Znajdujesz się w sekcji Blogosfera. Zamieszczone tutaj materiały zostały opracowane przez użytkowników serwisu, bądź są owocem samodzielnej pracy redaktorów. Redakcja ITHardware nie ponosi odpowiedzialności za treść poniższej publikacji.

Ile zarabia redaktor technologiczny? - O tym, czy można żyć z testowania

Ile zarabia redaktor technologiczny? - O tym, czy można żyć z testowania

Co jakiś czas ktoś z Was, czytelników, napastuje mnie na Facebooku w sprawie tego, ile można zarobić testując sprzęt i czy jest to praca, która może zagwarantować utrzymanie rodziny. Cóż, pytania o swoje zarobki pominę, gdyż, jak to mawiają, dżentelmeni o pieniądzach nie dyskutują, a poza tym są one po prostu, delikatnie mówiąc, niegrzeczne. Niemniej uznałem, że skoro na łamach ITHardware.pl mogliście już przeczytać o tym, ile zarabiają e-sportowcy (zobacz artykuł), to nic nie stoi na przeszkodzie, aby poruszyć również kwestię testerów i redaktorów technologicznych. Koniec końców pewna bariera i tak została naruszona, wszak reprezentowany przeze mnie serwis ma swoją drużynę e-sportową, EVOLVE. Wypadałoby zatem pozostać konsekwentnym, prawda?

Przy czym, żeby nie było, z góry informuję, że konkretnych kwot w połączeniu z nazwiskami ode mnie nie uzyskacie. Pozwolę sobie natomiast doprecyzować kilka kwestii, wskazując, o jakiego rzędu sumach mowa, a przy okazji będziecie mogli dowiedzieć się, pośrednio, jak wygląda codzienna praca testera sprzętu i jak samemu rozpocząć przygodę z publicystyką. Jeśli zainteresowałem, to gorąco zachęcam do dalszej lektury...

Praktycznie rzecz biorąc, dziennikarstwo technologiczne nie odbiega od bardziej klasycznych zajęć związanych z publicystyką, a tym samym wszystkich tych zawodów, które wymagają kreowania własnego wizerunku. Przez to bardzo ciężko mówić o zarobkach, bo te potrafią być naprawdę różne, w zależności od umiejętności redaktora, zasięgów redakcji i szeregu czynników mniej lub bardziej niezależnych. To trochę tak, jak w piłce nożnej. Za 800 tys. euro Cristiano Ronaldo kupuje zegarek, Legia Warszawa - Carlitosa, a prezes Bytovi Bytów chciałby mieć tyle w całorocznym budżecie. Do tego dochodzi jeszcze kwestia profilu danego serwisu. Są portale zarówno komercyjne, jak i niekomercyjne, choć przeważnie wygląda to tak, że kiedy tylko dane medium zyskuje rozpoznawalność pozwalającą na monetyzację działalności, co oczywiste, od razu przechodzi na model zarobkowy. Źródła dochodu wydawców treści są rozmaite: reklamy w witrynie, tworzenie tekstów na zamówienie, pomoc firmom w organizacji różnych wydarzeń. Zawsze pozostaje jednak wspólny wykładnik: im portal ma większą oglądalność i rozpoznawalność, tym więcej może zarobić, bo zwiększa się grupa zainteresowanych współpracą.

Teraz - jak to się przekłada na wynagrodzenia. Znów jest różnie, a teraz do grona zmiennych dochodzi jeszcze polityka właściciela serwisu, co jednak jest rzeczą zupełnie oczywistą w każdym zawodzie, gdzie za sterami stoi prywatny przedsiębiorca. Rozpocząwszy regularne publikowanie w 2013 roku, zdążyłem natrafić chyba już na każdy możliwy rodzaj mocodawcy, od ananasów za wszelką cenę unikających rozliczeń gotówkowych, pomimo wydawałoby się niezłej sytuacji portalu, poprzez jegomości, którzy uczciwie i klarownie podchodzili do zagadnienia wypłat, a skończywszy na takich, którzy potrafili nawet prowadzić interes na przysłowiowe "zero", lub wręcz do niego dokładać, licząc na przyszły zysk. Reguły nie ma. I tak samo nie ma jej w kontekście wysokości wynagrodzeń, aczkolwiek pewne obowiązujące widełki można spróbować wyznaczyć.

Kiedy początkujący autor zgłasza się do redakcji, odpowiadając na ogłoszenie o naborze ludzi, to przeważnie zostaje skierowany do redagowania aktualności. Zadanie to, szczerze powiedziawszy, przeważnie polega na lekturze anglojęzycznych źródeł, tłumaczeniu i ich samodzielnej interpretacji. W takim wypadku, w zależności od serwisu, można liczyć na 3 do 20 zł netto, od pojedynczego wpisu. Z tym że wydawcy płacący więcej, z reguły, mają też adekwatnie wysokie wymagania i standardy edycyjne. To nie jest tak, że redaktor może wyciągnąć garść zupełnie dowolnych tematów, by całymi dnami wyrzucać z klawiatury to, co mu się żywnie podoba. Najpierw temat musi być zaakceptowany przez osobę odpowiedzialną za selekcję treści, a następnie dopuszczony do publikacji przez korektora, o ile oczywiście mamy na myśli ceniące się, komercyjne medium. Patrząc obiektywnie, osoba sprawnie władająca językiem polskim w piśmie może zredagować, średnio, od 3 do 5 aktualności dziennie. Zysk z tego tytułu łatwo policzyć.

