TP-Link Archer C3150 - recenzja routera dla wymagających

TP-Link Archer C3150 - recenzja routera dla wymagających

Konstrukcja i wykonanie

Sprzęt zapakowano w dość standardowe kartonowe opakowanie, w środku którego znajdziemy wszystkie niezbędne elementy, tj. router, dedykowany mu zasilacz, 4 wkręcane anteny oraz kabel Ethernet RJ45 (ten w komplecie jest bardzo krótki, ponieważ dodawany jest tylko w celach konfiguracyjnych urządzenia i jeśli nie chcecie stawiać routera zaraz obok modemu, to będziecie musieli zakupić własny przewód sieciowy). Oprócz tego producent zapakował do wnętrza także sporo makulatury, zarówno w postaci ulotek reklamowych własnych smartfonów, jak i tej bardziej przydatnej, tj. instrukcji obsługi czy karty informacyjnej z domyślnymi identyfikatorami sieci (SSID) 2,4 GHz i 5 GHz oraz hasłem. Te możemy zmienić i wypełnić kartę naszymi nowymi danymi, bo otrzymujemy na to stosowne miejsce. Mówiąc krótko, niczego tu nie brakuje i trudno było oczekiwać więcej, dlatego przejdźmy do samego routera, a zaczniemy od wyglądu i jakości wykonania.

TP-Link, Archer C3150

Jeśli mieliście już wcześniej do czynienia z produktami tego producenta, to design modelu Archer C3150 nie powinien stanowić dla Was większego zaskoczenia. Otrzymujemy średnich rozmiarów konstrukcję o prostokątnym kształcie, wykonaną w przeważającej części z czarnego plastiku. Wierzch podzielony został na pół, a dolna sekcja to panel w fortepianowej (czyli błyszczącej) czerni, co prezentuje się bardzo elegancko, ale niesie ze sobą także pewne wady, jak podatność na rysowanie (nawet w trakcie zwykłego wycierania kurzu stosowną ściereczką) oraz zbieranie brudu (kurz, odciski palców itp.). Górny element jest perforowany, a gęsta siatka otworów wentylacyjnych pozwala na dodatkowe chłodzenie wewnętrznych podzespołów. Spód jest również odpowiednio wentylowany, bo router stoi na 4 nóżkach, co pozwala lepiej odprowadzać ciepło wydobywające się u dołu urządzenia.

Przez środek górnego panelu routera przechodzi pasek, który w górnej (perforowanej) części zawiera diody statusu. Te są na tyle małe, a ich białe podświetlenie tak dyskretne, że nie przeszkadzają nawet wtedy, kiedy znajdują się w zasięgu naszego wzroku (np. pod telewizorem). Co więcej, jeśli dla Was to wciąż zbyt wiele, to możemy się ich całkowicie pozbyć, przytrzymując przycisk w dolnej części paska (niestety tylko imitującej aluminium), co niewątpliwie przydaje się w czasie nocnych sesji. Znajdziemy tu także niewielkie logo producenta umieszczone z lewej strony, a całość otrzymała jeszcze srebrną lamówkę (także z plastiku) biegnącą wokół routera.

Spasowanie poszczególnych elementów nie budzi żadnych zastrzeżeń, podobnie jak wykończenie, niemniej w tej cenie oczekiwać można było zastosowania bardziej szlachetnych materiałów (zamiast plastików imitujących metal), a mieszane uczucia mam także w stosunku do designu Archera C3150. Z jednej strony sprzęt prezentuje się zdecydowanie ładniej niż starsze routery, ale z drugiej to wciąż całkiem zwyczajna skrzyneczka i choć raczej nie przynosi wstydu, to trudno traktować ją jak modny element wystroju otoczenia, jak np. Google OnHub, który TP-Link przygotowywał przecież dla amerykańskiego giganta - w tym aspekcie producent ma więc jeszcze trochę do nadrobienia.

TP-Link Archer C3150

Porty, przełączniki

Sprawdźmy jeszcze dostępne porty, i tak na lewym boku znajdziemy zarówno USB 3.0, jak i USB 2.0, które wykorzystać możemy do podłączenia nośnika danych, drukarki czy ładowania urządzenia mobilnego. Są tu również przyciski do szybkiego wyłączenia/włączenia Wi-Fi oraz funkcji WPS, który służy do błyskawicznego skonfigurowania ustawień sieci bezprzewodowej (wystarczy go nacisnąć, aby bez konieczności podawania hasła i konfiguracji połączyć się lub udostępnić połączenie z internetem). Nie zabrakło także dyskretnego przycisku reset, który wymaga skorzystania z igły (lub innego cienkiego narzędzia), ponieważ ukryto go w zagłębieniu - ten tradycyjnie pozwala przywrócić nam domyślne ustawienia Archera C3150.

Na prawym boku nie dzieje się nic ciekawego, ale za to z tyłu umieszczono wszystkie najważniejsze elementy, czyli 4 odłączane anteny (te wkręcamy w stosowne miejsca i ustawiamy wedle zaleceń producenta, czyli środkowe prostopadle do routera, a zewnętrzne pod kątem 45°) oraz gigabitowe złącza 1x WAN i 4x LAN. Ich liczba może nie jest powalająca, ale jak na typowe domowe warunki powinna być wystarczająca (osobiście nie pogardziłbym większą liczbą portów LAN, co wynika z przewodowego podłączenia konsol, telewizora i komputera, ale zawsze można ratować się dodatkowym przełącznikiem), a całości dopełniają złącze zasilające oraz przycisk Power.

Komentarze do: TP-Link Archer C3150 - recenzja routera dla wymagających