozgrywce, jednak z dzisiejszą wiedzą łatwo krytykować niektóre decyzje wydawcy. Pamiętajmy, że w czasie wychodzenia SIV i Dziedzictwa Królów faktycznie trzeba było zrobić z serią coś nowego. IV dodało magię i jeszcze jakoś się wybroniło, kontynuacja ze zmienionymi mechanikami nie porwała jednak ani fanów serii, ani zwolenników konkurencji takiej jak choćby Age of Empires. Kiedy branża eksperymentowała z zabezpieczeniami DRM, odbiło się to także na The Settlers – choć gdyby część siódmą wypchnięto na rynek przed Assassin's Creed II to może udałoby się tego uniknąć. Gdyby The Settlers Online było grą premium albo chociaż bardziej przyjazną, to może też by to coś pomogło... Domysły nic jednak nie zmienią. Obecnie musimy postawić krzyżyk na Osadnikach i liczyć na to, że fortuna się jeszcze do nich uśmiechnie. W międzyczasie warto jednak powrócić do części drugiej i trzeciej – po przyzwyczajeniu się do grafiki wciąż są bardzo skutecznymi pożeraczami czasu, które można uznać za wieczne klasyki.

 

Komentarze do: The Settlers – historia serii, jej sukcesu i porażki