Dopiero na dalszych etapach rozwoju pojawia się możliwość tworzenia bardziej rozbudowanych, autorskich treści, w tym testów. Tu kwoty wynagrodzeń zdecydowanie wzrastają, ale rośnie jednocześnie poziom trudności przygotowania materiału. Autor musi bowiem nie tylko napisać tekst, ale także, a może przede wszystkim często przeprowadzić odpowiednie próby oraz pomiary, i to w oparciu o samodzielnie przygotowane procedury. Dlatego też inaczej wynagradza się osobę, która biegle obsługuje specjalistyczny sprzęt pomiarowy, by poradzić sobie ze szczegółowym omówieniem zasilacza czy monitora, inaczej - testera dysków twardych, który porusza się wyłącznie w obrębie wiedzy związanej z samymi komputerami, a jeszcze inaczej - testera podkładek pod myszkę, mającego zadanie znacznie mniej czaso- i energochłonne. I tak oto średnie wynagrodzenie za dłuższą publikację może wahać się od 50 do nawet 1000 zł netto. Przy czym im bliżej górnej granicy, tym bardziej skomplikowany i czasochłonny musi być to test, wymagający niekiedy nawet kilkunastu dni wytężonej pracy, przez co takich naprawdę opasłych artykułów można stworzyć nie więcej niż dwa na miesiąc, zakładając, że mocodawców serwisu w ogóle zainteresują proponowane tematy. Z tym zaś bywa różnie.

Bo jeśli jeszcze o tym nie wspomniałem, to dopowiadam: podobnie jak w przypadku aktualności, redaktor na usługach danego serwisu ma tylko ograniczoną dowolność doboru tematów. Oczywiście można starać się sugerować pewne rozwiązania, ale publicystyka to nie wolna amerykanka. Redaktor dostaje sprecyzowane zamówienia na treści, które musi systematycznie realizować. Na komercyjnych portalach, czyli takich, które w ogóle wypłacają wynagrodzenia, rzadko kiedy bywa jakkolwiek inaczej. Przykładowo, jeśli firma X wykupuje na jakiś miesiąc reklamę, to często w ramach umowy obliguje zarazem redakcję do poświęcenia jej odpowiedniej ilości miejsca w grafiku. Nie chodzi tu bynajmniej o teksty sponsorowane, o z góry narzuconym werdykcie, ale sam fakt wystąpienia danej marki na stronie. Siłą rzeczy redaktor, będący de facto zwykłym pracownikiem, otrzymuje zlecenie na artykuł o sprzęcie X i nie może w tym samym czasie zająć się Y lub Z.

Nie należy przy tym zapominać, jak ogromny wpływ na stawki mają umiejętności językowe. Jeśli ktoś robi dużo błędów, czy to ortograficznych czy gramatycznych, lub, mówiąc kolokwialnie, nie dysponuje zbyt lekkim piórem, to jego wynagrodzenie, jako redaktora, nigdy nie będzie najwyższe. Do publikacji, w większym stopniu niż zazwyczaj, będzie musiał zostać zaangażowany korektor, który także za darmo pracy nie wykonuje.

Naturalnie inaczej mają się sprawy w przypadku osób, które zdążyły sobie wyrobić pewną renomę i rozpoznawalność. Takich publicystów wydawcy potrafią przepłacić, tylko po to, aby podnieśli renomę serwisu poprzez swój wizerunek, albo zagwarantowali dziesiątki tysięcy odsłon pojedynczego materiału. Do osób tego pokroju odzywają się też producenci sprzętu, zainteresowani zamówieniem wpisu na własny blog czy, rzadziej, wystąpieniem w kampanii reklamowej. To już jednak totalna nisza. Ostatecznie, odpowiadając na tytułowe zagadnienie, można przyjąć, że statystyczny śmiertelnik, który uzyska doświadczenie i umiejętności niezbędne do angażu w redakcji wyższego sortu, może zarobić miesięcznie od 2 do 3,5 tys. zł netto, bez łamania sobie karku, ale potraktowawszy publicystykę jako wyłączne zajęcie.

Mając wrodzony talent do szybkiego budowania tekstu i obycie z procedurami testowymi, w okresie wytężonej aktywności producentów, można podaną kwotę istotnie zwiększyć: sprzedając usługi wielu redakcjom czy współpracując bezpośrednio z producentami. Jest w Polsce kilkoro redaktorów, których wynagrodzenie oscyluje w widełkach 3,5 - 5 tys. zł, zależnie od miesiąca. A czy wystarcza to na godne utrzymanie siebie i najbliższych, każdy powinien odpowiedzieć sobie we własnym zakresie. EOT. Więcej o pieniądzach nie będzie, przynajmniej z mojej strony i w takim kontekście, jak wyżej zaprezentowany ;)

Komentarze do: Ile zarabia redaktor technologiczny? - O tym, czy można żyć z testowania