W branży elektronicznej rozrywki jest całkiem sporo firm budzących niechęć graczy. Żeby daleko nie szukać taką firmą jest choćby Electronic Arts - chociaż obecnie wiele brakuje do poziomu negatywnych emocji, w porównaniu do czasów gdy na jej czele stał znienawidzony (przez graczy, a nie akcjonariuszy) Bobby Kottick. Oczywiście owa niechęć nie pojawiała się z dnia na dzień, ale była efektem wieloletnich działań biznesowych, które jednoznacznie pokazywały, że mamy do czynienia z bezduszną korporacją, której zupełnie nie obchodziło czy produkuje gry czy też przepychacze do rur, a jej jedynym celem było stworzenie produktu jak najmniejszym kosztem i jego sprzedaż za jak najwyższą cenę. Dodajcie do tego kompletny brak szacunku dla uwielbianych przez graczy marek, by dostać przepis na murowaną katastrofę.
Obecnie na celowniku graczy znajduje się Ubisoft, ale przecież nie zawsze tak było. Co by dziś nie mówić o firmie, to ta zapisała się na zawsze w historii gier i przez dekady definiowała branżę takimi hitami jak Assassin's Creed, Prince of Persia, czy Splinter Cell. Kiedyś wydawało się, że ten francuski gigant może tylko rosnąć dalej, ale dziś walczy o przetrwanie po serii błędnych decyzji i skandali - akcje firmy lecą na łeb na szyję, anulowano mnóstwo projektów, pozwalniano masę ludzi, a prognozowana strata na 2026 roku wynosi miliard euro. Wystarczy by firma wydała jakiekolwiek oświadczenie, by rozjuszeni gracze szykowali wiadra z pomyjami. Jak do tego doszło? Nie wiem, ale się domyślam.
Wycena akcji Ubisoftu na przestrzeni ostatnich 5 lat
Kamienie milowe w historii Ubisoftu
Spluwając dziś w kierunku Ubi pamiętajcie, że ta firma była kiedyś wielka. Nie w sensie liczby pracowników, tylko robiła rzeczy, które zostaną w naszej pamięci na zawsze, a czasami wręcz inspirowała całą branżę do kopiowania jej rozwiązań.
Firma założona w 1986 roku przez braci Guillemot, startowała jako dystrybutor, ale po jakimś czasie spróbowało swoich sił jako deweloper i tak powstał Rayman, który zapewnił Ubisoftowi milionową sprzedaż. Strzałem w dziesiątkę było również przejęcie stajni Red Storm, co oznaczało kontrolę nad grami sygnowanymi nazwiskiem Toma Clancy'ego.

Początek lat 2000 to niewątpliwie złoty okres w historii Ubisoftu. To wtedy nowy Książę Persji pokazał nam co to jest parkour, a Splinter Cell wręcz zdefiniował gatunek skradanek. Wkrótce Ubi kontrolował 22 studia na całym świecie i mogliśmy liczyć na kolejne odsłony Rainbow Six, czy Raymana.
Im dalej w las tym było lepiej. Pamiętny rok 2007 przyniósł nam pierwszą odsłonę Assassin's Creed, później nadszedł Far Cry 2, a zapomniany nieco Just Dance sprzedał się w 80 milionach kopii. Pojawiały się kolejne rozpoznawalne marki, jak Watch Dogs, czy The Division. To Ubisoft pokazał wszystkim jak się powinno robić gry z otwartym światem, ale niestety później wszystko poszło w zupełnie złym kierunku.

Jak Ubisoft zmienił branżę gier?
-
zrewolucjonizował gatunek stealth (Splinter Cell) i wprowadził parkour do gier (Prince of Persia i Assassin's Creed)
-
wprowadził model free 2 play z podziałem na sezony (Rainbow Six Siege, czy The Division) i wpłynął na rozwój i obecny stan gier multiplayer
-
spopularyzował w gry taneczne i imprezowe (Just Dance)
-
stworzył innowacyjne silniki jak Snowdrop czy AnvilNext
A miało być tak pięknie
Nie trzeba było długo czekać, żeby na zbroi innowatora nie pojawiły się pęknięcia i skazy. Zaczęto od mnożących się bugach w grach i oskarżeniach o promowanie kultury crunchu. Premierę Asassin's Creed Unity nie można określić inaczej jak katastrofą, Star Wars Outlaws zanotowało bardzo słabą sprzedaż, a inną spektakularną klapą była Skull & Bones - debiutująca na rynku po 12 latach produkcji (a to i tak nie jest rekord, bo Ubi ma w kieszeni kolejne, o czym mowa w zakończeniu tekstu).
Zarówno produkcja kolejnych produkcji, jak i liczba finansowych wpadek rosła. Tworzono rocznie ponad 10 gier, a wiele z nich okazywały się klapami (np. XDefiant). W 2020 roku firma zatrzęsła się pod ciężarem skandali, bo w sądach wylądowały oskarżenia o mobbing, molestowanie i toksyczną kulturę pracy. Kłopoty rosły lawinowo, a sytuacji nie poprawiały kontrowersje związane z Assassin's Creed Shadows. Firma nie tylko wykorzystała boty do pozytywnych komentarzy pod trailerami, ale ryzykownie zagrała umieszczając w grze czarnego samuraja, powodując prawdziwy kałowy sztorm w social mediach. Reakcja z pewnością była przesadzona, ale przez działalność takich firm jak Sweet Baby Inc gracze stali się przewrażliwieni na tym punkcie, bo i mieli już dość na siłę wpychanego tzw. "woke". Dodajcie do tego wszechobecne mikrotransakcje i masowe klepanie bez pomysłu kolejnych gier z dawniej uwielbianych serii, a efekt łatwo przewidzieć.
No ja chromolę. Powinno wyjść inaczej
W 2026 roku kryzys w firmie wręcz eksplodował, o czym zresztą trąbią wszystkie media i trudno przeoczyć te doniesienia. Skasowano sześć projektów (w tym Prince of Persia Remake), opóźniono siedem z nich, zamknięto liczne studia, a pracujących ludzi wysłano na zieloną trawkę. Ubisoft jeszcze podryguje, ale nad nim już krążą sępy… przepraszam - inwestorzy w rodzaju Tencenta.
Co dalej panie Guillemot?
Chociaż sam do wielkich fanów gier sygnowanych nazwiskiem Toma Clancy'ego, czy serii Asssassin's Creed nie należę, to przecież jak każdy zagrywałem się kiedyś w kolejne odsłony Far Cry, a Beyond Good and Evil na zawsze zapisało się w mojej pamięci - również jako gra, która rzuciła na kolana i wysłała na emeryturę mojego GeForce 2 MX. Nie żebym oczekiwał czegoś szczególnego po Beyond Good and Evil 2 - bo ku zdumieniu wszystkich Ubisoft nie skasował tego projektu. Przypomnijmy, że grę zapowiedziano 18 lat temu, a wszystko wskazuje na to, że jej produkcja nadal jest w rozsypce.

Co złego byśmy dziś nie mówili o Ubisoft, która dziś jawi się przede wszystkim jak typowy przykład upadającego imperium pełnego korporacyjnych błędów i zaniedbań, to kiedyś była prowadzona przez prawdziwych wizjonerów, a jego gigantyczny wkład w kulturę gamingu jest niekwestionowany. Plany na przyszłość Ubisoftu generalnie nie wyglądają najlepiej. Francuski gigant zapowiedział, że skupi się na grach jako usługach oraz produkcjach z otwartymi światami. Czyli mówiąc w skrócie: zamierza dalej robić to wszystko, za co jest najbardziej krytykowany. Albo jest to najbardziej szczwany plan na na wyjście z kryzysu, albo ktoś w Ubi jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Sami zdecydujcie, która opcja jest bardziej prawdopodobna. Ja wiem tylko, że gracze nie dadzą sobie już więcej wciskać głupot. Nie po premierach takich jak Baldurs Gate 3 czy Claire Obscure: Expedition 33, notabene produkcji też francuskiej.
Spodobało Ci się? Podziel się ze znajomymi!
Pokaż / Dodaj komentarze do:
Wzlot i upadek Ubisoftu. Krótka historia o walce z własnymi klientami